W twoim świecie

Czy instynkt macierzyński to bzdura?

To nie natura decyduje o tym, czy będziesz dobrą mamą…

Katarzyna Lemanowicz

19maja2019
Czy instynkt macierzyński to bzdura? fot. istock.com

Rodzenie dzieci to barbarzyństwo. Tak twierdzi amerykańska feministka Shulamith Firestone. Sama tego barbarzyństwa nie doświadczyła, ale z opowieści koleżanek słyszała, że poród przypomina „wydalanie dyni”. Firestone uważa, że dopóki tylko jedna płeć będzie obarczona obowiązkiem porodu, nie ma mowy o równouprawnieniu. Jeśli to mężczyźni byliby wkręceni w ten numer z dynią, rozwiązanie na miarę nowoczesnej technologii pojawiłoby się dawno, twierdzi Firestone.
I dodaje, że to nie z powodów „naturalnych” zostajemy matkami, lecz kulturalnych. Instynkt macierzyński jest raczej społeczną umową, a wszystko, co jest umową społeczną można zmienić.

Zgadzam się z tym. Zgadzam się, choć uwielbiam dzieci. Nie mam jeszcze własnych, ale z całego serca kocham moich siostrzeńców i chętnie spędzam z nimi czas. A mimo to nie wierzę w instynkt macierzyński, bo to tylko koncept. Powstał na Zachodzie w czasach rewolucji przemysłowej. Wtedy, kiedy rozdzielano obowiązki i ustalono, że mężczyźni będą chodzić do fabryki, a kobiety zostaną w domu z dziećmi. I zaczęto nam wmawiać, że to natura tak chciała. A później, kiedy spadła wartość rynkowa dzieci – nie musimy już ich mieć, żeby pomogły w gospodarstwie czy rodzinnym biznesie, a potem utrzymywały rodziców na starość – trzeba było znaleźć jakiś pretekst. W dzisiejszych czasach dzieci nie są już opłacalne. Inwestycja w potomstwo (jeśli myślimy o pieniądzach) nawet się nie zwraca, nie mówiąc już o zyskach. Po co nam w takim razie te małe skarby? Najłatwiej powiedzieć, że to natura nas wzywa. To, co nazywamy biologicznym instynktem, jest jednak w rzeczywistości potrzebą wykreowaną przez kulturę. Jednak jak widać, nawet taki wymyślony instynkt może działać bardzo mocno.

Reklama

Czy instynkt macierzyński gloryfikuje naturę?

 

Jasne, natura jest super, kiedy jest ładna pogoda, a my leżymy na plaży, ale już trochę mniej, kiedy fala powodziowa zmywa z powierzchni nasz dom, albo gdy bliska nam osoba umiera przy porodzie. Albo gdy mamy okres. Uważam, że skoro biologia nas oddelegowała do chodzenia w ciąży, rodzenia i karmienia, należy nam się rekompensata. Nie ze strony natury (na to szanse są nikłe), ale ze strony społeczeństwa. A kobiety jakoś mało głośno się tego domagają, tak mocno przekonane, że skoro coś jest naturalne, to najlepsze. No ale to przecież nieprawda. Zostawiając już kwestie porodu naturalnego i inne atrakcje macierzyństwa, spójrzmy na kwestię clitoris... Natura umieściła ją tak daleko od waginy, czyli miejsca zaangażowanego w seks, że przyjemność w trakcie stosunku nie jest (jak u faceta) dla nas czymś oczywistym. Nauczyłyśmy się jednak z tym radzić, bo zdałyśmy sobie sprawę, że tam gdzie natura się nie popisała, możemy ją naprawić. Wystarczy trochę komunikacji. Ewentualnie jakiś trik z Cosmo czy gadżet z seks-shopu. Z tym nie mamy specjalnie problemu. Ale gdy tylko ktoś wspomni temat macierzyństwa, wszyscy natychmiast biorą stronę natury. Na wypadek, gdybyś o tym nie słyszała: na Zachodzie liczba urodzin spada od czasów wprowadzenia do sprzedaży pigułki antykoncepcyjnej. A od kiedy więcej kobiet zaczęło studiować i rynek pracy otworzył dla nich swoje ramiona (choć niekoniecznie skarbce), liczba ciąż zmniejszyła się jeszcze bardziej. Efekt? Choć kobiety coraz częściej mówią o instynkcie macierzyńskim, coraz rzadziej decydują się za nim podążyć. Wiele nacji – na przykład Japończycy czy Włosi – cierpi na niż demograficzny, bo kobiety czterdziestoletnie mają jedno dziecko, albo wcale i nie zamierzają już zachodzić w ciążę.

Trudno im się dziwić, bo wsparcie społeczne mają znikome, zwłaszcza te pracujące mamy. Urlop macierzyński nie trwa długo, a potem zaczyna się walka o miejsce w żłobku i w przedszkolu, których w większości krajów jest za mało i są one drogie. Instynkt macierzyński oznacza więc gotowość poświęcenia się dla drugiej osoby – swojego czasu, pieniędzy, kariery i czasem zdrowia. Niektóre z nas się na to decydują i OK. Fajnie jednak pamiętać, że to, co zostało stworzone przez kulturę, może zostać przez kulturę zmienione. Mężczyźni być może jeszcze długo nie będą mogli zachodzić w ciążę, za to od dawna mogą się dzieckiem opiekować. I nie chodzi o te śmieszne dwa czy cztery tygodnie tacierzyńskiego, który wprowadzono w kilku krajach, ale o miesiące i lata. Ale że co? Że to nienaturalne? Mało mnie to obchodzi. Za każdym razem, gdy ktoś mówi „naturalne” w kontekście kobiet i rodzenia dzieci, mam ochotę go rozszarpać. A że natura jest czasem okrutna i nieprzewidywalna – pewnego razu pewnie to zrobię... 

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj