COSMO BODY

Pokochaj swoje ciało, czyli co jeść żeby być zdrową?

Kiedy jedzenie zaczęło nas straszyć?

04stycznia2019
Pokochaj swoje ciało, czyli co jeść żeby być zdrową? fot. istock.com

GMO, gluten, tłuszcze trans! Jedzenie powinno być miłym rytuałem, a nie koszmarem.

Ostatnio, kiedy otworzyłam lodówkę szukając jakiejś zdrowej przekąski, znalazłam mięso. Pierś kurczaka bez antybiotyków, hormonów, konserwantów i glutenu. Żując superekologicznego batona, przeczytałam etykietkę na owej piersi: „Nasze kurczaki hodowane są bezstresowo”. Dobrze, że przynajmniej one. Jeszcze dekadę temu sprawa była prostsza. Moim jedynym zmartwieniem było, czy jogurt, który ma 80 kalorii rzeczywiście smakuje jak sernik. Teraz media podają, że borówki amerykańskie to pestycydowe bomby, które powodują raka i nie mogę spokojnie przełknąć jajka, bo zastanawiam się, czy jego mama nie była na penicylinie. Dietetyczne rozkminki nie dotyczą ilości, ale jakości: skąd jest produkt, gdzie mieszkały zwierzęta, co jadły krowy. Czy te rozkminki są słuszne? Nie do końca. Stawiając wysoko poprzeczkę, wpakowałyśmy się do jedzeniowego więzienia. Zaglądamy do sklepu i głupiejemy na widok etykietek. Produkty są „naturalne”, „z upraw ekologicznych”, „bezglutenowe”, „z wolnego chowu”, „tradycyjne”, „dietetyczne.” Przy czym na przykład „dietetyczne” nie oznacza niskokaloryczne czy niskotłuszczowe. Oznacza... nic nie oznacza. Coś jest zdrowe, jeśli jest zdrowe dla ciebie. I sama, niestety, musisz wybrać, co jeść. Trochę ci pomożemy.

O CO CHODZI Z GMO?

Reklama

Chyba żadne jedzenie nie jest tak piętnowane, jak GMO. Badania pokazują, że 2/3 Polaków boi się żywności modyfikowanej genetycznie (wg PBS) i ponad połowa z nas nie kupiłaby produktu GMO nawet gdyby był o wiele tańszy od niemodyfikowanego. Minitutorial: GMO to żywy organizm, którego materiał genetyczny został zmanipulowany w laboratorium, żeby był pod jakimś względem lepszy – większy, bardziej soczysty czy odporny na szkodniki. Część krajów (np. USA) uważa, że GMO jest bezpieczne, natomiast w Unii Europejskiej, Japonii, Australii wprowadza się spore restrykcje. To dlatego, że opinie są różne. Jedna z nich mówi, że GMO może zlikwidować problem głodu na świecie. Druga (z drugiego bieguna emocji), że jest niebezpieczne dla zdrowia. Której wierzyć? nauka Inżynieria genetyczna używa modyfikacji, żeby zwiększyć wydajność upraw i ich odporność na szkodniki oraz zapotrzebowanie na pestycydy. Celem są więc przede wszystkim obfite plony i nakarmienie głodujących na naszej planecie nacji. Biolog dr Clint Springer, tłumaczy, że „robimy to od tysięcy lat, krzyżując gatunki. Teraz tylko stosujemy bardziej precyzyjne metody do wykreowania organizmów z większą ilością zalet”. World Health Organization (WHO) pilnuje, żeby te metody były bezpiecznie dla zdrowia. W listopadzie zeszłego roku dopuściło nawet do sprzedaży pierwsze zwierzę modyfikowane genetycznie: łososia, którego DNA zmieniono, by szybciej rósł. Przeciwnicy GMO uważają, że nie powinniśmy zabawiać się genetyką. No i że powinno się informować klientów, czy jakiś produkt jest GMO czy nie. Wprawdzie żadne duże badania nie wykazały, że GMO jest szkodliwe dla ludzi, jednak czy brak dowodów na szkodliwość oznacza, że GMO jest dla ciebie zdrowe? No, niekoniecznie. – Nie wiadomo też, jaki skutek może przynieść spożywanie przez długi okres kilku organizmów transgenicznych – uważa psychodietetyk Elżbieta Lange. – Tego dowiemy się może za 10, 20 lat. Więc jeśli czujesz, że nie chcesz brać udziału w zabawie z DNA, zostań detektywem i czytaj uważnie etykietki. Bo nawet w zdrowej żywności może się znajdować kukrydza, ziemniaki, buraki czy soja z upraw modyfikowanych. Jednak są też produkty bio, całkowicie wolne od GMO. A to, że produkty bio (czyli eko, czyli organic) są dla ciebie zdrowe, to raczej nie ulega wątpliwości...

Nie jesteś pewna, czy produkt jest EKO? Jeśli jest – w krajach UE ma naklejkę z tzw. euro liściem – zielonym z gwiazdek oraz numer identyfikacyjny, np.: PL – EKO – 07.

O CO CHODZI Z NATURALNYM?

Sztuczne barwniki i konserwanty to coś, czego większość z nas wolałaby uniknąć. Nawet jeśli nie bardzo wiemy, jaki mają na nas wpływ, kiedy na opakowaniu jest napisane, że owe barwniki są wyłącznie „naturalne” jakoś łatwiej nam je przełknąć (dosłownie). Gorzej, że według badań, 2/3 konsumentów wierzy, że jeśli znajdzie magiczne słowo „naturalne” na produkcie, to jest on zdrowy i wolny także od pestycydów i GMO. Pamiętasz tę scenę z „Pretty Woman”, w której Richard Gere pyta Julię Roberts, jak ma na imię, a ona odpowiada pytaniem na pytanie: „A jak byś chciał, żebym się nazywała?”. Podobnie jest ze słowem naturalny. Znaczy... cokolwiek zechcesz, bo nie ma jasnej definicji. OK, naturalne generalnie oznacza wyprodukowane z tego, co naturalnie występujące w przyrodzie. Czyli, że barwnikiem np. jest kurkuma, a zagęszczaczem – mączka chleba świętojańskiego, a nie coś, co chemik wykreował w laboratorium. Do tego momentu wszystko jasne? Super. To jeszcze wyjaśnijmy sobie dwie rzeczy. Pierwsza: nie każde „E” to chemia. Oznaczenie „E” mają też naturalne dodatki (wspomniany chlebek świętojański: E-410). Po drugie: „naturalne” i „zdrowe” to nie to samo. Naturalne dodatki też uczulają, bywają modyfikowane genetycznie , tuczą i/lub powodują wahania cukru we krwi. Żelki z żelatyną wieprzową, słodzone cukrem trzcinowym i barwione burakiem, to nadal żelki. Sorry.

O CO CHODZI Z ORGANIC?

Lodówka, w której jest ekologiczna sałata, dziki łosoś i jajka z wolnego chowu zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa. I czyste sumienie. Z badań TNS Polska wynika, że około 30% z nas jest entuzjastami żywności organicznej (czyli ekologicznej). Milion Polaków kupuje ją regularnie, a sześć milionów – mniej regularnie. Dobrze robią?

W przeciwieństwie do słowa „naturalny”, słów „bio”, „eko” i „organic” nie można interpretować i używać dowolnie. Producent czy rolnik ma do nich prawo tylko jeżeli 95% składników produktu zostało wytworzonych bez użycia chemicznych środków ochrony roślin, sztucznych nawozów i dodatków do pasz, hormonów i antybiotyków, a sama produkcja była nadzorowana. Można to sprawdzić, szukając na etykietce tzw. euroliścia, który jest obowiązkowy na tego typu produktach. Dodatkową wskazówką są certyfikaty lokalnych organizacji, jak niemiecki Bio-Siegel czy polskie logo Stowarzyszenia Producentów Żywności Metodami Ekologicznymi „Ekoland”. Na etykiecie bioproduktu powinna znaleźć się nazwa producenta, nazwa lub kod jednostki certyfikującej oraz oznaczenie miejsca pochodzenia produktu. Czyli: dość łatwo sprawdzić, czy ktoś nas nie nabiera. Inna sprawa, czy produkty „eko, bio & CO.” są lepsze? Na ten temat trwają dyskusje. Kiedy naukowcy z uniwersytetu Stanford przeprowadzili 237 badań porównujących organiczne i konwencjonalne jedzenie, nie znaleźli żadnych istotnych różnic, jeśli chodzi o wartości odżywcze i wpływ na zdrowie. Z kolei w 2014 British Journal of Nutrition opublikował dane, że w ekożywności jest o jedną piątą więcej antyoksydantów. Dr Charles Benbrook, współautor ww. badania podkreśla też, że biożywność ma niższy poziom pestycydów. – A niektóre pestycydy zakłócają system immunologiczny, są rakotwórcze, zwiększają ryzyko otyłości, cukrzycy i demencji – wylicza dr Benbrook. W ekologicznej hodowli pilnuje się też, by zwierzęta miały godziwe warunki: przestrzeń, trawę, słońce i jadły pasze bez antybiotyków oraz hormonów. To też ważne, bo antybiotyki podawane prewencyjnie, sprawiają, że powstaje coraz więcej tak zwanych „superbakterii” – opornych na antybiotykoterapię. Uważa się na przykład, że niektóre trudne do wyleczenia choroby układu moczowego mogą być właśnie efektem karmienia drobiu antybiotykami. Więc? Jeśli możesz – kupuj organicznie, to lepsze dla ciebie i planety. Ale nie wpadaj w paranoję. Każdy produkt żywnościowy, który został dopuszczony do sprzedaży jest... jadalny.

O CO CHODZI Z GLUTEN-FREE?

Twoja siostra twierdzi, że ma więcej energii, od kiedy rzuciła gluten? A... (tu wstaw imię ulubionej celebrytki) ... schudła dwa rozmiary, od kiedy pożegnała się z pszenicą? W każdej szanującej się restauracji, burgerowni, pizzerii są opcje. Problem? Wiele z tych wolnych od glutenu ciastek, bułek, naleśników i makaronów obfituje w cukier i tłuszcz. Mają ich więcej niż rzeczy glutenowe, żeby nadrobić smakiem. Mąki bezglutenowe często są też z dodatkiem kukurydzy (także tej GMO) czy białego ryżu (który ma niewiele błonnika), więc żeby schudnąć o 2 rozmiary, nie wystarczy wybierać opcji glutenfree. Chyba, że chodzi o odchudzanie konta... Do bezglutenowej bułki w burgerowni, zwykle trzeba dopłacić 2-3 zł. A ponieważ jest moda, producenci obklejają etykietkami rzeczy, który z natury są bezglutenowe, choć niekoniecznie zdrowe i (chipsy ziemniaczane, popcorn, ser żółty...). Na celiakię cierpi około 1% Polaków. To znaczy, że tylko co setna z nas powinna unikać glutenu, czyli białka, zawartego w pszenicy, owsie, jęczmieniu i życie, bo go (dosłownie) nie trawi. Jest też grupa osób, która nie może jeść glutenu w nadmiarze. Czyli czuje się gorzej, gdy codziennie lub prawie codziennie sięga po grahamkę, chałkę czy herbatnika. Jak stwierdzić, czy to twój problem? Obserwuj swój organizm. Wzdęcia, zaparcia, biegunki, krwawienia z układu pokarmowego, zatrzymywanie wody... czy cierpisz na nie wtedy, gdy częściej jesz pieczywo i pizzę niż pizzę? Jeśli tak – idź do lekarza, zrób test, zmień dietę. Zmień ją też, jeśli chcesz schudnąć. W tym ostatnim wypadku jednak pszenne kajzerki zastąp warzywami, owocami, strączkami, nie bezglutenową opcją.

Reklama

Polecamy również

Skomentuj