W twoim świecie

Podobno nic nie dzieje się przypadkiem

Singielka w wielkim mieście

31maja2019
Podobno nic nie dzieje się przypadkiem fot. istock.com

Podobno nic nie dzieje się przypadkiem. Czy rzeczywiście tak jest? Uważam, że ludzie często myślą w ten sposób, ponieważ łatwiej jest wierzyć, że wszystko ma swój sens i czas. Poza tym niechętnie chcemy brać odpowiedzialność za swoje wybory. Prościej więc wierzyć, że to, co nas spotyka, to element jakiegoś większego planu. Przeznaczenia, czy coś w ten deseń. Zgodzisz się z tym? Bo ja często przychylam się do tej teorii. Nie raz już bowiem widziałam, jak los potrafi w zabawny sposób wyznaczać nam ścieżki. Z drugiej jednak strony mam też odrobinę nadziei, że mimo wszystko w jakimś stopniu jesteśmy w stanie panować nad życiem. Albo chociaż, że obie te kwestie jakoś się ze sobą łączą. Tak czy inaczej, gdy ktoś pyta mnie, dlaczego wierzę w nieprzypadkowe historie, przytaczam zazwyczaj Anię, Kasię i Magdę, czyli moje trzy koleżanki, które na własnej skórze przekonały się, że droga do szczęścia bywa naprawdę kręta.

Zacznę od Ani, bo to historia jak z amerykańskiego filmu.

Reklama

Tylko uprzedzam, zaopatrz się teraz w chusteczki, bo łza może zakręcić ci się w oku. Gotowa? Pierwszą bohaterkę mojej opowieści poznałam jeszcze w liceum. Piękna, mądra, zabawna, ale tego się pewnie domyślasz. Zresztą jak i tego, że w miłości miała tyle samo szczęścia, co przeciętny Kowalski w Lotto. Szans dużo, czasem nawet jakaś niewielka wygrana, ale o pełnym zwycięstwie nie bardzo była mowa. Nic więc dziwnego, że w połowie studiów Ania zdecydowała się wyjechać do Skandynawii i sprawdzić, czy za granicą los będzie jej bardziej sprzyjał. Co się okazało? Że postąpiła słusznie, ale dowiedziała się o tym dopiero dobrych kilka lat później. Początkowo bowiem wielki świat roztaczający się poza terytorium Rzeczypospolitej nie był dla niej o wiele łaskawszy. Tinder, randka za randką, rozczarowanie za rozczarowaniem. I kiedy w końcu po latach poszukiwań przyszłego męża postanowiła sobie odpuścić, na horyzoncie pojawił się On. Trochę nie w jej stylu, trochę z innej bajki i trochę bardzo inny niż całe grono dotychczasowych obiektów westchnień. Co więcej, trzy miesiące po rozpoczęciu tej znajomości zaszła w ciążę (choć lekarze powtarzali jej, że szanse ma niewielkie). Rok później była już matką i żoną. Siła przyciągania? A może dobrze wyciągnięte wnioski z poprzednich miłosnych podbojów? Oceń sama.

Kolejna historia to ta, w której rolę główną gra Kasia – przyjaciółka mojej przyjaciółki.

I choć jest ona odrobinę podobna, powód dla którego jej bohaterka przeprowadziła się aż za ocean był nieco inny. Katarzyna nie szukała bowiem księcia z bajki. Ona uciekała przed swoim ekskrólewiczem. Czy jej się to udało? Obstawiam, że w najśmielszych snach nie oczekiwała takiego zakończenia. Konkrety? Po przyjeździe do USA rozpoczęła pracę jak opiekunka. Chodziło o to, by przez rok, oderwać się od swojego życia i chłonąć amerykańską kulturę. Szybko okazało się jednak, że silniejsza od chęci przygody jest tęsknota za rodziną. Kasia, odliczając dni do powrotu do kraju, za namową koleżanek postanowiła porandkować na Tinderze. Nie szukała miłości, bo przecież za trzy miesiące miała już być z powrotem w ukochanej Polsce. Ale los miał inne plany (a może Amor?), bo jeden jedyny mężczyzna, z którym się wówczas spotkała to aktualnie jej mąż. Od czterech lat jeden i ten sam. A co z trzecią dziewczyną? Tutaj też sytuacja dzieje się za granicą. Z tą różnicą, że Magda opuściła Polskę w celu odbycia zawodowych praktyk. W naszym kraju miała wszystko: oddanych przyjaciół, dużą, kochającą się rodzinę, pasje. Za granicą dostała jednak więcej, bo narzeczonego, o którym marzyła przez lata. Wspólny mianownik tych trzech historii? Nie da się ukryć – mężczyzna z „obcym” paszportem. Czy to oznacza, że w kraju nad Wisłą nie ma już materiałów na dobrych partnerów? Oczywiście, że są. Odnoszę tylko wrażenie, że gdy jest się poza swoim terytorium, kulturą, stereotypami czy presją społeczności, łatwiej otwiera się na nowe. Poza tym każda z tych dziewczyn nie zakładała, że podczas podróży spotka ją (i zatrzyma) miłość.

To wszystko pokazuje też, że szczęście przychodzi do nas pomiędzy codziennością, w momencie gdy zupełnie się go nie spodziewamy. Przypadki? Nie sądzę, bo gdyby życie Ani, Kasi czy Magdy nie ułożyło się przed wyjazdami inaczej, prawdopodobnie nie zdecydowałyby się na takie kroki. I choć oczywiście jest to tak zwane gdybanie, wiem, że wiosna może przyjść tylko po zimie. Dlatego jeśli nie masz jeszcze przystojnego męża u boku, pamiętaj, że bycie singielką jest też po coś. Może to ostatnie chwile, by móc pobyć sama ze sobą? Ten ostatni akapit dedykuję właśnie Dagmarze M. (dziękuję, że ponownie zdecydowałaś się mi zwierzyć) i Klaudii R. Dziewczyny, pamiętajcie, że na dobre zawsze się czeka. I zawsze warto. Na koniec… co u mnie słychać? Pamiętasz mojego kolegę z dzieciństwa, który odnowił nasz kontakt, a potem zapomniał mojego numeru telefonu? Cóż, chyba jednak pamięć mu wróciła, bo szykuję się właśnie na… pierwszą randkę.

Ale o tym w kolejnym numerze. Trzymaj kciuki i napisz do mnie maila ze swoją historią (cosmo@cosmo.pl)!

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj