W twoim świecie

Czy jesteś #filtroholiczką?

Aplikacje wykreowały nowe uzależnienie: od filtrów. Dzięki nim wyglądamy atrakcyjnie na zdjęciach. A jak się czujemy w realu?

10czerwca2019
Czy jesteś #filtroholiczką? fot. istock.com

Pamiętasz pierwszy raz, kiedy się pomalowałaś?

Ja tak. Miałam 13 lat i nocowałam u przyjaciółki, która była znacznie lepiej ogarnięta w temacie. W szufladzie trzymała prawdziwe skarby: podkład o cztery tony za ciemny dla mnie, szminkę, eyeliner, którym wymalowała mi kreski na powiekach i mascarę, którą grubą warstwą nałożyła mi na rzęsy. Po wszystkich tych działaniach spojrzałam w lustro i miałam najbardziej narcystyczny moment w moim życiu. Uznałam, że wyglądam bosko. Co więcej – stwierdziłam, że tak właśnie powinna wyglądać prawdziwa kobieta. Następnego dnia zaczęłam szczotkować rzęsy wazeliną i regularnie używać błyszczyka i mascary (mama przekonała mnie, że pomarańczowy podkład mi nie pasuje). W ciągu kilku tygodni tak się przyzwyczaiłam do makijażu, że kiedy zabroniono mi umalować się na rodzinne spotkanie, wybuchnęłam płaczem.

Przekonywałam, że bez kosmetyków, nie wyglądam jak prawdziwa ja. Tak się przyzwyczaiłam do swojego ulepszonego obrazu, że wydawało mi się, że moja zwykła twarz... do niczego się nie nadaje. Tak właśnie, wyobrażam sobie, czują się ludzie, filtrujący swoje selfie. Jest mnóstwo aplikacji, które wygładzają cerę, rozjaśniają przebarwienia, wygładzają zmarszczki i dodają blasku oczom i zębom. A nawet wysmuklają twarz. Nie wiesz, jak to zrobić? Tutoriale na YouTube.com pokażą ci. Jednak, choć appsy mają zalety – ułatwiają nam zakupy, randki i podróżowanie komunikacją miejską – uważam, że mają też wady. Te do upiększania selfie mają negatywny wpływ na nasze poczucie własnej wartości. Przeciętny internauta spędza w sieci 1000 godzin rocznie. Jeżeli jesteś na Facebooku – 70 z tego tysiąca spędzasz właśnie tam, narażona na oglądanie 300 milionów nowych zdjęć dziennie. Jesteśmy bombardowane fotkami i na niektórych z nich widnieje nasza przefiltrowana twarz. A przynajmniej – najlepsza wersja naszej twarzy (badania pokazują, że przeciętna kobieta robi sobie 12 selfie, zanim któreś publikuje). Potem jednak patrzymy w lustro i… jak się czujemy? W realu nie możemy wymazać sobie pryszczy, zmarszczek i przebarwień. No i nie zawsze wyglądamy tak wspaniale, jak na wakacjach w zeszłym roku.

 

Reklama

fot. istock.com

NOWY IMAGE 

Aplikacje do selfie nadwerężyły nawet jej poczucie wartości. – Dzięki nim, wyglądasz dobrze, ale czujesz się… źle – uważa. – Zaczynasz od tego, że tylko odrobinę wygładzasz sobie worki pod oczami, ale potem zaczynasz wyszczuplać sobie twarz, podnosić brwi i… nawet członkowie rodziny nie są w stanie cię poznać na zdjęciu. Ja skasowałam wszystkie tego typu appki. Chcę patrzeć na swoje zdjęcie i myśleć: wyglądałam wtedy nieźle, a nie: miałam superfiltr. Naukowcy z University of the West of England w Bristolu prowadzą badania na temat wpływu mediów społecznościowych na poczucie wartości młodych kobiet. Jedna z researcherek, Amy Slater przyznaje, że ten wpływ jest bardzo silny. – Wstępne badania pokazują, że ilość czasu, jaki ludzie spędzają w mediach społecznościowych, jest odwrotnie proporcjonalny do akceptacji swojego ciała – mówi. – Osoby, które poświęcają więcej godzin na FB, mają niższe poczucie własnej wartości i częściej cierpią na depresję. Jedno z badań pokazało, że wystarczy 10 minut na FB, by poczuć się... brzydziej. Prawdopodobnie z powodu zdjęć, które tam oglądamy.

ŚWIAT PRZEZ OBIEKTYW

Jesteśmy przyzwyczajone do tego, że porównujemy się z celebrytami. Ale też zdajemy sobie sprawę, że – biorąc pod uwagę sztab profesjonalistów, którzy pracują nad tym, by gwiazdy wyglądały, jak wyglądają – nie jesteśmy w stanie sprostać urodowej rutynie takiej Kim K. na przykład. Problem w tym, że w dzisiejszych czasach porównujemy się też do znajomych. Facebook i jego 936 milionów użytkowników ma więcej wejść niż portale lajfstajlowe, no i są na nim osoby, które znamy. Podglądamy więc nasze przyjaciółki, tak jak kiedyś podglądałyśmy celebrytów. A one przecież nie mają sztabu specjalistów od urody! Wkręcamy się więc w spiralę zazdrości. Im lepiej one wyglądają na zdjęciach, tym lepiej my chcemy wyglądać, tym lepiej one… i tak dalej. Niekończący się konkurs piękności. Zaczynamy też rywalizować z jedyną osobą, z którą (podobno) wolno nam rywalizować. Z samą sobą. Facebook co jakiś czas podtyka nam przecież nasze stare foty – na przykład sprzed roku. I jeśli uważamy, że wtedy byłyśmy szczuplejsze/ ładniejsze/bardziej sexy – masakra. W pewnym momencie możemy złapać się na tym, że spędzamy godziny przed lustrem wychodząc na imprezę. Nie wyjdziemy, dopóki nie doprowadzimy się do takiego stanu jak na zdjęciu profilowym. Na tym z wakacji sprzed roku – kiedy byłyśmy wypoczęte, radosne i… przynajmniej dobrze oświetlone, jeśli nie przefiltrowane przez appkę. No bo przecież na imprezie może ktoś nam pstryknąć zdjęcie i musimy na nim wyglądać równie dobrze, a najlepiej jeszcze lepiej, prawda? Takie myślenie przed imprezą, powiedzmy, że jeszcze jest OK. Motywuje nas do tego, by się uczesać i umalować. Ale co, jeśli otwieramy FB dzień po? W piżamie, z podpuchniętymi oczami i resztkami makijażu patrzymy na swój profil i nasze najbardziej atrakcyjne „ja”?

fot. istock.com

WYGLĄDASZ SEXY!

Jak możemy zminimalizować zgubny wpływ mediów społecznościowych? Na przykład przez jeden dzień w tygodniu rób sobie detoks. Nie zaglądaj na te portale. No i kochaj siebie. Większość kobiet, patrząc na swoje (niefiltrowane) zdjęcia z przeszłości uważa, że wyglądały całkiem OK: „Po co w ogóle zawracałam sobie głowę tym podbródkiem?” – myślą. Albo: „Wyglądałam naprawdę sexy.” Każdy dzień jest przecież pełen mikrosukcesów i maleńkich porażek. Wszystkie mamy jakąś plamkę na twarzy i zmarszczki, gdy się śmiejemy. Selfie z filtrem wrzucone na FB pozwala nam pokazać się z jednej (najlepszej) strony, ale gdy patrzymy w lustro – widzimy całość. I cały trik polega na tym, by pokochać tę całość. Bez filtra.

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj