W twoim świecie

Chcę, żeby ktoś mnie wreszcie pokochał

Zobacz, jak wydostać się z tej emocjonalnej pułapki i stworzyć intymną relację, w której będziesz czuła się kochana.

10czerwca2019
Chcę, żeby ktoś mnie wreszcie pokochał fot. istock.com

To poczucie przejmującej pustki daje się zagłuszyć mocnym imprezowaniem. Wytchnienie dają też pierwsze etapy związku, gdy czujesz w brzuchu motyle. Ale poczucie osamotnienia wraca. Przygnębiające przekonanie, że nigdy nie dostaniesz miłości i troski, których tak bardzo pragniesz...

Szybko się zakochuję i szybko odkochuję

Mówi Anka, 26-letnia właścicielka butiku z ciuchami, która zgłosiła się na terapię bo... – Sama nie wiem, co mi jest – wyznaje. – Ciągle nie układa mi się z facetami. To mnie dołuje. Mój najdłuższy związek? Pół roku – nie licząc tego przez internet, w którym tkwiłam dwa lata. Może nawet nie. Na początku kompletnie tracę głowę, a potem facet zaczyna mnie denerwować i doprowadzam do rozstania. Przez chwilę czuję ulgę, ale zaraz przychodzi totalna pustka. Teraz jestem sama i to poczucie, że nie jestem dla nikogo ważna, jest nie do zniesienia. Pomagają imprezy i używki. Paulina, 32-letnia stomatolożka, od 6 lat jest w związku, jednak ona również czuje się samotna i z roku na rok jest coraz smutniejsza. Jej chłopak Paweł pracuje w korporacji i zanim przebije się przez korki i dotrze do domu, jest 20.00. Siada wtedy przed komputerem i gra w gry albo usypia przed telewizorem. – Paweł nie umie okazywać uczuć, ja zresztą też nie. Nie przytula mnie, nie mówi czułych słów. Nie kłócimy się i w zasadzie wszystko gra, ale nie dostaję od niego ciepła. Żyjemy obok siebie. Choć na pierwszy rzut oka historie Anki i Pauliny są zupełnie inne, w rzeczywistości ich problem jest ten sam: emocjonalna deprywacja.

Emocjonalna deprywacja to poczucie, że czegoś brakuje

Wyjaśnia amerykański psycholog Jeffrey Young, autor książki „Program zmiany sposobu życia” . – Jej istotę najlepiej oddaje postać opuszczonego dziecka. Deprywacja emocjonalna to dokładnie to, czego doświadcza zaniedbane dziecko. Uczucie samotności i pustki. Przygnębiające i uciążliwe przekonanie, że jesteś skazana na samotność. Gdy podczas sesji terapeutycznej Anka opowiedziała mi o swoich problemach, poprosiłam ją o wypełnienie kwestionariusza* stworzonego przez Jeffreya Younga.

Miała ocenić, w jakim stopniu opisują ją te stwierdzenia:

1. Potrzebuję więcej miłości niż dostaję.

2. Nikt mnie nie rozumie.

3. Czuję się odizolowana, nawet od osób, które są mi najbliższe.

Reklama

4. Nie miałam takiej jedynej kochanej osoby, która chciała dzielić się sobą czy przejmowała się tym, co się ze mną dzieje.

5. Nie ma nikogo, kto dawałby mi ciepło, czułość, serdeczność.

6. Nie mam nikogo, kto by mnie słuchał i wczuwał się w moje prawdziwe potrzeby i uczucia.

7. Jest mi trudno przyzwolić ludziom, aby mnie kochali. * (kwestionariusz pochodzi z książki J. Younga i J. Klosko „Program zmiany sposobu życia”).

Większość zdań doskonale opisywało to, czego doświadczała Anka. Paulina za „raczej prawdziwe” uznała kilka. Ale wystarczy, aby choć jedno mówiło o tobie, aby przypuszczać, że schemat emocjonalnej deprywacji może ci utrudniać tworzenie szczęśliwych związków i powodować poczucie osamotnienia.

fot. istock.com

MAŁA, SAMOTNA DZIEWCZYNKA

Paulina zna to uczucie osamotnienia od dzieciństwa. Ojciec wcześnie odszedł od rodziny, a matka – choć była na miejscu – nie potrafiła właściwie zająć się córką. Była wziętą lekarką i często nie było jej w domu. A nawet gdy była, nie zwracała na Paulinę uwagi – od rozwodu chodziła przygnębiona, topiła smutki w alkoholu. Rzucała tylko „jak w szkole?”, „obiad na stole” i już jej nie było. Była wycofana i emocjonalnie niedostępna. Gdy proszę Paulinę , aby wyobraziła sobie siebie jako dziecko, zaczyna płakać. –Widzę małą dziewczynkę, która siedzi sama w pokoju. Jest jej smutno. Nie ma kto jej przytulić. – Czy dzisiaj czujesz się podobnie? – Tak. To jest to samo uczucie. A jakie ty miałaś dzieciństwo? Jak pisze Jeffrey Young – pierwsza relacja, zwłaszcza z matką, staje się protytypem tych, które nastąpią później. Przez resztę życia większość bliskich związków będzie nosiło piętno tych pierwszych doświadczeń. Jeśli masz schemat emocjonalnej deprywacji to prawdopodobnie w pierwszych latach życia, które dla rozwoju dziecka są niezwykle istotne, otrzymałaś od matki (albo od innej osoby, która w tamtym okresie pełniła jej rolę) mniej troskliwej opieki niż potrzebowałaś.

Schemat ten bowiem kształtuje się, gdy: • matka nie przytula, nie kołysze dziecka, • nie spędza z nim wystarczająco dużo czasu, • nie uspokaja, nie pociesza, gdy jest smutne, albo robi to nieumiejętnie, • nie wspiera i nie służy radą, • jest raczej chłodna emocjonalnie, • dziecko nie czuje się kochane ani ważne.

Anka nigdy by nie powiedziała, że była nieważna dla rodziców. Mówi, że pod pewnymi względami miała nawet lepiej niż inni. Dostawała zabawki, o których marzyła i fajne ciuchy, rodzice wozili ją na dodatkowe zajęcia, a na wakacje jeździła zagranicę. Brakowało jednak prawdziwej bliskości – przytulania, słuchania o dziecięcych radościach i smutkach, słów „jesteś moim małym skarbem”. Ale z tego Anka długo nie zdawała sobie sprawy. Anna Mochnaczewska, psychoterapeutka schematów, opowiada, że w gabinecie często słyszy od klientów: „rodzice robili wszystko jak powinni, niczego mi nie brakowało”. I rzeczywiście – na poziomie zaspokajania materialnych potrzeb, może to prawda. Ale oprócz potrzeb materialnych, każde dziecko ma też potrzeby emocjonalne. Kiedy nie są one odpowiednio zaspokajane, trudno mu się rozwijać, a potem wyrosnąć na stabilnego emocjonalnie, spełnionego człowieka. – Każde dziecko ma potrzebę bliskiej więzi z rodzicami, czułości, troski, opieki. Każde potrzebuje być przytulane, głaskane i chwalone – wylicza Anna Mochnaczewska. – Ale jeśli nigdy tego nie dostało, może zupełnie nie zdawać sobie sprawy z takich potrzeb. Czuje pustkę, smutek, przygnębienie, ale może nie rozumieć dlaczego. Dopiero później, gdy już jako dorosły uczy się – np. na terapii – o podstawowych potrzebach emocjonalnych, może zauważyć, że rodzice nigdy nie przytulali, nie chwalili, nie pocieszali.

fot. istock.com

SCHEMAT LUBI SIĘ POWTARZAĆ

Jeffrey Young pisze, że schemat, który powstał w pierwszych latach, wywiera istotny wpływ na całe nasze życie: „Długo po opuszczeniu rodzinnego domu odtwarzamy sytuacje z dzieciństwa, pozwalając na złe traktowanie, ignorowanie, krzywdzenie, nadmierną kontrolę. I przez to nie osiągamy tego, czego potrzebujemy”. Jeśli w dzieciństwie zabrakło ci opieki, czułości lub zrozumienia ze strony rodziców, dzisiaj możesz w ogóle unikać bliskich związków – wolisz być sama niż znowu się tak czuć. Możesz to sobie racjonalizować, że „faceci są do kitu”, „nie spotkałam tego jedynego”, „lubię być singielką”, ale w rzeczywistości nieświadomie próbujesz uniknąć sytuacji, w której schemat mógłby się powtórzyć – w której znów nie dostałabyś miłości. Tylko że w ten sposób, sama skazujesz się na jej brak. Jeśli zdecydujesz się na bliski związek, schemat pewnie da o sobie znać. Być może jak Anka zaangażujesz się w relację z facetem, który jest niedostępny – mieszka daleko, jest żonaty, chce tylko luźnej znajomości. A gdy akurat trafisz, na kogoś, kto potencjalnie chciałby się zaangażować, będziesz się wycofywać, gdy on zbliży się za bardzo. Jest jeszcze inny scenariusz: możesz wybrać partnera, który nie okazuje uczuć, nie słucha cię, nie poświęca ci czasu. Tak zrobiła Paulina – wychowana w atmosferze emocjonalnego chłodu, wybrała emocjonalnie chłodnego partnera. Bez względu na to, którą drogą pójdziesz, istnieje duże ryzyko, że odtworzysz to poczucie z dzieciństwa, że nikt cię nie kocha i nie rozumie.

JAK PSUJEMY DOBRE ZWIĄZKI

Paulina nie mogła oczekiwać od matki zaspokojenia swoich emocjonalnych potrzeb, więc nauczyła się niczego nie oczekiwać od partnera. Gdy po powrocie do domu włączał komputer, czuła się ignorowana, ale milczała. – Przy deprywacji emocjonalnej ludzie często są bardzo wrażliwi na wszelkie oznaki zaniedbania lub braku troski, ale z drugiej strony nie proszą o to, czego pragną – zwraca uwagę Anna Mochnaczewska. – Czasami nawet nie przychodzi im do głowy, że mogą wyrażać swoje potrzeby i bardzo się dziwią, gdy proponuję im to na sesji. Oczekują, że partner w jakiś magiczny sposób będzie wiedział, czego im potrzeba. Kiedy okazuje się, że dostają za mało – uwagi, troski, miłości – mają poczucie krzywdy. Potem pojawia się złość, często tłumiona, emocjonalne wycofanie, chłód. W ten sposób oczywiście odpychają od siebie partnera i znów wpadają w pułapkę z dzieciństwa.

Niektóre osoby ze schematem emocjonalnej deprywacji stają się bardzo wymagające. Oczekują, często nie uświadamiając sobie tego, by partner poświęcał im cały swój czas, rezygnował z ważnych dla siebie rzeczy, obsypywał prezentami, nieustannie zapewniał o miłości lub był zawsze po ich stronie. Gdy tego nie dostają, złoszczą się. Albo chcą „ukarać” partnera. Taka jest Anka. Jako dziecko nie dostawała ciepła, ale mogła domagać się nowych zabawek, ciuchów, wyjazdów. Gdy dziś facet nie poświęca jej uwagi, staje się wymagająca, złośliwa, a potem... odchodzi.

W KIERUNKU ZMIANY

Dzielę swoje życie na to sprzed terapii i po terapii – powiedziała ostatnio Anka. – Wcześniej, gdy tylko facet mnie rozczarowywał, odchodziłam. Wychodziłam z założenia, że skoro nie dostaję tego, czego potrzebuję, to po co mi taki związek. Teraz zaczęłam brać odpowiedzialność za tworzenie relacji. I po raz pierwszy mam poczucie, że to może się udać. Anka potrzebowała wielu miesięcy terapii, aby poczuć tę zmianę i otworzyć się na bliskość. Najtrudniej było dopuścić do głosu to opuszczone wewnętrzne dziecko, którym była. To pierwszy krok w kierunku zmiany – zrozumieć, co stało się w twoim dzieciństwie. Czy dostałaś od rodziców troskę? Czy cię przytulali i całowali? Czy cię rozumieli? Czy mogłaś im się zwierzyć, gdy miałaś problem? Czy byli zainteresowani tym, co masz do powiedzenia? Przywołaj trudne wspomnienia i poczuj tamte emocje. A potem zacznij obserwować, kiedy dziś czujesz się podobnie. Poprosiłam Ankę podczas sesji, aby przywołała sytuację, kiedy czuła się opuszczona, samotna, niepotrzebna. – Jestem smutna, bo coś przykrego zdarzyło się w szkole – opowiada. – Widzę mamę, która pisze na komputerze. Chcę z nią rozmawiać, ale ona nie podnosi nawet głowy, tylko mówi „idź już spać, nie mam czasu”. Wracam do swojego pustego pokoju. Anka dziś czuje się podobnie, gdy partner nie zwraca na nią uwagi, rozmawia długo przez telefon z kimś innym, czyta gazetę i długo na nią nie patrzy, gdy umawia się z kolegami na piwo...

ZMIEŃ WZÓR RELACJI

Paulina podczas terapii chciała zmienić swój związek. Zaczęła rozmawiać z Pawłem, zaproponowała wspólną terapię, ale on wolał, żeby zostało tak jak było. Nie był zainteresowany okazywaniem czułości. Paulina zdecydowała o rozstaniu – nie chciała dłużej żyć na emocjonalnej pustyni. Potem jeszcze raz zakochała się w kimś, kto nie był gotowy się zaangażować, ale poznała, że znów wpada w pułapkę i wycofała się. Jeśli masz schemat emocjonalnej deprywacji, tak jak Paulina możesz mieć tendencję do wiązania się z osobami, które nie zaspokajają twojej potrzeby bliskości i nudzić się lub wycofywać ze związku, w którym partner traktuje cię dobrze, jest ciepły i oddany.

Jeffrey Young nazywa to chemią schematów: największą chemię – na swoją zgubę! – będziesz czuła do osoby, która uruchamia schemat.

Rada dla ciebie? Unikaj facetów, którzy: • są zimni i zdystansowani, • nie słuchają cię, • są nieosiągalni, • są mniej zainteresowani bliskością i związkiem niż ty, nie rozumieją tego, co przeżywasz. Choć właśnie tacy będą najbardziej cię kręcić, wiążąc się z nimi prawdopodobnie zafundujesz sobie kolejny związek, w którym twoje emocjonalne potrzeby nie będą zaspokojone. – Jeśli spotkasz kogoś, kto ci się podoba, oceń stopień pożądania na skali od 0 do 10. Jeżeli wynik jest wysoki, pomyśl dwa razy, zanim wejdziesz w relację – radzi Jeffrey Young. Fascynacja na poziomie 6-8 może być dla ciebie bardziej korzystna. Druga rada Younga brzmi: kiedy znajdziesz partnera, który jest emocjonalnie szczodry, daj tej relacji szansę. Tak jak Anka Maćkowi. Był ciepły i dbał o nią. Na początku namiętność była ogromna, ale z czasem – jak zwykle – wszystko zaczęło się psuć. Anka miała do niego żal, że nie pisze do niej SMS-ów na dobranoc, że nie zaproponował wspólnego spędzenia weekendu, że nie wziął jej w obronę, gdy klient był dla niej niemiły. Z dnia na dzień zaczął ją irytować. Gdy omawiałyśmy sytuację podczas sesji, okazało się, że Anka nie mówiła Maćkowi, czego potrzebuje. „Powinien się domyślić” – kwitowała. – Ukrywanie swoich potrzeb jest podporządkowywaniem się swojej pułapce – uważa Young. – Jeżeli jesteś w relacji, mów partnerowi, czego potrzebujesz. Pozwól mu zadbać o siebie, chronić cię i rozumieć. Anka ciągle się tego uczy. Gdy robi się zła na Maćka, wie już, że tak naprawdę poczuła się skrzywdzona lub opuszczona. Złość jest tylko na wierzchu. Gdyby się na niego wściekła albo obraziła, jak dotychczas, odsunęłaby go od siebie i czułaby się jeszcze bardziej samotna. Zamiast tego spokojnie, bez obwiniania dzieli się tym, co czuje. Maciek cierpliwie słucha, mówi „Moja mała dziewczynka” i przytula. – Wkurza mnie czasami, niekiedy mam ochotę, żeby zostawił mnie w spokoju, ale wtedy przypominam sobie że takie nastawienie pcha mnie w kierunku samotności – mówi. – Rozmawiam więc z nim. Mówię: potrzebuję tego i tego. Czuję się tak i tak. To okropnie trudne, ale chyba działa. Jesteśmy już razem siedem miesięcy i po raz pierwszy czuję, że ktoś naprawdę mnie kocha.

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj