W twoim świecie

Czy naprawdę trzeba się napić, żeby się dobrze bawić?

Zdarzyło ci się kiedyś obudzić rano i pomyśleć: „No tego ostatniego drinka to mogłam sobie darować”? Cosmo postanowiło sprawdzić, czy czasem nie przesadzamy z alkoholem.

13czerwca2019
Czy naprawdę trzeba się napić, żeby się dobrze bawić? fot. istock.com

Taka sytuacja: przygotowujesz się do imprezy. Ale nie takiej zwykłej. Chodzi o spotkanie po latach z koleżankami z liceum. Albo o kolację, na której ma być ON. Albo firmowy event, na którym chcesz zabłysnąć, żeby przełożeni mieli o tobie jeszcze lepsze zdanie. Szykujesz się, malujesz, tańczysz, rozmawiasz, pijesz i… ups... nie pamiętasz, co dalej.

Zdarzyło ci się kiedyś przesadzić z ilością wypitego alkoholu?

Jeśli tak, to znasz to uczucie paniki, z jakim dzwonisz do koleżanki albo zaglądasz na FB i z biciem serca czekasz na informację, że zrobiłaś coś idiotycznego. Tańczyłaś na stole, wyznałaś miłość kumplowi, który jest gejem albo wrzuciłaś porcję tiramisu na kolana pani prezes. Słowem – zrobiłaś coś, co może cię kosztować karierę, związek a przynajmniej dobre zdanie, jakie mieli o tobie znajomi (i obsługa klubu). Albo dziewictwo. 32-letnia Dominika, researcherka, pamięta, jak koleżanka namówiła ją kiedyś na wizytę u ginekologa: – Myślałam, że tak jak ja chciała wykonać rutynowe badanie, ale w drodze do lekarza wyznała, że chce sprawdzić, czy nadal jest dziewicą – opowiada Dominika. – Byłam w szoku. Powiedziała, że kilka dni wcześniej poszła na imprezę. Obudziła się sama, nago, w łóżku gospodarzy. Lekarz orzekł, że błona dziewicza została naruszona, ale nie przebita... Cóż, całe szczęście, że nie skończyło się niechcianą ciążą albo chorobą intymną. Ale czy można mówić o szczęściu, gdy kilka godzin życia znika ci z rejestru?

POPŁYNĄĆ JEST ŁATWO...

Reklama

Młode, wolne, wykształcone. Właśnie te kobiety piją najwięcej – według PARPA (Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych). Mają 18-29 lat i mieszkają w miastach. Co dziesiąta z tej grupy wypija rocznie 7,5 litra czystego alkoholu. Przy czym, jak podają eksperci na przykład z brytyjskiego Institute of Alcohol Studies, większość ankietowanych w sprawie alkoholu mocno zaniża liczby. Są zawstydzeni, nie bardzo potrafią przeliczać alkohol na jednostki albo po prostu…. nie pamiętają, ile wypili na imprezie. Gdy porównuje się badania, ile alkoholu sprzedano, a do ilu kieliszków rocznie się przyznajemy, okazuje się, że niektóre drinki wyparowują, zanim trafi ą do naszych ust. No i jest jeszcze jeden problem: według naszej ankiety, wcale nie zaczynamy (zgodnie z polskim prawem) po 18 urodzinach, ale wcześniej. Na ogół w gimnazjum. W wieku, w którym wypity alkohol działa jeszcze mocniej. – Miałam 16 lat, kiedy koleżanka zaprosiła mnie do siebie na degustację trunków z barku taty – opowiada 28-letnia Marta, fotoedytorka. – Rodziców oczywiście nie było. Było lato, usiadłyśmy na tarasie, zaczęłyśmy od szklaneczki piwa, później kieliszek wina, trochę rumu, kieliszek wiśniówki, łyczek ouzo... więcej nie pamiętam. Marta obudziła się na kanapie u koleżanki w domu. Rodzicie oczywiście o wszystkim się dowiedzieli. – Miałam najdłuższy szlaban w życiu – przyznaje Marta. I dodaje, że była to dla niej nauczka. Żeby nie mieszać, nie pić na słońcu, ale… nie, żeby nie pić w ogóle. Taką opcję, według naszej ankiety, bierze tylko co dziesiąta z nas pod uwagę.

fot. istock.com

Alkohol jest przecież niezbędnym elementem imprez, randek, wakacji – uważa pozostałe 90%.

Rezygnacja z niego jest trudna, a nawet niebezpieczna towarzysko. – Podczas imprez nie piją tylko osoby, które przyjechały samochodem i dziewczyny w ciąży – mówi 25-letnia Maja. Chociaż z tą ciążą różnie bywa... Według PARPA, co trzecia przyszła (albo już obecna) mama przynajmniej raz piła w ciągu tych dziewięciu miesięcy przed porodem. Niepokojący trend. Podobnie jak ten: picie jeszcze przed imprezą. W domu. Żeby już w dobrym nastroju dołączyć do grupy. 24-letnia Ela, studentka medycyny, dopiero po kilku piwach czuje się swobodnie w grupie. Czasami nawet zbyt swobodnie... – Kiedyś wybrałam się z chłopakiem i kumplami do pubu – opowiada swój najbardziej wariacki wyczyn. – Piliśmy i z czasem stawaliśmy się coraz weselsi i pewniejsi siebie. Rachunek rósł, aż w końcu ktoś wpadł na pomysł, żebyśmy wyszli bez płacenia. Zapewne żadne z nas nie zrobiłoby tego na trzeźwo. Było ciepło, nie mieliśmy wielu rzeczy, więc zabraliśmy się na dwór pod pretekstem zapalenia papierosa. Rozmawialiśmy chwilę, a gdy barmanki straciły nas z oczu, na znak wszyscy rzuciliśmy się do ucieczki. Zatrzymaliśmy się na kolejnej ulicy za rogiem, wesoło dysząc. Za „zaoszczędzone” pieniądze poszliśmy do klubu i bawiliśmy się w najlepsze do rana. Nigdy tego nie zapomnę. Ciekawe, czy barmanki, które pewnie musiały pokryć rachunek z własnej kieszeni, równie dobrze zapamiętały ten wieczór.

WYHAMOWAĆ TRUDNO...

Maja (ta, która twierdzi, że nie piją tylko kobiety w ciąży i kierowcy) tylko raz osobiście poznała alkoholika. Odmówił piwa na imprezie. – To było dwa lata temu, nie bardzo wiedziałam, co to oznacza – mówi. – Ale po researchu w necie już wiem: alkoholik nie może wypić nawet kropli, nawet tiramisu, nawet czekoladki z likierem, bo nie przestanie, ale to są chorzy ludzi. Ona chora nie jest. Co nie oznacza, że alkohol nigdy nie będzie dla niej zagrożeniem. Nie chodzi tylko o to, że uzależnić jest się niebezpiecznie łatwo – wystarczy pić regularnie, nawet nie bardzo duże ilości. Chodzi też o to, że nie tylko alkoholik jest narażony na niebezpieczeństwo. Po kilku drinkach tracimy instynkt samozachowawczy. Co by było, gdyby barmanki jednak przyłapały Dominikę i jej kumpli? Wezwały policję? Albo gdyby stało się coś innego... – Dwa lata temu znajomi zaprosili mnie na grilla – opowiada 27-letnia Karolina, graficzka. – Słuchaliśmy muzyki, jedzenie było przepyszne i nikt nie szczędził sobie piwa. W planie było spanie, jednak mieszkaliśmy stosunkowo blisko, więc z trzema innymi osobami zaryzykowaliśmy wrócić do domu samochodem. Ja prowadziłam. Do domu prowadziła prosta droga, ale gdy już byliśmy prawie na miejscu, coś mi się przewidziało i nagle wyrosła przed nami latarnia. Oczywiście w nią wjechałam. Uderzyłam głową o kierownicę, resztą też zarzuciło do przodu. Kręciło mi się w głowie, czułam ucisk w czole i po chwili zobaczyłam, że po twarzy spływa mi krew. Rozcięłam sobie skórę, ale nikomu więcej nic się nie stało, może tylko lekko się poobijali. Kolega zerwał koszulkę i obwiązał mi głowę. Zarzekałam się, że nie chcę jechać do lekarza. Nikogo dookoła nas nie było, więc wytoczyliśmy auto na chodnik i jak najszybciej każdy rozszedł się w swoją stronę, bo byliśmy prawie sąsiadami. Rano obudziłam się ze strupem na głowie i dopiero zdałam wtedy sobie sprawę z tego, co się stało. Dalej wolałabym już nie opowiadać... 

fot. istock.com

Jak odzyskać kontrolę?

Jeśli ty też kiedyś obudziłaś się ze strupem, albo... wolałabyś nie opowiadać… pomyśl, czy jesteś gotowa na kolejny raz. Czy chcesz za jakiś czas znów rozpocząć dzień z bólem głowy, paniką i wyrzutami sumienia? Jeśli nie, zastanów się, po co właściwie pijesz. Dla smaku czy żeby poczuć się bardziej pewna siebie i nie odstawać od towarzystwa? Jeśli to pierwsze – jeden drink w czasie wieczoru ci wystarczy. Jeżeli to drugie... jeden drink też ci wystarczy. WHO podkreśla, że alkohol jest substancją toksyczną i każda jego ilość szkodzi. Mimo to ustaliło „poziom spożycia niosący przeciętnie najmniejsze ryzyko szkód zdrowotnych”. Dla kobiet zaleca minimum dwa dni abstynencji w tygodniu i nie więcej niż 20 g alkoholu dziennie (jedno piwo, kieliszek wina lub 60 ml wódki), przy czym w ciągu tygodnia nie powinny przekroczyć 140 g (siedem butelek piwa, niecałe dwie butelki wina lub 4/5 butelki wódki). Niezależnie od WHO, Cosmo proponuje taki eksperyment: kilka dni abstynencji. W tym co najmniej jedna randka bez alkoholu. I jedna impreza, na której spokojnie odmawiasz i szczerze mówisz, dlaczego. Jeżeli ci się uda, sama myśl, że potrafi łaś powiedzieć „nie” znajomym, partnerowi, pokusie – doda ci pewności siebie. Więcej niż lampka wina…

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj