W twoim świecie

Jak reagować na zaczepki?

Każda z nas lubi komplementy, ale niekoniecznie w takiej formie, jak to się notorycznie zdarza na ulicy. Między adoracją, a molestowaniem jest bardzo cienka granica...

25czerwca2019
Jak reagować na zaczepki? fot. istock.com

Jest pełnia lata. Kolejny upalny dzień przede mną. Przez większość roku ukrywam ciało pod warstwami ubrań, więc z tym większą radością zakładam zwiewną, lekką sukienkę. Jest biała, do kolan, w talii związana paskiem. Nie prześwituje, nie ma zbyt głębokiego dekoltu – w końcu przecież idę do pracy. Duża torba z frędzlami i sandałki z rzemyków to jedyne dodatki. Wychodzę. Jest 9.30, do przystanku mam 500 metrów. Nie przeszłam jeszcze 300, kiedy słyszę za plecami cmokanie: „Hej, laleczka!”. To bynajmniej nikt ze znajomych. Przyśpieszam kroku, ale chwilę później na przystanku odzywa się ten sam głos: – Na weselę jedziesz taka wystrojona? Milczę i nie nawiązuję kontaktu wzrokowego, ale to nie zniechęca młodego mężczyzny. Z opresji wybawia mnie dopiero przyjazd tramwaju, ale jeszcze zanim zamkną się drzwi, słyszę: – Ale niedostępna, znalazła się! Kiedy docieram do pracy, czuję się, jakby to określić… zbita z tropu, zawstydzona, zażenowana. Łapię się na tym, że co chwilę pociągam dół sukienki jak najniżej za kolana. Marzę, żeby ją ściągnąć i ukryć się w dżinsach i luźnym T-shircie. Tylko dlaczego? Racjonalne myślenie podpowiada mi, że powinnam zignorować prostackie zaczepki prymitywnych kolesi, którzy nic dla mnie nie znaczą, ale mimo to nie mogę pozbyć się uczucia zażenowania. I jest mi z tym źle i niekomfortowo.

Kobiety mają trudniej

Reklama

Mam 35 lat. Jestem atrakcyjna, choć nie oszałamiająco piękna. Wiem jak ubraniem podkreślić atuty sylwetki, a jak ukryć niedoskonałości (w końcu pracuję w Cosmo!). Czasem mam lepszy dzień, jak każda z nas, czasem: „Bad Hair Day”. Czasem mam więcej czasu na wykonanie idealnej kreski, czasem nie zdążę w domu zrobić makijażu. Czy jestem w spodniach, w dresie czy w sukience – to niczego nie zmienia: jestem kobietą. I mimo tego, że żyjemy w czasach emancypacji kobiet, a nawet wojującego feminizmu, odczuwam frustrację, bo mam wrażenie, że nic się nie zmieniło i przestrzeń publiczna nadal należy do mężczyzn. Czują się w niej bezpieczni i bezkarni. Już w dzieciństwie słyszałam od rodziców, że muszę na siebie uważać, że nie można ufać nieznajomym. Jako nastolatka miałam wbijane do głowy, że nie mogę wracać późno sama, ani tym bardziej wychodzić wieczorem z domu. Mój młodszy 15-letni brat miał dużo więcej swobody niż ja w wieku 20 lat. „No tak, ale chłopak to nie to samo” – zbywał lakonicznie moje pytania ojciec. Niemniej jednak to prawda: to nie to samo dla nas i dla mężczyzn. Na zewnątrz, nam kobietom jest dużo trudniej.

fot. istock.com

Ulica należy do mężczyzn

Być może widziałaś słynny już film na You Tube: młoda kobieta ubrana w dżinsy i czarną koszulkę przez 10 godzin chodziła po Manhattanie. Tyle czasu wystarczyło, żeby zarejestrować ponad sto przypadków zaczepiania jej przez mężczyzn – komplementów, mniej lub bardziej wulgarnych komentarzy i prób nawiązania kontaktu, które mogą być dla kobiety bardzo niekomfortowe. Materiał został stworzony przez producenta Roba Blissa i aktorkę Shoshanę B. Roberts we współpracy z organizacją Hollaback!, która walczy z nękaniem kobiet na ulicy. Przez zaledwie dwa dni od opublikowania go w sieci, obejrzano go ponad 14,5 mln razy! Rozmawiam o tym z przyjaciółkami, znajomymi. Drążę temat, na który zazwyczaj nie rozmawiamy i okazuje się, że większość z nich ma mnóstwo takich historii. To się zdarza najczęściej latem, kiedy zakładamy sukienki lub spódnice i wieczorem, bo ciemność ośmiela do takich zachowań. Zaczepiają nastolatkowie, zazwyczaj w grupie, bo w niej raźniej, ale również mężczyźni w średnim wieku, po których nie można by się tego spodziewać. O nietrzeźwych podejrzanych kreaturach nie wspomnę. – Najgorsi są robotnicy drogowi lub budowlańcy – mówi Marta. – Koło mnie jest akurat budowa, a ja muszę przechodzić chodnikiem obok i zawsze słyszę jakieś gwizdy lub teksty w stylu: „O której wracasz?”, „Umówimy się?” albo „Pokaż lepiej, co jest pod tą sukienką!”. Czasem wolę nadrobić drogi, żeby nie przechodzić koło nich, zwłaszcza po tym, jak któryś ryknął na całą ulicę: „Ale klaksony!” Myślałam, że się pod tą rozkopaną ziemię zapadnę. Iza nie ma wyzywającej urody, ale do pracy zawsze chodzi w szpilkach. – Może to nakręca różnych świrów? – zastanawia się. „Widać, że TO lubisz”, „Ale cycuszki!” – to tylko niektóre z uwag, które słyszała za swoimi plecami. – Najgłupsze, co usłyszałam od jakiegoś faceta w metrze: „Chciałbym być tym kawałkiem materiału pomiędzy twoimi nogami” – mówi Sylwia. Pytam dziewczyn, jaka jest ich reakcja. – Zwykle spuszczam głowę, unikam kontakt wzrokowego, staram się jak najszybciej uciec – przyznaje Iza. Marta kiedyś na przystanku nie wytrzymała i na chamskie zaczepki ostro odpowiedziała. To byli młodzi mężczyźni, oczywiście w grupie. Zaczęli między sobą szeptać, dawać porozumewiawcze znaki, później wsiedli za nią do autobusu. Przestraszyła się. Zadzwoniła do brata, żeby wyszedł po nią na przystanek… Organizacja Hollaback! działa też w Polsce i skupia się właśnie na walce z molestowaniem w przestrzeni publicznej, przypominając między innymi, że zaczepki słowne również mogą być jego formą i dla wielu kobiet nie są akceptowalne. Na stronie organizacji możemy przeczytać: „Niewinne komplementy i flirtowanie to zdecydowanie nie to samo, co molestowanie w przestrzeni publicznej. Jeśli np. mężczyzna podchodzi do kobiety w miejscu publicznym, zagaduje ją, ale otrzymuje od niej sygnał braku zainteresowania i akceptuje go, to nie popełnia żadnej zbrodni. Molestowaniem są już natomiast słowa i gesty, które przez drugą osobę są wyraźnie niepożądane, sprawiają jej dyskomfort czy są wyraźnie kierowane wbrew jej woli”. Hollaback namawia do reagowania: „Molestowanie w przestrzeni publicznej, tak jak każda inna forma przemocy seksualnej wtłacza nas w rolę ofiary; mimowolnie uczymy się, jak nie reagować na przemoc i dyskryminację, jak w milczeniu przyjmować to, co nam się przytrafiło” Przerywamy zatem milczenie: stop zaczepkom na ulicy i niewybrednym komentarzom na temat naszego wyglądu. PS Na wszelki wypadek pokaż ten tekst swojemu facetowi i jego kumplom.

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj