W twoim świecie

Miłość to nie konkurs!

To, co inni pokazują, to zwykle najładniejsza wersja związku. Prawdziwa jak zdjęcie z Photoshopa”.

23czerwca2019
Miłość to nie konkurs! fot. istock.com

Podczas jednego z babskich wieczorów, moja koleżanka Magda opowiada o niespodziance, jaką zrobił jej chłopak. Przygotował (sam!) kolację z pięciu dań. Ale to nie wszystko. Nakrył do stołu, zapalił świeczki, a przy talerzach położył własnoręcznie wykonane menu. Do tego od pierwszej chwili zachowywał się jak dżentelmen, pomógł zdjąć Magdzie płaszcz, gdy przyszła do domu, odsunął krzesło, gdy siadała do stołu... Łał! Jestem pod wrażeniem. I zaraz zaczynam się zastanawiać, dlaczego mój facet nigdy nie zdobył się na taki romantyczny gest. Moje rozmyślania przerywa Alina, która wyznaje, że po pięciu latach związku wciąż uprawia seks trzy razy w tygodniu. Hm, a czy raz w tygodniu też jest OK? A może powinnam już opłakiwać moje dogorywające życie erotyczne? Zanim zdążę podjąć decyzję, spada na mnie trzeci dołujący news tego wieczoru. Justyna opowiada o swojej wyprawie na skałki. Co weekend jeździ ze swoim mężem się powspinać. Ja i mój mąż co weekend uprawiamy couching, czyli sadowimy się na kanapie i właściwie nie schodzimy z niej do poniedziałku rano. Ratunku! Czy wszyscy wokół mają lepszy związek niż ja? Wciąż poznaję pary, które są szczęśliwsze. 

„Jesteśmy istotami społecznymi, nic dziwnego, że się porównujemy z innymi”.

No tak, robimy to nie tylko w temacie życia miłosnego. Analizujemy też kariery innych ludzi. Zastanawiamy się, czy koleżanka zarabia więcej. W autobusie obserwujemy styling kobiet, bezlitośnie oceniamy stan skóry, włosów i każdy kilogram nadwagi. A jeśli tej nadwagi nie ma ani grama, a torebka jest od znanego projektanta – czujemy czasem ukłucie zazdrości. Podobnie jak wtedy, gdy znajomi publikują na Fejsie zdjęcia z wypasionego urlopu. To znaczy ja czuję ukłucie. A ty? – Jesteśmy istotami społecznymi i porównywanie się mamy w naturze – uważa psycholog dr Sandra Konrad. Pomaga nam to uporządkować świat i sporo mówi o tym, za czym tęsknimy. – Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy nie czujemy się już z tym dobrze i cały czas patrzymy na innych – konstatuje dr Konrad. Generalnie, im większe mamy poczucie własnej wartości, tym rzadziej się porównujemy, bo nie jest nam to potrzebne. Ale chyba każda z nas (nawet ta megapewna siebie) przeżywa momenty niepewności, w których negatywne myśli odbijają się w głowie jak piłeczka pingpongowa: Czy jestem naprawdę szczęśliwa w miłości, czy chciałabym czegoś innego?

„Nigdy nie dowiemy się, co tak naprawdę dzieje się w innych związkach”.

Reklama

Teoretycznie, wiemy, co działa w miłości, a co nie – I naukowcy, i media poświęcają temu dużo uwagi, próbując znaleźć receptę na udany związek – twierdzi psychoterapeuta Michael Mary, autor książki „Pięć kłamstw w sprawach seksu i miłości”. – Publikując wyniki dają nam do zrozumienia, że istnieją jakieś pary idealne, które wszystko robią dobrze. Te idealne pary z mediów zlewają nam się w jedno z harmonijnymi związkami, które obserwujemy wśród znajomych i zaczynamy się zastanawiać, czy my też zachowujemy się tak jak oni i... czy w związku z tym też będziemy żyli długo i szczęśliwie. Stop! To błąd, bo rzadko kiedy partner jest w stanie spełnić wszystkie warunki idealnej drugiej połówki. Poza tym, nie zapominajmy, że to, co widzimy u innych, to tylko pozytywna maska, którą oni zakładają dla świata. W naszym społeczeństwie, to, co myślą o nas inni, jest przecież niezwykle ważne. Dlatego staramy się, by inni myśleli o nas same dobre rzeczy. 

fot. istock.com

A czasem też – żeby nam zazdrościli. Pokazujemy więc najlepszą, sfotoszopowaną wersję siebie i naszego związku. – Mało kto wie, co dzieje się pod powierzchnią takiej relacji – uważa Sandra Konrad. Być może chłopak Magdy został mistrzem romantycznych inscenizacji dlatego, że ją zdradza i kolacją z pięciu dań próbuje zagłuszyć swoje wyrzuty sumienia? I kto wie, czy ta para, która trzy razy w tygodniu uprawia seks, ma sobie coś do powiedzenia poza sypialnią? Gdybyśmy zajrzały za kulisy okazałoby się, że każdy związek ma swoje słabe punkty. Niestety, rzadko kiedy podejmujemy ten wysiłek i pewnie dlatego jesteśmy potem totalnie zaskoczone, gdy rzekomo perfekcyjna relacja rozpada się w spektakularny sposób albo wspaniały partner przyjaciółki okazuje się draniem. – Najlepiej dać sobie spokój z porównaniami – radzi Michael Mary. – Dzisiaj wszystko jest zindywidualizowane, także związki. Każda para kocha się na swój własny niepowtarzalny sposób. Nie można skopiować człowieka, dlaczego niby miałoby się dać skopiować związek? A poza tym… wolałabyś mieć takiego chłopaka jak Magda tylko dlatego, że dobrze gotuje i ładnie nakrywa do stołu?

„Nie ma żadnej tabelki, w której można by sprawdzić, czy mamy właściwe oczekiwania czy nie”.

Najbardziej niebezpieczne w porównywaniu się do innych par jest, że zaczynamy być niezadowoleni z własnej relacji. Dążymy do perfekcji, co jest skazane na porażkę. – Trzeba pożegnać się z nierealistycznymi oczekiwaniami, że miłość jest sposobem na wszystko – mówi dr Konrad. Bo jeśli będziemy tak myśleć, możemy mieć nieuzasadnione pretensje do partnera i kreować problemy, które właściwie nie musiałyby istnieć. Lepiej jest skoncentrować się na swoim związku, nie patrzeć na innych, tylko samej sobie odpowiedzieć na pytanie, czy podoba nam się to, co mamy, czy (już) nie. – Nie ma tabelki, w której można sprawdzić, czy nasze oczekiwania są OK czy nie – przypomina dr Mary. W końcu każda kobieta czego innego chce od mężczyzny i od partnerstwa. Dla jednej priorytetem jest niebiański seks, dla innej to, żeby jej facet był dobrym ojcem albo miał określony status społeczny, finansowy czy zawodowy. Więc następnym razem, kiedy przyłapiesz się na myśleniu: „Dlaczego mój partner tego nie robi?”, zastanów się, dlaczego jest ci z nim dobrze. Być może nie jest romantykiem, ale co wieczór rozśmiesza cię do łez?

fot. istock.com

„Dopiero, gdy para nie znajduje swojego własnego sposobu na okazywanie uczuć, pojawiają się trudności”.

A co jeśli podczas tych porównań twój partner zbiera raczej minusy niż plusy? – To, czy ktoś dobrze czy źle ocenia swój związek zwykle zależy od tego, czy czuje się kochany i dostrzegany czy nie – zaznacza Sandra Konrad. – Gdy nie ma swojego własnego sposobu na okazywanie uczuć, pojawiają się trudności. Amerykański terapeuta Gary Chapman podzielił język, w jakim wyrażamy miłość, na pięć kategorii: Pochwała i docenienie, intymność, prezenty, gotowość pomocy i czułość. Każdy człowiek okazuje miłość na inny sposób. Klasyczny problem z komunikacją: partner rozwiesza pranie, żeby okazać ci uczucia, a ty wolałabyś, żeby cię przytulił. W takiej sytuacji, zamiast bawić się w detektywa i liczyć, ile razy inne pary się przytulają, pomyśl, jak twój mężczyzna daje ci znać, że cię kocha. I powiedz mu, jakbyś chciała, żeby ci dał znać. W końcu nie potrafi my czytać w myślach i zgadnąć, za czym tęskni druga osoba. – W sumie to ciekawe, że wszystkim mówimy, czego od nich oczekujemy, tylko partnerowi nie – zauważa Sandra Konrad. – Nie wstydzimy się powiedzieć lekarzowi, co nam dolega. Nie obrażamy się na piekarza, że nie wie, jakie chcemy bułeczki. Nie oczekujemy od taksówkarza, że domyśli się, gdzie nas zawieźć. Ale nasz partner powinien wiedzieć, czego pragniemy. A kiedy nie wie – jesteśmy wściekłe i czujemy się dotknięte. W gruncie rzeczy wiemy, że argumenty w stylu: „A facet Magdy to…” są mało skuteczne i nie fair, mimo to oglądamy się za innymi parami. W porządku. Pod warunkiem, że nasz komentarz po takim oglądaniu brzmi: „To słodkie, co zrobił chłopak Magdy, ale i tak nie zamieniłabym się z nią na facetów, mimo że mój jest mało romantyczny. Ja za to jestem, więc może to ja zrobię dziś kolację?”

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj