W twoim świecie

Czy w dzisiejszych czasach wciąż lepiej jest być chłopcem?

Po kryjomu mierzy szpilki, podkrada kosmetyki i niezdarnie się maluje. Wyczekuje dnia, w którym dorośnie do za dużych obcasów, a makijaż stanie się jej codziennością

Beata Dżumaga

18czerwca2019
Czy w dzisiejszych czasach wciąż lepiej jest być chłopcem? fot. istock.com

Czy chcesz żyć średnio 10 lat dłużej? Chcesz za to pracować pięć lat krócej? Chcesz na emeryturze odpoczywać statystycznie 21, a nie sześć lat? Czy gdy statek tonie, wolisz jeść suchary w szalupie, czy tonąć w zimnej wodzie? (...) Jeśli tak, to chcesz być kobietą!” – powyższe pytania i podsumowująca je konkluzja to fragment zaproszenia na wystawę zatytułowaną „Chcę być kobietą!”, otwartą 8 marca 2019 roku w warszawskiej Galerii XX1. Kurator wystawy w jednym z wpisów na Facebooku postulował, że „w Polsce mężczyźni zaczynają być traktowani jak obywatele drugiej kategorii”. Jeszcze przed oficjalnym otwarciem wystawa zyskała rozgłos i wywołała kontrowersje. Środowiska feministyczne wytknęły autorom wystawy sugerowanie, że życie kobiet w Polsce to same przywileje, wobec których mężczyźni są pokrzywdzeni. 

W odpowiedzi na kontrowersyjną formę zaproszenia na fanpage’u Feminiskra pojawiła się lista pytań ukazująca drugą, tak dobrze znaną kobietom, stronę medalu: „Czy chcesz, żeby inni decydowali o twoim ciele? Czy chcesz zarabiać mniej niż osoby wykonujące tę samą pracę? Czy chcesz mieć 1/6 szans, że padniesz ofiarą »niespodziewanej przyjemności«? Czy chcesz, aby twoja płeć była synonimem słabości?”. Która strona ma rację w tej dyskusji? Czy bycie kobietą we współczesnym świecie to przywilej czy ciężar?

„This is a man’s world”

Gdyby kobieta z twojego otoczenia nagle miała zawał serca (odpukać!), byłabyś w stanie rozpoznać jego pierwsze objawy, prawda? Przecież skarżyłaby się na ból w klatce piersiowej i w lewym ramieniu, pewnie chwytałaby się za pierś. Problem w tym, że to symptomy charakterystyczne dla zawału serca w przypadku mężczyzn. Kobiety w takiej sytuacji doświadczają bólu brzucha, mają problemy z oddychaniem i nudności. Mało kto zdaje sobie sprawę z tych różnic, dlatego kobiety są aż w 60 proc. bardziej narażone na mylną diagnozę, co może oznaczać dla nich wyrok śmierci.

fot. istock.com

Dlaczego nie bierzemy pod uwagę damskiej perspektywy?

Ponieważ, jak przekonuje dziennikarka Caroline Criado-Perez, żyjemy w świecie zaprojektowanym przez mężczyzn i dla mężczyzn. Swoją tezę popiera dziesiątkami dowodów, które zebrała w najnowszej książce zatytułowanej „Invisible Women” („Niewidzialne kobiety”). Fakty są nieubłagane – w wielu dziedzinach życia różnice wynikające z płci w ogóle nie są brane pod uwagę. Dzieje się tak m.in. w medycynie (patrz wyżej), ale także, jeśli chodzi o testy zderzeniowe badające bezpieczeństwo pojazdów, o klimatyzację w pomieszczeniach biurowych (zauważyłaś, że gdy twoi koledzy siedzą w koszulkach z krótkimi rękawami, ty wiecznie marzniesz?), a nawet o czas korzystania z publicznych toalet (za niekończącymi się kolejkami do damskiej łazienki stoi o wiele więcej, niż tylko chęć poprawienia makijażu). Tak, wszystkie te kwestie mają wspólny mianownik, który Criado-Perez nazywa „męskimi ustawieniami domyślnymi”. To mężczyzna stanowi punkt wyjścia do większości badań lub testów, co skutkuje znacznymi lukami informacyjnymi związanymi z płcią. Jakie są konsekwencje tego stanu rzeczy? „Gdy kobiety nie są widziane, zapomina się o nich. Mamy 2019 rok. Czas skończyć z zapominaniem o kobietach”, postuluje ekspertka.

Będzie córka? „Znowu w życiu mi nie wyszło”

Tego, że kobiety były pomijane właściwie od zawsze, nikomu nie trzeba tłumaczyć. Wystarczy wspomnieć preferencje dotyczące płci nienarodzonego dziecka. Chłopiec oznaczał dla rodziny radość i bogactwo, a dziewczynka – ciężar i kłopot. „Według tradycyjnego myślenia mężczyzna ma zbudować dom, posadzić drzewo i spłodzić syna. Nie dziecko, tylko syna – kropka. Dopiero wtedy jest spełniony”, wyjaśnia dr Justyna Pokojska z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Reklama

Ekspertka dodaje, że po dziś dzień w niektórych krajach to właśnie narodziny męskiego potomka są hucznie celebrowane w rodzinnym gronie: „W Meksyku z okazji narodzin syna ojcu prezentowało się wielkie pudło cygar. Jeśli natomiast na świat przyszła córka, ojciec nie dostawał prezentu, a zamiast tego przynosiło się rodzinie czekoladki, niejako na osłodę”. Oczywiście to się zmienia, ale dane wciąż przemawiają na korzyść chłopców. Z raportu przygotowanego w 2006 roku przez Instytut Badania Opinii RMF FM wynika, że 31 proc. Polaków wolałaby mieć syna, podczas gdy o córce marzy 25 proc. Bardziej sprecyzowane preferencje co do płci dziecka mają ojcowie, kobietom jest to bardziej obojętne. 

26-letnia Ania od początku myślała, że urodzi chłopca. Przyznaje, że czuła presję ze strony męża, który marzył o synu. „W 14. tygodniu ciąży dowiedzieliśmy się, że to będzie dziewczynka. Mąż nadal myśli, że jeśli będziemy mieli kolejne dziecko to fajnie byłoby, gdyby to był syn, dzięki któremu mógłby zostawić po sobie nazwisko. Jego starszy i jedyny brat też ma tylko córkę, więc ich nazwisko może zaniknąć”. Rodzice Ani podchodzili do kwestii płci dziecka bardzo neutralnie. „Mają już dwóch wnuków, a ja i tak nie poniosę ich nazwiska dalej w świat. Ale ze strony teściów było delikatne parcie. Teraz oczywiście pytają, kiedy drugie dziecko”. Z kolei 29-letnia Ola jest najmłodszą z trzech córek. „Ja miałam być synem, ale znowu nie wyszło”, śmieje się. Ale jej tata nie traktował tego jako porażki czy tragedii. „Chociaż wiadomo, że jak ma się już dwie córki, to marzy się o synu, którego będzie można wychowywać inaczej niż dziewczynki”. 

fot. istock.com

„Andrzej jest doktorem, Marysia sprząta”

Inaczej, czyli jak? Dlaczego dziewczynki są wychowywane w inny sposób niż chłopcy? Oczywiście pewne różnice wychowawcze ze względu na płeć są jak najbardziej zrozumiałe. Ale przygotowywanie chłopców i dziewczynek do pełnienia pewnych ról społecznych często przyjmuje absurdalne formy. Dobitnie pokazują to książki już dla najmłodszych dzieci. Ich treść na zajęciach ze studentami analizuje dr Pokojska: „Tytuły tych książeczek są zatrważające. Historyjki dla chłopców to np. „Bolid Bartka”, „Śmieciarka Jarka”, „Andrzej jest doktorem”, a seria dla dziewczynek brzmi: „Ala bawi się w lekarza”, „Marysia sprząta”, „Hania gotuje”. Jak wobec tego ma wyglądać równe wzmocnienie obu płci? Już od małego przekazujemy dzieciom komunikat, że chłopiec jest sprawny i dynamiczny, w tytułach książeczek on jest tym kimś, bo w przyszłości rzeczywiście nim będzie. Natomiast dziewczynka może tylko bawić się w lekarza, bo przecież „wiadomo”, że nim nie zostanie. Ma sprzątać, gotować i podawać lalkom herbatę. To treści dla zaledwie kilkulatków, a już są wyraźnie spolaryzowane płciowo. Dlaczego nie uczymy dziewczynek, że może sprawiać im frajdę coś, co niekoniecznie jest związane z troską o innych? Przecież podobnie jak chłopcy mogą być szczęśliwe i spełniać się także poprzez swoje osobiste szczęście. Takie książeczki sprawiają, że dziewczynki mówią: »Gdybym była chłopcem, to byłabym bardziej lubiana, mogłabym być, kim chcę«”. 

Badania potwierdzają tę tezę. Podczas ubiegłorocznej konferencji TEDxTalks socjolożka Jagoda Gandziarowska-Ziołecka przytoczyła dane, według których aż 1/4 dziewczynek w wieku 7–9 lat nie ma przekonania, że dobrze jest być dziewczynką. Część z nich uważa wręcz, że lepiej być chłopcem. Co gorsza wiele dziewczynek w ogóle nie zastanawia się nad tym, kim chciałyby zostać w przyszłości. Dr Pokojska wspomina badania, które przeprowadzała na południu Polski. „Zapytałam dzieci w 5.–6. klasie szkoły podstawowej o to, kim chcą być w przyszłości.

Chłopcy od razu zaczęli krzyczeć: Ja zostanę piłkarzem! A ja skoczkiem narciarskim! Dziewczynki nie odezwały się ani słowem, więc skierowałam to pytanie bezpośrednio do nich. Odpowiedziały: »Ja właściwie nigdy nie myślałam o tym, kim mogę być. Będę jak moja mama, siedzieć w domu«. Ta deklaracja z ich ust nawet nie brzmiała smutno, ale ja odebrałam to jako wielki smutek społeczny, ponieważ te dziewczynki nigdy nie zadały sobie takiego pytania i nie uświadomiły sobie, że mogą chcieć być kimś. Ich zadaniem będzie dobrze wyjść za mąż, dbać o męża i dzieci. Będą „wtórnie” spełnione poprzez uszczęśliwianie rodziny. Dominika Maison i Katarzyna Pawlikowska, autorki książki „Polki”, zadały kobietom pytanie: Co sprawia, że jesteś szczęśliwa? 56 proc. Polek uważa, że ich szczęściem jest szczęście rodziny. Tak odpowiadały kobiety w dojrzalszym wieku, a więc takie, którym przekonanie „o służebności kobiety” wpojono odpowiednio wcześniej. A gdyby zapytać mężczyznę o to samo? Raczej nie odpowie, że jest szczęśliwy, bo jego żona ma satysfakcjonującą pracę, a dzieci chodzą do dobrej szkoły. Dla niego szczęściem jest spełnienie zawodowe, przekonanie, że jest fajnym facetem. Akcent jest tutaj położony na zupełnie inne sfery. Pozbawienie dziewczynek podmiotowości i poczucia, że są równoprawnymi partnerami w relacjach i w społeczeństwie jest bardzo smutne. Oczywiście, jeśli one same zdecydują, że np. nie chcą pracować zawodowo tylko zajmować się domem, to proszę bardzo. Ale wiele z nich nie zdaje sobie sprawy z tego wyboru albo wręcz go nie ma
– a to zupełnie inna sytuacja”.

Kosmos (nie) dla dziewczynek

Często ten wybór jest ograniczany dziewczynkom już na podwórku czy placu zabaw. Pewnego dnia pięcioletnia córka Erin Bried w drodze z przedszkola do domu odezwała się: „Mamo, wiedziałaś, że kosmos jest dla chłopców?”. Okazało się, że mała Ellie usłyszała od kolegi, że nie może bawić się z chłopcami w astronautów, bo jest dziewczynką. Kobieta z trudem ukryła przed córką wściekłość. „Ona ma zaledwie pięć lat, a już słyszy, że czegoś jej nie wolno”, mówiła Erin w rozmowie z mediami.

fot. istock.com

Kobieta zauważyła też, że w żadnym kiosku nie ma magazynów dla dziewczynek, które odpowiadałyby zainteresowaniom jej pięciolatki uwielbiającej nie tylko kosmos, ale także piratów. „Wszystkie gazetki dla dziewczynek były pełne historyjek o tym, jak mieć piękne włosy. Co więcej, na okładkach były same księżniczki, lalki albo dziewczynki w makijażu. Wyszłyśmy ze sklepu z pustymi rękami”. Wtedy Erin postanowiła sama coś z tym zrobić – zorganizowała internetową zrzutkę pieniędzy i założyła pismo dla kilkulatek zatytułowane „Kazoo”. Amerykański „Vogue” okrzyknął je „magazynem dla dziewczynek, które chcą zostać prezydentem”. Dlaczego Erin zdecydowała się wydawać takie pismo? „Wiem, że możemy robić lepsze rzeczy dla naszych córek. W zasadzie to musimy, bo przekazywanie im, że powinny być tylko ładne i się nie odzywać, ma prawdziwie negatywne konsekwencje. Musimy uczyć nasze córki, że mają wybór. Mogą zachowywać się głośno. Mogą bałaganić. Mogą być silne. Mogą być żądne przygód. Mogą się wygłupiać. Mogą być ciekawe nauki, sztuki, inżynierii – wszystkiego!”, tłumaczyła.

„Co bym zrobiła, gdyby moja córka poskarżyła się, że nie może bawić się w kosmonautów, bo to nie dla dziewczynek?”, zastanawia się Ania. „Powiedziałabym jej, że powinna założyć własny, babski gang z kosmosu. Pomogłabym jej zrobić rakietę z kartonu, żeby następnego dnia mogła ją ze sobą zabrać do przedszkola. Dziewczyny miałyby superzabawę i myślę, że chłopcy od razu by się do nich przyłączyli, może nawet doszłoby do międzygalaktycznej wojny”, śmieje się Ania. „Staram się uczyć moją córkę, żeby szła własną drogą, kiedy ktoś odrzuca ją z zabawy. Bo przecież ona też może się świetnie bawić, jeśli założy własną kosmiczną ekipę”.

Płeć naznaczona strachem

Ania dodaje jednak, że zależy jej na tym, aby jej córka wyrosła na kobietę, która będzie wiedziała, kiedy lepiej przemilczeć pewne sprawy. Tłumaczy to bardzo istotną kwestią: „Jeśli jest się mądrą kobietą, lepiej czasem się nie odezwać, niż sprowokować silniejszego od siebie mężczyznę, zwłaszcza gdy on jest po alkoholu. Lęk o dziewczynki jest większy niż o chłopców. Mówi się, że chłopak zawsze sobie poradzi. Moja bratowa ma dwóch synów i zupełnie się o nich nie boi”. Ola potwierdza, że to właśnie z powodu lęku rodziców przed tym, że może stać się jej krzywda w okresie dorastania często słyszała, że nie powinna czegoś robić, bo „dziewczynkom tego nie wypada”. „Słyszałam na przykład, że idąc na imprezę, nie powinnam zakładać zbyt krótkiej sukienki albo uważać na to, żeby nie przesadzić z alkoholem. Kiedyś buntowałam się przeciwko sformułowaniu, że czegoś mi nie wypada, bo jestem dziewczyną. Dziś wiem, że te słowa wynikały z troski i lęku o mnie, bo mężczyźni potrafią wykorzystać takie sytuacje”.

Ola nie jest jedyną kobietą, która dorastając, musiała dostosować się do pewnych ograniczeń, które miały uchronić ją przed przemocą seksualną. Wystarczy spojrzeć na wyniki eksperymentu przeprowadzonego przez dr Jacksona Katza, autora książki „Paradoks macho”. Katz dobitnie zobrazował, jak bardzo codzienne życie kobiet różni się od życia mężczyzn. Wielokrotnie zadawał swoim studentom pytanie: Jakie kroki podejmujecie na co dzień, aby uchronić się przed napaścią seksualną? Większość mężczyzn reagowała ciszą lub chichotem, w końcu zazwyczaj któryś z nich stwierdzał, że nie robi nic w tym kierunku i nie zastanawia się nad tym. Kiedy Katz kierował to samo pytanie do studentek, zasypywały go lawiną odpowiedzi: nigdy nie idę na imprezę sama, noszę gaz w kieszeni, nie trenuję biegania po zmroku, unikam kontaktu wzrokowego z obcymi mężczyznami… Przykłady można by mnożyć, a i tak powyższe działania nie gwarantują kobietom stuprocentowego bezpieczeństwa. 

Czas zerwać gorset

Mimo to jak sugerują twórcy wystawy „Chcę być kobietą!”, życie przedstawicielek płci pięknej jest usłane różami, więc teraz to mężczyźni muszą walczyć o swoje równouprawnienie. Zdaniem dr Pokojskiej to przewrotna riposta mężczyzn w obliczu zmasowanego ruchu „girl power”, ponieważ kobiety jak nigdy wcześniej jednoczą się i domagają swoich praw. „Być może mężczyźni poczuli się nieco zagubieni, bo na ich oczach rozsypuje się tradycyjna, bezpieczna dla nich struktura społeczna, w której wiedli prym. W związku z tym próbują podtrzymać znany im status quo. Przy okazji zarzucają kobietom niekonsekwencję, bo z jednej strony zmierzają one do równouprawnienia, ale – jak wytykają panowie – równość kończy się, kiedy ktoś musi wyskoczyć z tonącego statku jako pierwszy”, mówi ekspertka.

Trudno się dziwić, że nikt – bez względu na płeć – nie chciałby wyskakiwać z metaforycznego statku w metaforyczną lodową toń tylko dlatego, że wieki temu ktoś uznał, że taka jest jego rola ze względu na płeć i oczekiwania społeczne. Dlatego w swojej polemice z treścią zaproszenia na wystawę „Chcę być kobietą!” Paula Szewczyk, dziennikarka „Wysokich Obcasów”, słusznie zwraca uwagę na fakt, że wszyscy jesteśmy ofiarami patriarchatu. Tak, mężczyźni też. Być może sposób, w jaki dali znać o swojej frustracji i presji nie jest zbyt elegancki, ale jeśli uważnie się przyjrzeć, między wierszami można przeczytać: „My też mamy dość patriarchatu”. Dr Pokojska komentuje: „Patriarchat to ciasny gorset, który uszyliśmy dawno temu. Przez lata kształtował damsko-męskie relacje, ale dziś już trochę nas uwiera, ponieważ funkcjonujemy w innym kształcie stosunków społecznych. Kobiety zaczęły się z gorsetu wyswobadzać, ale mężczyźni często wciąż w nim tkwią. Być może takie inicjatywy jak ta wystawa to sygnał, że nie jesteśmy osamotnione w swoich przekonaniach”.

Ucieczka z aksamitnego getta

Na co dzień możemy tego nie dostrzegać, ale luzowanie dziewczynkom niewidzialnego gorsetu z pokolenia na pokolenie uwalnia nas od kolejnych ograniczeń. Wystarczy porównać sposób, w jaki nasze babcie wychowywały nas, jak my byłyśmy wychowywane przez nasze matki oraz jak my same wychowujemy czy też będziemy wychowywać nasze córki.
„Dzisiaj w wychowanie dziewczynki wkłada się więcej wysiłku niż kiedyś, inwestuje się w jej edukację, jej misją nie jest już tylko znalezienie sobie męża i być jego Hestią. Druga sprawa jest taka, że przez lata matki wychowywały córki jako pomoc dla siebie, mówiło się „córka będzie moją prawą ręką w domu”, podczas gdy synowie mieli swój czas na zabawę, na szaleństwa i przygody. Dziś wyszłyśmy z tego aksamitnego getta domowych pieleszy i same zdobywamy szczyty”, wyjaśnia dr Pokojska.

Czy wobec tych postępujących zmian rację mają ci, którzy krzyczą, że chcą być kobietą?

A dlaczego by nie chcieć? Owszem, przed nami jeszcze długa droga do równouprawnienia czy do tego, aby projektując nowe rozwiązania, wzorować się nie tylko na mężczyznach, ale także na drugiej połowie populacji. Ale żadna z moich rozmówczyń nie ma wątpliwości co do jednego – bycie kobietą to siła, satysfakcja i duma. Według Ani kobiety mają o wiele ciekawsze i fajniejsze życie: „Od kiedy jestem żoną, obserwuję, jak różni się punkt widzenia mężczyzn w pewnych sytuacjach. Często ich życie jest dosyć proste, mają jasno określone potrzeby – chcą kupić sobie nowe auto, pograć z kolegami w piłkę, pójść spać. Moim zdaniem kobiety są bardziej intrygujące. Jesteśmy też bardziej kreatywne. Warto spojrzeć na to z perspektywy matki, która wychowuje dzieci, potrafi zatroszczyć się o dom, pracę i jeszcze znaleźć chwilę dla siebie, jeśli jest dobrze zorganizowana”. Jednym z celów Ani jest wychować córkę na silną kobietę. „Sposobem, aby to osiągnąć, będzie pokazanie jej, jak wiele było silnych kobiet w historii i w naszej rodzinie. Chcę nauczyć ją, że kobiety są nie tylko piękne na zewnątrz, ale też potrafią wszystko – jeśli tylko tego zapragną”.

Dr Justyna Pokojska jest również zdania, że kobiety, mimo że często bywa im w życiu trudniej, mają więcej dziedzin, w których się spełniają. „Dorosły mężczyzna przeważnie opiera poczucie własnej wartości na sukcesie zawodowym i na udowadnianiu swojej męskości. Myślę, że życie kobiety jest pełniejsze – może być matką, kochanką, partnerką, szefem firmy, spełniać się na wielu frontach. Mamy wiele przyrodzonych cech, które sprawiają, że to nas można by uznać za wybrane, np. instynkt macierzyński. Naszą misją jest odpowiednio wcześnie mówić dziewczynkom, że bycie kobietą jest wspaniałe, trzeba tylko pokazać, że to wyróżnienie. I wtedy, gdy za kolejne 20 lat będziemy przeprowadzać badania wśród dzieci, być może to chłopcy będą mówić, że woleliby być dziewczynkami – ale im nie wyszło”.

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj