W twoim świecie

Mój facet jest uzależniony od…

Co byś zrobiła, gdyby człowiek, którego kochasz najbardziej na świecie, prowadził niebezpieczne podwójne życie?

13maja2019
Mój facet jest uzależniony od… fot. istock.com

Zajrzałam do szuflady szukając koszuli dla Janka* i znalazłam dziwną oldskulową komórkę. Zaczęłam ją przeglądać i szczęka mi opadła: mnóstwo telefonów do kobiet i SMS-y o odważnej treści. Na przykład taki: „Hej, to ja. Będę pod twoim blokiem za pięć minut. Możemy się pieprzyć w garażu”. Serce zaczęło mi walić, pobiegłam z komórką w ręku do Janka, ale on z kamiennym wyrazem twarzy powiedział, że znalazł telefon na ulicy. Nie uwierzyłam mu. Zaczęłam przetrząsać całe mieszkanie, szukając ładowarki pasującej do tego telefonu. Czegokolwiek, co by świadczyło o tym, że należy do niego. W końcu znalazłam wyciąg z karty kredytowej i na nim widniała kwota za zakup komórki. Zrobiło mi się słabo. Nie chciałam czekać z konfrontacją. Pojechałam do niego do pracy. Kiedy zobaczył mnie z wyciągiem z karty kredytowej, wiedział, że został przyłapany. Zaczęliśmy histerycznie na siebie krzyczeć. Ja – żeby oddał mi klucze i wyniósł się z mieszkania. On – że to była tylko jedna kobieta. Idiotyczny argument. Jedna wystarczyłaby, żebym usunęła go z mojego życia. Tydzień później, w mejlu, napisał, że to jednak były dwie kobiety. Powiedziałam, że chyba potrzebuje pomocy. „Tak, potrzebuję pomocy” – odpisał. „Kocham cię. Jesteś dla mnie wszystkim. Chcę pójść na terapię”.

CZTERY LATA WCZEŚNIEJ Janek wypatrzył mnie w klubie. Był wysoki, ciemnowłosy, przystojny i w naszych rozmowach nigdy nie było niezręcznych chwil ciszy. Łatwo się było w nim zakochać. Już od pierwszego dnia zaczęliśmy się spotykać – na ogół w klubach i restauracjach. Oboje ciężko pracowaliśmy i byliśmy bardzo ambitni. Chcieliśmy kupić dom. Po dwóch latach randkowania, on wprowadził się do mojego mieszkania i zaczęliśmy szukać domu. Znajomi uważali, że będziemy pierwszą parą z naszej paczki, która weźmie ślub. Znaliśmy się już trzy lata, kiedy Janek nagle zmienił się w domatora. Nie chciał nigdzie wychodzić. Mówił, że chodzi o kasę, bo zbieramy na dom, ale nawet gdy proponowałam spacer w parku, znajdował wymówkę. Mniej więcej w tym samym czasie stracił pracę i przyłapałam go na oglądaniu porno w internecie. To był dla mnie pierwszy sygnał ostrzegawczy. Zwłaszcza, że nasz seks w realu był mało satysfakcjonujący. Kiedy zaczęliśmy się spotykać, robiliśmy to trzy razy na dobę. Potem dwa razy w tygodniu. Potem raz w tygodniu. On był wiecznie zmęczony albo nie miał nastroju. Zaczęłam się zastanawiać, czy to wszystko ma sens. Kochałam go jednak i zdecydowałam, że chcę być z nim, mimo problemów. Już po zerwaniu, odkryłam, że szukał pierścionka zaręczynowego.

Reklama

KIEDY GO WYRZUCIŁAM, przychodził jeszcze i błagał, żebyśmy znów byli razem. Mówił, że potrzebuje pomocy, ale nie jest uzależniony od seksu. Byłam pewna, że jest. Nie mogłam spać w mieszkaniu, w którym byliśmy razem, więc wyprowadziłam się do przyjaciół. Płakałam codziennie w drodze do pracy. Potwornie schudłam. Wszyscy mówili: „Dobrze, że odkryłaś to teraz”. Fakt, gdybym nie znalazła tego telefonu, pewnie bylibyśmy małżeństwem i mieli dzieci. Teraz, kiedy przypominam sobie tę chwilę, kiedy chciałam odejść... to moja intuicja mówiła mi, że coś jest nie tak. Już nigdy jej nie zignoruję.

HAZARD

Mikołaj był moim bohaterem. Duży, męski, z szerokimi ramionami. Kiedy się poznaliśmy, poczułam, że zostanie moim prywatnym ratownikiem. Potrzebowałam ratownika. Miałam 21 lat, mieszkałam sama i usiłowałam skończyć studia. Już na pierwszej randce wiedziałam, że to Ten Jedyny. Czułam się z nim super, nawet gdy tylko siedzieliśmy obok siebie w domu, w kapciach. Jego siostra powiedziała mi, że kiedyś tak często grał na automatach, że ona i ich mama martwiły się o niego. Nie przejęłam się tym. Po kilku latach znajomości, pobraliśmy się i urodziło nam się dziecko. Teraz wiem, że były sygnały ostrzegawcze, ale wtedy ich nie dostrzegałam. Zdarzało się, że szedł na stację benzynową po losy na loterię. Uważałam, że to strata pieniędzy, ale zarabialiśmy oboje i doszłam do wniosku, że on może wydawać swoje pieniądze na co chce. Potem zdarzyło się, że dostał premię w pracy, ale pieniądze nigdy nie spłynęły na nasze konto. Kilka tygodni później wyznał mi, że przepuścił je na... zdrapki. – Chciałem jeszcze pomnożyć tę premię – tłumaczył. Byłam wściekła i powiedziałam, że ma to się już nigdy nie powtórzyć. Nie potraktowałam jednak sprawy serio, bo nie słyszałam o nikim, kto jest uzależniony od zdrapek. Pewnego dnia ciężko się pochorowałam. Czułam się koszmarnie, wymiotowałam w pracy, więc pojechałam do domu i poszłam na zwolnienie, a potem okazało się, że sprawa jest poważna i musiałam zrezygnować z pracy. Zaczęliśmy mieć problemy z płaceniem rachunków. Winiłam za to siebie i brak drugiej pensji w rodzinie, a Mikołaj nie wyprowadzał mnie z błędu. Kiedy już poczułam się lepiej, przyjrzałam się naszym finansom. Przeglądałam rachunki i widziałam na przykład, że wydał pieniądze na części do samochodu. Nie wiedziałam, że oddał je potem, a pieniądze przepuścił. Okazało się, że był mistrzem tego typu manipulacji, a nasz debet na koncie rósł. Pewnego dnia zobaczyłam, że bank zajął część jego pensji, ledwo wpłynęła na konto. Zadzwoniłam do niego. Przyznał się od razu. Miał kredyt i kłopoty ze spłaceniem go. To nie był jego pierwszy kredyt. Wziął ich już kilka za moimi plecami. A potem szedł na stację benzynową po zdrapki. Sprawiało mu to taką przyjemność, że nie potrafi ł przestać. Spakowałam mu rzeczy i zadzwoniłam do jego siostry, żeby po nie przyjechała. Nie chciałam go oglądać. Kilka godzin później przyjechał jednak sam, ze spuszczoną głową, i powiedział, że się przeprowadza. Rodzina zmusiła go, by poszedł na terapię, także ze względu na mnie i dziecko. A ja zgodziłam się, by wrócił. Uzależnienie to choroba. Nie wyrzuciłabym przecież męża z domu, gdyby miał raka... Ludzie pytają, jak mogłam niczego nie zauważyć. A ja po prostu kochałam go i wierzyłam, że jest szczery. Wciąż go kocham i myślę sobie, że to też wymaga odwagi: przyznać się, że ma się problem i poprosić o pomoc. Dla mnie wciąż jest bohaterem.

LEKI

Nigdy, nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że kiedyś będę marzyć o tym, by mój chłopak poszedł do więzienia. Poznałam Wiktora w liceum. On był przystojny, super zbudowany, z poczuciem humoru.Nie tylko my się w sobie zakochaliśmy – nasze rodziny też się pokochały. Zaczęliśmy nawet razem jeździć na wakacje. Mniej więcej po pięciu latach zauważyłam, że on i jego przyjaciel zawsze przed imprezą biorą oksykodon – silny lek przeciwbólowy na receptę. Byłam zdziwiona i spytałam, po co to robią. Powiedział, że wtedy mają więcej funu, ale że wszystko jest pod kontrolą. Nie uspokoiło mnie to, zwłaszcza, że Wiktor zaczął się zmieniać. Zawsze wstawaliśmy wcześnie rano, żeby pobiegać, ale nagle wstanie z łóżka było dla niego ogromnym problemem. Były też takie chwile, że siedzieliśmy sobie na kanapie i rozmawialiśmy, a on miał taki pusty wzrok... Znajdował też tysiąc wymówek, żebyśmy nie uprawiali seksu. Zwykle „nie był w nastroju”. Myślałam, że chodzi o to, że nasza miłość przeszła na kolejny, mniej namiętny etap, ale zdarzało się, że nie kochaliśmy się trzy, cztery, pięć miesięcy... Pewnego wieczoru rozszalała się okropna burza. Siedzieliśmy w domu, a on nagle wstał i powiedział, że idzie po mleko. W taką pogodę? Uparł się. A gdy wrócił... zemdlał. Wkrótce potem zaczęły znikać pieniądze z mojego portfela. A potem z naszego wspólnego konta. Później zniknęła biżuteria mojej mamy. Rodzice podejrzewali Wiktora. Widzieli, jak zmienia się w kompletnie inną osobę. I wtedy powiedziałam sobie, że czas spojrzeć prawdzie w oczy. Wystarczająco długo stosowałam wyparcie. Spytałam Wiktora, czy to on nas okradał i przyznał się do wszystkiego. Łykał leki najpierw raz w tygodniu, potem dwa razy w tygodniu, potem cztery, potem codziennie. To kosztowało, więc szukał sposobów na zdobycie kasy. Powiedział, że nie mógł przestać, ponieważ kiedy leki przestawały działać, czuł się okropnie. Miał wtedy wrażenie, że zaraz umrze. Spytałam, dlaczego nie powiedział mi wcześniej. Mogłam mu przecież pomóc. Moi rodzice są starej daty, więc ich zdaniem Wiktor nie był chory, tylko był kryminalistą i powinien iść do więzienia za to, że ich okradł. Kiedy mój tata miał już pewność, że to on zabrał biżuterię, spytał Wiktora, czy ma zadzwonić na policję, czy razem pójdą na posterunek. Wiktor zaczął się ubierać. Pomyślałam wtedy, że widzę go po raz ostatni i chciało mi się płakać. Z drugiej strony, chciałam, żeby poszedł do więzienia, bo bałam się, że umrze, z przedawkowania, jeśli nie zostanie zamknięty. Spędził w sumie dwa lata za kratkami. Odwiedzałam go. Przeszedł detoks i nie brał już leków. Był nawet taki moment, że podziękował mi, że powiedziałam ojcu, który zaprowadził go na policję. Nagle znów był tą samą osobą, którą był, kiedy się poznaliśmy. Dałam mu drugą szansę, ale myślę, że już zawsze będę pilnować przy nim swojego portfela. Po tych dwóch latach, ludzie zaczęli mówić, że wyglądam inaczej. Że moje oczy znów błyszczą. Fakt, nałóg mojego faceta wyssał ze mnie energię życiową i teraz powoli ją odzyskuję.

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj