W twoim świecie

Krytyka vs. Krytykanctwo, czyli felieton Pauliny Smaszcz-Kurzajewskiej

Specjalnie dla Cosmopolitan!

17czerwca2019
Krytyka vs. Krytykanctwo, czyli felieton Pauliny Smaszcz-Kurzajewskiej fot. Instagram @paulinasmaszczkurzajewska

Krytyka vs. Krytykanctwo

Podczas warsztatów, wykładów, wywiadów często słyszę, że szef niesprawiedliwie i ostro was skrytykował, koleżanka z pracy źle was ocenia i czujecie się niedocenione, skrzywdzone i wyobcowane. Boli was złe słowo. Zła energia wywołana przez plotki – niszczy. Bierzesz takie opinie na swoje barki i dźwigasz ze sobą, a uśmiech i samozadowolenie wygasają każdego dnia, bo to w tobie siedzi i zżera od środka. Nikt nie docenia tego, jak ciężko pracujesz, i ile z siebie dajesz. Nielojalność lub dwulicowość koleżanki albo, co gorzej, przyjaciółki, jest częsta, ale martwisz się, jak powiedzieć o swoich odczuciach i czy w ogóle cokolwiek jej mówić. Zaczynasz myśleć – to typowe – że może to ty popełniłaś błąd, że może w tobie jest problem. Szukasz w sobie winy i obarczasz się odpowiedzialnością. 

Tego typu sytuacje zdarzają się zarówno w życiu prywatnym, jak i w biznesowym świecie małych, średnich czy dużych firm. Niestety prawda jest taka, że ryba psuje się od głowy. Jeśli szef lubi donosicieli, plotki lub maile oczerniające innych, i akceptuje tego typu zachowania, cała kadra – od najniższego szczebla pracowniczego do najwyższego – będzie naśladowała takie zachowania i przyzwalała na krytykanctwo, a nie na krytykę. Mój szef Henrik Wulff do tej pory jest moim idolem.

 

Zobacz wywiad wideo Pauliny Smaszcz-Kurzajewskiej dla Cosmo

 

Reklama

Mimo że od wielu lat nie pracujemy razem, utrzymujemy z sobą kontakt. Szalenie go cenię i podziwiam. On nauczył nas, jak cenić ludzkie wartości w bezdusznych przedsiębiorstwach. On zawsze mówił, że człowiek jest najważniejszy, a nie wyniki, projekty, zebrania, biurko i szafy. Nie akceptował tego, że ktoś mówił źle o innych, pisał donosicielskie maile, hołdował krytykanctwu i złym relacjom w pracy. Nazywał to „bad corporate behavior” i stawiał wyraźne granice. Wielokrotnie, gdy zdarzały się takie sytuacje w firmie, w ramach szefowskiej reakcji doprowadzał do konfrontacji, by sprawdzić, czy oskarżający kogoś pracownicy potrafią powiedzieć to samo, patrząc w oczy ofierze hejtu. No niestety, okazywało się, że wokół pełno tchórzy, a cywilnej odwagi nie ma co szukać.

Ludzie uprawiają krytykanctwo, a nie krytykę. Robią to przeważnie po to, by podbić poczucie własnej wartości, poczuć się lepiej, upokarzając innych lub szukając gratyfikacji emocjonalnej u siebie lub innych. Ogólnie coś takiego jest agresją słowną, a w pracy to po prostu mobbing. Słowa wypowiedziane przez innych bolą, bo wiadomo, że słowa mogą bardziej zranić niż uderzenie pięścią. Niestety, coraz więcej wokół nas agresji, a hejt jest jak kula śnieżna pędząca nieznaną trajektorią i bez wiedzy, w kogo i za co uderzy. Ofiarą może być każdy. Kobiety jednak przyjmują złe słowa ze zdwojoną siłą, a wewnętrzny świat rozpada się im na kawałki.

Staram się zawsze mówić moim synom: nie oceniaj, jeśli kogoś nie znasz. Poznaj i dopiero wyraź swoją opinię. Pracownikom przypominam, że jeśli chcesz kogokolwiek oczernić lub źle ocenić, najpierw spróbuj popracować na stanowisku tej osoby lub „wejść w jej buty”, poznać perspektywę, presję, wymagania, jakie są przed nią stawiane. Punkt widzenia zmienia się kompletnie w zależności od punktu siedzenia. 

Stawiaj więc wyraźne granice i nie daj wchodzić do swojego życia z buciorami. Sama rzeźb swój świat i decyduj o tym, jak wygląda. Miej wokół siebie ludzi dobrych, inspirujących, którzy są dla was wartościowi. Świadomie pozbywaj się ze swojego otoczenia tych złych. W pracy nie nawiązuj z nimi kontaktu i nie zabiegaj, by zmienili o tobie zdanie, które przecież nie ma żadnych podstaw. To bez sensu. Takie działanie niczego nie wniesie oprócz frustracji i rozczarowania. Mądry szef zarządzi tą sytuacją. Słaby szef włączy się w intrygę.

Zapytaj siebie, czy osoba, która wypowiedziała się na twój temat, ma wpływ na twoje życie? Czy jest dla ciebie autorytetem? Czy inspirujesz się jej życiem? Czy chcesz podążać z tą osobą w prowadzeniu swojej kariery? Czy może osoba, która tak wypowiada się o tobie, jest dupkiem lub wrednym babsztylem? Jeśli odpowiedź brzmi tak, a ta osoba jest dla ciebie kompletnie nieważna, dlaczego bierzesz jej słowa do siebie? Dlaczego to w tobie zostaje? Dlaczego to w sobie przerabiasz, mielisz, tracisz energię i czas na refleksję? Dlaczego akceptujesz, by tak do ciebie mówiła? 

W pracy musisz postawić wyraźne granice. To nie jest relacja rodzinna, przyjacielska, tylko biznesowa, i nie akceptujesz takiego zachowania. W mailu możesz odpowiedzieć, że na takim poziomie nie będziesz rozmawiać i korespondować, więc proponujesz wrócić do tematu następnego dnia lub za kilka dni. Należy zamrozić się w słowach i odpowiadać lakonicznie, bez zaangażowania i emocji. Nigdy nie myśl, dlaczego ta osoba tak się zachowuje, dlaczego obrzuca cię błotem, otacza złą energią i naraża na kontakt ze swoim krytykanctwem. 

To droga donikąd, w dodatku kręta, zawiła i samodestrukcyjna. Niech taki ktoś nie spowoduje, że zwątpisz w siebie i swoje umiejętności, swój talent i dotychczasowe osiągnięcia. Moje motto brzmi: „Wolę być sobą, niż podobać się byle komu”. Sytuację kryzysową można zgłosić tylko mądremu szefowi. Byle jakiemu szefowi
nie wolno zgłaszać nic.

Kobiety pytają, jak ja to robię, że oczyszczam swoją przestrzeń i swój biznesowy świat z ukrytych potworów i złych ludzi? Studentki pytają, jak powinnam, i czy w ogóle powinnam zareagować? Co zrobić? Jak mądrze działać i przeciwdziałać?

Po prostu trzeba być obojętnym wobec takiej osoby i nigdy nie dać jej satysfakcji płynącej
z tego, że nas zraniła, dotknęła lub poniżyła. Odrzucić ją, bo tym samym traci wpływ. To jest najlepsza reakcja.

Bez emocji zaznacz werbalnie lub pisemnie granice. Skonstruuj proste zdania bez zawiłości i tłumaczenia się dlaczego. Nikomu i z niczego nie musisz się tłumaczyć. Jeśli ty nie postawisz granic, nikt tego nie zrobi za ciebie. Ja osiągnęłam wiek, w którym z ogromną satysfakcją mówię, że już nic i nigdy nie muszę, mogę tylko świadomie chcieć i to właśnie daje mi wolność i powietrze w moich wyborach. Krytykanci zjadają nas po kawałku, a najszybciej i bezlitośnie połykają naszą wrażliwość oraz poczucie spokoju. Przykłady można mnożyć. Samotna koleżanka o rubensowskim wyglądzie krytykuje inne kobiety z biura za ich wygląd, by sama mogła poczuć się lepiej… Kolejny przykład Atrakcyjna donosicielka ostrzegała mnie przed dziewczynami, dla których jestem mentorką i pomagam im w zawodowej karierze. Kolega z pracy – homofob – wyśmiewał gejów i niszczył w ludziach ich przekonania o walorach różnorodności. Postawiłam granicę – obojętność. Przekazałam wyraźnymi słowami i krótkimi zdaniami, że tracą mój czas, bo nie chcę i nie życzę sobie słuchać tych krytykanckich bredni, a po drugie jest mi ich żal, ponieważ mają w sobie tyle prostackich emocji wobec innych. Byli zszokowani i naburmuszeni, ale mój ton i wyraźnie zarysowana granica odsunęła ich ode mnie. I całe szczęście!!! Huraaa!!! Takich ludzi w moim otoczeniu
nie potrzebuję, nie chcę, nie akceptuję, bo nic nie wnoszą do mojego życia, serca i do świata biznesu. Poza chaosem emocjonalnym
i zniszczoną wrażliwością na drugiego człowieka. Bądź więc świadoma swojego zdania i własnych opinii o innych. Nie myśl o ludziach przez pryzmat plotek z internetu, kłamstw i insynuacji. Hejt wielokrotnie zniszczył moje dobre samopoczucie, wywołał ból, zaprzepaścił szanse, spowodował smutek najbliższych. Dojrzałość polega na głoszeniu niezależności własnych poglądów i na samodzielnej ocenie świata.

Obserwuje kobiety, które w mojej soczewce są kobietami sukcesu, bo pomagają w życiu zawodowym innym kobietom – promują je, wyróżniają, doceniają i krytykują konstruktywnie, argumentując, by pomóc w rozwoju. Wraz z nimi cieszą się sukcesami i wspólnie poddają refleksji ewentualne porażki. Odróżniają krytykanctwo od krytyki. Bardzo chętnie słucham osób mądrych, inspirujących, dla mnie ważnych. Tych, które są dla mnie autorytetami i drogowskazami. Mentorami, mentorkami, dzięki którym moje życie i myślenie o świecie i ludziach staje się pozytywne. Bo słowa znaczą tyle, ile wart jest ten, kto je wypowiada.

     

Lovuję

Paulina Smaszcz-Kurzajewska

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj