W twoim świecie

A co, jeśli mężczyzna twojego życia już przeżył miłość swojego życia?

Byli dla siebie stworzeni. Rozdzieliła ich jednak jej potrzeba zbawiania świata. I wtedy... uch... on poznał mnie.

09czerwca2019
A co, jeśli mężczyzna twojego życia już przeżył miłość swojego życia? fot. istock.com

JUŻ NA NASZEJ PIERWSZEJ randce Grzegorz wspomniał, że niedawno zakończył długi związek. Jego eks, Joanna (to nie jest jej prawdziwe imię), wyjechała do Tajlandii do pracy w organizacji charytatywnej Peace Corps. Zdecydowali, że lepiej się rozstać niż kochać się na odległość. – To było dla mnie naprawdę trudne – powiedział. – Jedna z najtrudniejszych decyzji, jaką kiedykolwiek podjąłem. Kiwnęłam na barmana i poprosiłam o jeszcze jednego drinka.

MOJE OBAWY nie sprawdziły się jednak i doszło do randki nr 2

A potem nr 3 i nr 4. Mimo to niedawne rozstanie Grzegorza cały czas mnie niepokoiło. To nie było tak, że on i Joanna przestali ze sobą sypiać, a potem spakowali swoje szczoteczki do zębów... Oni wciąż się kochali, ale rozdzieliły ich okoliczności. To był romantyczny i tragiczny związek niczym romans Romea i Julii... Dla kolejnej dziewczyny, czyli dla mnie, to było niezłe wyzwanie. Joanna jak duch czaiła się za rogiem naszej relacji. Uśmiechała się z Facebooka na zdjęciu profilowym mojego faceta na polu dyniowym (on prawie nie korzystał z FB i na fotce były też inne osoby, ale mimo wszystko...). Non stop rozmawiali na Skype. W pewnym momencie zrobiłam się tak przewrażliwiona na jej punkcie, że gdy Grześ o niej mówił, odbierałam to jako krytykę mojej osoby. Na przykład gdy wspomniał, że „z taką empatią traktowała ludzi” czułam, że ja z kolei jestem egoistką. I każda minuta, którą poświęcam na pisanie artykułów jest zmarnowana, bo nie wykorzystuję jej na altruistyczne działania, typu trenowanie psów-przewodników. Bałam się, że zorientuje się jak nisko upadł. Najpierw spotykał się z alter ego Matki Teresy, a potem... ze mną.

Reklama

fot. istock.com

ALE PRAWDA BYŁA TAKA, że niesamowicie mi się podobał i nie chciałam rezygnować z naszej relacji.

Zwłaszcza, że nie była taka zła... Kiedy dyskutowaliśmy o wpływie Twittera na nasze społeczeństwo, czułam, że jestem dla niego intelektualnym wyzwaniem. I że to mu się podoba. Martwił się też o mnie. Zdarzało mi się zagubić w czasoprzestrzeni, pracując nad tekstem, wtedy bombardował mnie SMS- -ami w stylu: „Halo. Jadłaś coś?”. Irytowało mnie jednak, że właśnie cechy, które w nim kochałam najbardziej: otwartość, gotowość do dyskusji, dostrzeganie najlepszego w ludziach, były powodem, dla którego tak ciepło wyrażał się o Joannie. Nie chciał mnie tym ranić. Był po prostu superdobrym facetem, który żywił pozytywne uczucia wobec swoich eks. Po czterech miesiącach znajomości Grzegorz poznał moją mamę. To był pierwszy raz, kiedy przedstawiłam jej faceta, z którym się spotykałam. Bardzo się polubili. I to w jej domu spytałam go, czy Joanna wie o mnie. Potrząsnął przecząco głową. – Obiecaliśmy sobie nie mówić o naszych partnerach – powiedział. Zmroziło mnie. Był pierwszym mężczyzną, którego przedstawiłam mojej rodzinie, a on nawet nie wspomniał swojej byłej, że istnieję? Zamknęłam się w sobie, a w drodze do domu, zaczęłam płakać. Część mnie chciała uciekać. Wymknąć się z relacji, w której czułam się jak kiepski sequel hollywoodzkiej komedii romantycznej. Druga część mnie nie chciała zaprzepaścić swoich szans na szczęście. Wzięłam głęboki wdech i powiedziałam: – Chcę, żebyś powiedział o mnie Joannie. – Dlaczego chcesz, żebym zranił ją bez powodu? – spytał spokojnie.

fot. istock.com

POCZUŁAM SIĘ WINNA i odpuściłam, ale następnego dnia w pracy zmieniłam zdanie.

Drżącymi rękami napisałam długiego mejla. O tym, że sam fakt, że woli zranić mnie niż Joannę dużo mówi o naszej relacji. I że powinien zastanowić się, kim jest bez swojej byłej dziewczyny. Spotkał się ze mną po pracy. Opowiedział, że powiadomił Joannę przez Skype’a, że jest w poważnym związku. Rozmawiali dwie godziny. Obydwoje się przy tym popłakali i zapewniali, że nadal będą dla siebie ważni. Przerwałam mu. Powiedziałam, że tyle mi wystarczy. – Gdy zaczęliśmy się spotykać wiedzieliśmy, że ona wyjedzie, mówiłem ci? – spytał. Nie mówił. – To była umowa na czas określony. Dlatego się z nią spotykałem. Nagle zobaczyłam wszystko w innym świetle. Romeo, który wie, że Julia odejdzie po roku, ale nie kocha jej na tyle, by jechać z nią do Tajlandii, już nie miał nade mną takiej emocjonalnej władzy. – To znaczy, że gdybyś mocniej ją kochał, pojechałbyś? – spytałam dla pewności. Milczał przez minutę, a potem odpowiedział, że tak. Właśnie tak. Jesteśmy parą już od roku i większość moich obaw ulotniła się. Może ich związek przypominał romans Romea.

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj