W twoim świecie

Odpuść sobie i poczuj zadowolenie z samej siebie!

Jeśli brniesz przez życie z zaciśniętymi szczękami, pięściami i pośladkami, zatrzymaj się. Weź głęboki wdech, zrób głęboki wydech i zastanów się, co się stanie, gdy je rozluźnisz. Pewnie nic wielkiego, tylko wszystko stanie się prostsze, lepsze i weselsze. Chcesz zaryzykować?

Izabela Cieplińska

16czerwca2019
Odpuść sobie i poczuj zadowolenie z samej siebie! fot. istock.com

Pozwól sobie na luz

Gdy skończyłam liceum, poznałam dwóch fajnych chłopaków. Nie wiem, który był lepszy, więc na wszelki wypadek podkochiwałam się w obu. Opowiedziałam o tym mojej przyjaciółce. Traf chciał, że jej sąsiad grał z nimi w osiedlowej drużynie piłkarskiej. Powiedziała mi, że sąsiad powiedział jej, że jeden z nich – Tomek – poznał fajną laskę i po opisie oboje skonstatowali, że chodzi o mnie. Lewitowałam nad ziemią ze szczęścia. Oczami wyobraźni widziałam siebie i Tomka w objęciach. Na koncertach, w kinie, na spacerze w parku. Gdy fantazjowałam sobie w najlepsze, zadzwonił telefon. „Cześć, tu Tomek”, przedstawił się Tomek. „Tomek?”, pomyślałam sobie. Ten Tomek? Udawałam niezwruszoną, ale ledwo mogłam oddychać. Po minucie opadła mi szczęka, bo ON ZAPROSIŁ MNIE DO PUBU! Wpadłam w euforię. Zadzwoniłam do przyjaciółki zdać relację. Wyznała, że wie, bo to ona przekazała mu mój numer telefonu. Gdy nadszedł piątek, dzień naszej randki, obgryzałam paznokcie z nerwów – oto za chwilę miałam się spotkaćz najprzystojniejszym facetem pod słońcem. Weszłam o umówionej porze do umówionego pubu, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Usiadłam więc przy stoliku i czekałam. Nagle na horyzoncie pojawiła się... paczka moich znajomych z przyjaciółką na czele. „Niespodzianka”, krzyknęli równocześnie, po czym zaczęli skręcać się ze śmiechu. Przez chwilę myślałam, że to zbieg okoliczności, przyszli sobie posiedzieć akurat w tym samym miejscu co ja. Ale po chwili dotarło do mnie, że mnie wkręcili.

Nie miałam randki z Tomkiem. To nawet nie on do mnie zadzwonił. Padłam ofiarą żartu moich przyjaciół i swojej własnej naiwności. Czy było mi do śmiechu? Nie. Było mi głupio i długo nie mogłam im tego wybaczyć. Aż któregoś dnia zadzwoniła moja przyjaciółka z przeprosinami. Powiedziała, że nie chciała mnie urazić, wydawało jej się to zabawne, a poza tym odwdzięczyła się za kawał, jaki ja jej zrobiłam kilka miesięcy wcześniej. Wtedy dotarło do mnie, że pomimo sporego poczucia humoru, z jakiego słynę, brakuje mi dystansu do siebie. Miewam zaciśnięte szczęki jak bulterier wgryzający się w gumową kaczkę do zabawy i przez to, zamiast płynąć z falą radości przez rzekę życia, obijam się głową o kamienie. A jak łatwo się domyślić, nie jest to przyjemne uczucie. Jak w takim razie poluzować uścisk?  

fot. istock.com 

W krzywym zwierciadle

„Mam 99 różnych problemów, a porażenie mózgowe, przez które ciągle się trzęsę, jest tylko jednym z nich”, zaczyna swój TED talk Maysoon Zayid, amerykańska aktorka i komediantka palestyńskiego pochodzenia. „Gdyby istniały zawody w robieniu wrażenia, zdobyłabym złoty medal. Pochodzę z Palestyny, jestem muzułmanką, kobietą, niepełnosprawną i mieszkam w New Jersey”, kontynuuje Zayid, rozbawiając swoim monologiem całą salę. Faktycznie jej twarz wykrzywia się przy mówieniu, a ciało wpada w niekontrolowane torsje. Ale jej umysł jest jak brzytwa, podobnie jak poczucie humoru. A dystans do siebie ma dłuższy niż odległość między Warszawą a Papuą Nową Gwineą. Mówi o sobie, że jest połączeniem tańczącej Shakiry i chorego na parkinsona Muhammada Alego, którego znała osobiście. Jako nastolatka pomimo swojej niesprawności marzyła o aktorstwie. Tylko jak to zrobić, gdy Hollywood foruje perfekcyjnych ludzi? „Zaczęłam zastanawiać się nad fenomenem Whoopi Goldberg, Roseanne czy Kirstie Alley, które – jak wiemy – nie są klasycznymi pięknościami,
a mimo to wymiatają w fabryce snów. Jakim cudem wybiły się w tym wymagającym biznesie?”, opowiada na konferencji.

I doszła do wniosku, że wszystkie panie łączy jedna rzecz – są komediantkami. Została więc przedstawicielką stand-upu, która, jak sama dodaje, nie mogła stać. Dlaczego opowiadam tę historię? Wzruszają mnie jej dystans do siebie, niezłomność pomimo ułomności, jej wiara w marzenia i poczucie humoru. Bo prawda jest taka, że życie nie jest tak poważne, jak nam się często wydaje. Każdemu z nas rzuca kłody pod nogi. I tylko od nas zależy, jak sobie z nimi poradzimy, czy przeskoczymy je jak Koziołek Matołek, czy padniemy na twarz, jak Tom goniący Jerry’ego w kreskówce Hanny-Barbery. 

Reklama

Spojrzenie z boku

Maysoon Zayid nie jest jedyną celebrytką, która potrafi śmiać się z siebie i ze swojej choroby. Prezydent Bill Clinton, wielki fan McDonald’s, doprowadził zdrowie do tego, że w 2004 roku musiał poddać się operacji założenia bajpasów. Gdy w 2010 roku na uroczystej kolacji charytatywnej został zapytany o swojego ulubionego drinka, odparł: „Lipitor on the rocks”, czyli lipitor (lek obniżający poziom cholesterolu) z lodem. Jennifer Lawrence w „Graham Norton Show” wyznała, że podczas pewnej uroczystej kolacji, na której bawili znani aktorzy, chciała przywitać się z Harrisonem Fordem. Podeszła do jego stolika i zaczęła przed nim tańczyć. Wszyscy patrzyli na nią jak na wariatkę. Zorientowała się, że nie mają pojęcia, kim jest, więc odwróciła się na pięcie i odeszła. Oczywiście nie muszę dodawać, że opowiadała tę historię ze śmiechem. Ed Sheeran z kolei często mówi, że ma jeden większy wałeczek na brzuchu zamiast sześciu małych kaloryferków, więc to chyba dobrze. 

fot. istock.com

Jak to więc jest, że jedni to mają, a inni nie? Co niektórych z nas tak spina, że chcemy zawsze dobrze wypaść, zrobić wrażenie, pokazać, że jesteśmy ważni? „Spinają nas wymagania.
Nie tylko te, które stawiają nam inni, lecz przede wszystkim nasze własne. Nosimy w głowie całe mnóstwo powinności, standardów i przekonań, które nie pozwalają nam poczuć zadowolenia z siebie. Bardzo rzadko, a w niektórych przypadkach nawet nigdy, kwestionujemy je.

Chcemy dorównać innym albo być jak inni – porównujemy się”, wyjaśnia psycholog Małgorzata Budny. I dodaje jeszcze: „Spina nas chęć sprostania standardom, że powinniśmy jakoś wyglądać, coś mieć, jacyś być. Trudność w osiągnięciu tych rzeczy frustruje i obniża nastrój. Często mamy nierealne oczekiwania względem siebie i innych. Ich nierealność polega na braku naszego wpływu. Zamartwiamy się zdarzeniami, sytuacjami, które nie zależą od nas”. Sprawy nie ułatwiają media społecznościowe, które są polem do popisu dla wszystkich kreatorów sztucznej rzeczywistości. Na swoim wallu można być każdym i mieć wszystko. „Zdjęcia, które oglądamy na social mediach, wcale nie pomagają nam w urealnianiu siebie. Widzimy wykreowaną rzeczywistość, która wygląda cukierkowo, i staramy się też to mieć. Przeglądamy milion poradników, jak to osiągnąć, a im bardziej nam się nie udaje, tym bardziej zastanawiamy się, co jest z nami nie tak. Angażujemy się w działania, które nas spalają i wprowadzają w stan bezradności. Jednocześnie brak pożądanych efektów naszych działań interpretujemy jako osobistą porażkę. W konsekwencji obniża się nam nastrój lub motywacja do działania”, tłumaczy psycholog. Jeśli jeszcze przeżyłaś coś, co rzuciło cień na twoje ego, poczucie bezpieczeństwa, zakłóciło odbiór świata, to trudno wrzucić na luz i uśmiechać się o wschodzie i zachodzie słońca.

fot. istock.com

Zlepić potłuczony wazon

Mój świętej pamięci dziadek naprawiał lub oddawał do naprawy wszystko, co się zepsuło. Nie miał zwyczaju niczego wyrzucać do kosza, nie potrafił z niczym się rozstać. Choć miał na nazwisko Przydacz, mój tata prześmiewczo nazywał go „Przydaś”, bo wszystko przecież mogło mu się do czegoś przydać. Pewnie wiele babć i dziadków wyznaje podobną zasadę (chociaż pewnie mają inne nazwiska i przezwiska), a to dlatego że wychowali się w czasach wojennych i powojennych, kiedy wszystko kupowało się na zawsze. Nie było wyboru, nie było możliwości, za to był szacunek do każdego przedmiotu, jego pochodzenia i historii.

Japończycy są w tym mistrzami. Istnieje tam nawet sztuka naprawiania stłuczonej ceramiki, która nosi nazwę Kintsugi. Nie tylko nie wyrzuca się pękniętej porcelany, ale wręcz podkreśla się jej feler złotym lakiem! Po co? Żeby pokazać jej piękno mimo niedoskonałości.
I my powinniśmy robić tak samo. Jeśli ciąży na tobie jakieś niemiłe doświadczenie, o którym nie możesz zapomnieć, spróbuj się nim nie zadręczać. Pomyśl sobie, że trudności, i to jak sobie z nimi radzisz, są twoją wizytówką. Nie rezygnuj z radości życia tylko dlatego, że nie zawsze jest ci do śmiechu. Jasne, to nie jest proste, ale od ciebie zależy, czy dasz problemom moc do kierowania twoim życiem, czy rozprawisz się z nimi raz na zawsze.„Nie chodzi o uwolnienie się od przeszłości tylko o to, co z nią zrobimy i jak o niej myślimy.

Często rozpamiętujemy coś, co się stało, nie zdając sobie sprawy, że nie jesteśmy w stanie już tego zmienić.

Dla własnego dobra powinniśmy zostawić przeszłość za sobą. Nawet jeżeli uważamy, że mogliśmy zrobić coś kiedyś inaczej, to musimy zdać sobie sprawę z tego, że w tamtym momencie, w przeszłości, podjęliśmy najlepszą decyzję, jaką mogliśmy podjąć w oparciu o dostępne wtedy dane. Gdybyśmy mogli zachować się inaczej lub wybrać lepiej, na pewno byśmy to zrobili – bo dlaczego nie? Szkoda marnować energię na pielęgnowanie poczucia krzywdy za przeszłe rzeczy. Odbiera nam to zadowolenia z życia w teraźniejszości, a jednocześnie niczego nie zmienia, bo przeszłości nie da się odwrócić. Czas pozwala nam zapominać, tylko potrzebujemy sobie na to pozwolić i zająć się tym, co dla nas ważne dziś, zamiast pięć lat temu. Na zapominanie mamy niewielki wpływ, to proces, który dzieje się w naszej pamięci bez udziału woli. Możemy jednak nie podgrzewać starych wspomnień i skoncentrować się na tym, co dziś dzieje się w naszym życiu”, radzi Małgorzata Budny.

Równie ważna jest umiejętność wybaczania.

Joanna Godecka, terapeutka i autorka książki „Nie odkładaj życia na później”, przytacza pewne badania przeprowadzone w Duke University Medical School, którego celem było znalezienie wspólnego mianownika dla przyczyn powstawania groźnych i śmiertelnych chorób. Okazało się, że do przedwczesnej śmierci największej liczby ludzi nie przyczyniły się choroby, na myśl których ogarnia nas paraliż, jak rak czy zawał serca, ale nieumiejętność przebaczania i łączące się z tym emocje, jak nienawiść, gniew czy żal. Przebaczenie nie polega na tym, że zapomnisz o krzywdach, których doznałaś, ale będziesz w stanie myśleć o nich bez większych emocji. Nie chodzi o to, by darować winę, ale przestać myśleć o krzywdzie w kategorii on/ona – kat i ja – ofiara. Takie podejście zrzuca ciężar z barków, daje szansę na odcięcie się od przeszłości, dodaje lekkości i wolności, dzięki której świat nabiera cieplejszych barw. Bo jak twierdził Gautama Budda: „Trzymanie urazy jest jak picie trucizny i oczekiwanie, że ktoś od niej umrze”. Trochę to głupie, prawda?

fot. istock.com

#Letitgo

Która z bohaterek „Przyjaciół” jest ci bliższa? Monica, Rachel czy Phoebe? Jeśli ta pierwsza, to znak, że lubisz sprawować kontrolę i zaciskasz zęby za każdym razem, kiedy chcesz, by było „po twojemu”. A co, jeśli nie będzie? Wpadniesz w złość, frustrację, smutek? No właśnie, chęć kontrolowania wszystkich i wszystkiego nie działa na twoją korzyść i utrudnia płynięcie przez życie z prądem. Podejście Phoebe też nie jest najlepsze – brak kontroli może zabić motywację w zarodku. Może lepiej być Rachel? Trochę kontrolować, ale nie za bardzo? Po prostu zastanów się, na co faktycznie masz wpływ i co zależy od ciebie. Nie wiesz? Podpowiem – na wybory, zachowania, decyzje, myśli i emocje. Czy to jest recepta na szczęście i radosne, lekkie życie? „Niestety, nie ma jednej recepty na poczucie szczęścia. Jest to konstrukcja złożona i niezwykle subiektywna, chociaż faktycznie stoją za nią pewne konkretne mechanizmy. Przede wszystkim musimy wiedzieć, co stoi za naszym poczuciem szczęścia? Co sprawia nam przyjemność, czego potrzebujemy, aby czuć zadowolenie? Jeśli nie wiemy, najlepiej jest poszukać, potestować, sprawdzać różne opcje. A kiedy już się dowiemy, na czym nam zależy, warto zacząć szukać sposobów, jak to można osiągnąć”, radzi psycholog.

Czy to nie byłoby piękne odkryć, co sprawia ci poczucie radości i skupić się na pielęgnowaniu tego uczucia? Może warto czasem stanąć z boku i popatrzeć na siebie z innej, szerszej perspektywy? Po prostu zrób czasem coś głupiego, to nie umniejsza twojej inteligencji. Obudź w sobie małą dziewczynkę, która tańczy na deszczu, posyła buziaki naburmuszonym ludziom na ulicy, śmieje się całym sercem. Pokochaj swoją niedoskonałość i spuść z siebie powietrze. Od razu lepiej, prawda? ;)

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj