W twoim świecie

Jak nie paść ofiarą porno – zemsty?

Zanim pstrykniesz sobie telefonem rozbieraną sesję zdjęciową albo nakręcisz sekstaśmę ze swoim ukochanym, chwilę się zastanów. Czy chcesz zobaczyć potem swoje wdzięki i miłosne ekscesy w internecie?

Monika Finotello

23kwietnia2019
Jak nie paść ofiarą porno – zemsty? fot. istock.com

Nagie zdjęcia w internecie

Wyobraź sobie, że wracasz z uczelni lub z pracy do domu, logujesz się do komputera, a w swojej skrzynce znajdujesz dziesiątki wiadomości od nieznajomych mężczyzn. Piszą, że jesteś „gorącą laską”, komentują każdy detal twojego ciała. Odbierasz także maile od przyjaciół, ostrzegających cię, że znaleźli twoje nagie zdjęcia lub sekstaśmę w internecie, na Facebooku albo na portalu erotycznym, razem z twoim nazwiskiem, e-mailem, adresem... Z sercem w gardle wchodzisz na podane strony i widzisz... siebie, zupełnie nagą, obnażoną dla całego świata... W ułamku sekundy masz wrażenie, że twoje życie się skończyło. Jakim cudem twoje „sekretne” fotki trafiły do sieci? I co będzie, jeśli zobaczą je ci, którzy nie powinni, twoi rodzice, wykładowcy albo szef? Myślisz, że to niewiarygodna historia, która przytrafi a się tylko lekkomyślnym gwiazdkom jak Paris Hilton czy Kim Kardashian, które mniej lub bardziej celowo wypromowały się dzięki swoim domowym sekstaśmom? Wcale nie, to zdarza się codziennie setkom, a nawet tysiącom kobiet w Polsce i na świecie. W czasach smartphone’a, iPada, aplikacji typu SnapChat czy Instagram oraz sextingu możesz łatwo paść ofiarą tzw. porno-zemsty, czyli rozpowszechniania bez twojej zgody twoich nagich zdjęć lub filmów o podtekście seksualnym. Zdobyć takie „obrazki” to właściwie żaden problem. Pewnie sama nie raz wysyłałaś swojemu chłopakowi różne mniej lub bardziej rozebrane „selfies”, żeby podkręcić temperaturę w waszym związku. Która z nas tego nie robiła? My, Polki, jesteśmy przecież coraz bardziej odważne: lubimy eksperymenty w sypialni, kochamy erotyczne gadżety, chętnie utrwalamy nasze „sekscesy” telefonem, aparatem czy kamerą. Według badań socjologicznych do sextingu przyznaje się ponad 40% młodych Polaków, a ponad 30% kręci domowe filmy pornograficzne. W ogniu namiętności łatwo jednak zapomnieć o wszelkich hamulcach bezpieczeństwa. Musisz zdać sobie sprawę, że szybko możesz stracić kontrolę nad swoim wizerunkiem. To, co ma być tylko dla twoich i jego oczu, mogą zobaczyć tysiące innych...

Roznegliżowane zdjęcia czy amatorskie filmy porno w telefonie czy w komputerze mogą stać się narzędziem zemsty, ktoś może je skraść i niecnie wykorzystać.

Wystarczy, że do twojego laptopa włamie się hacker albo twój telefon trafi w niepowołane ręce, co np. miało miejsce w przypadku Jennifer Lawrence, której nagie, prywatne zdjęcia skradzione z komórki wywołały niedawno furorę w sieci. Twoja podobizna może wylądować wszędzie: nie tylko na portalu społecznościowym, ale też np. na stronach porno czy agencji towarzyskich. I skąd wiesz, czy zostaniesz ze swoim chłopakiem na zawsze? A jeśli po rozstaniu twój eks zdecyduje się wrzucić twoje fotki do internetu? Wielu mężczyzn jednym kliknięciem niszczy w ten sposób życie swoich byłych ukochanych. – Co roku mamy sporo takich przypadków – potwierdza rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji inspektor dr Mariusz Sokołowski. – Najczęściej dotyczy to właśnie sytuacji, kiedy kobieta rozstaje się ze swoim partnerem, a on nie może się z tym pogodzić i z zemsty publikuje jej zdjęcia czy filmy w internecie lub rozpowszechnia je w inny sposób. Kiedy pewnego dnia 24-letnia studentka Kasia* (imię zostało zmienione, przyp. red.) dostała obraźliwego maila z załączonym filmem, na którym wdzięczy się naga do kamery, przybiera różne seksowne pozy, a potem sama sprawia sobie rozkosz, zamarła z przerażenia. Od razu domyśliła się, że nadawcą jest jej ekschłopak Andrzej, który namówił ją kiedyś do nakręcenia erotycznego filmiku. Od dawna nie mógł pogodzić się z ich rozstaniem, błagał ją, żeby do niego wróciła, a kiedy prośby nie skutkowały, zaczęły się wyzwiska i groźby. Ale tym razem przeszedł samego siebie... W e-mailu groził Kasi, że roześle ten film wszystkim jej znajomym i przyjaciołom, jeśli znowu nie będą razem. – Byłam przerażona – wspomina Kasia. – Zaczął mnie szantażować. Uparł się, że muszę do niego wrócić. Groził, że mnie zniszczy, że wszyscy zobaczą w sieci moje nagie ciało... Kiedy Kasia przestała odbierać od niego telefony, jej eks spełnił swoje groźby i wkrótce wszyscy jej znajomi na Facebooku, a także ich znajomi, otrzymali kompromitujący film. Niektórzy komentowali: „no, no, ale z ciebie ziółko”, inni otwarcie i w wulgarny sposób chwalili jej ciało, dyskutowali o jej seksualnych preferencjach, oferowali swoje usługi w sypialni...

Reklama

Naga zemsta - co to jest?

Robiąc research na temat porno-zemsty, nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że w internecie istnieje mroczny, tajemny, ohydny świat, w którym mężczyźni w okrutny sposób mszczą się na swoich ekspartnerkach, zadając im gwałt nie tylko poprzez umieszczenie ich nagiego wizerunku w sieci, ale także używając wobec nich najbardziej wulgarnego, rynsztokowego słownictwa, jakie można sobie wyobrazić. Przerażający trend na „revenge porn”, czyli „porno-zemstę” wywodzi się z USA, gdzie w 2010 r. złą sławę zyskał Hunter Moore, założyciel strony IsAnyoneUp. com, dzięki której zyskał miano „najbardziej znienawidzonego faceta w internecie”. Sam nazywał się „profesjonalnym rujnowaczem życia”. Na swoim portalu umieścił najpierw rozebrane zdjęcia swojej byłej dziewczyny z wulgarnymi podpisami, zachęcając innych mężczyzn, by poszli w jego ślady. – Ta k* cię rzuciła? – pytał internautów. – To teraz się na niej odegraj! Lawina ruszyła. Moore publikował setki nagich zdjęć i filmików kobiet wraz z ich szczegółowymi danymi: nazwiskami, zawodem, adresem, telefonem, profilem na Facebooku. Kompromitujące materiały przysyłali ich byli, żądni zemsty sfrustrowani i pełni gniewu faceci, którzy chcieli zniszczyć swoje ekspartnerki. – Sprawca porno-zemsty to zwykle mężczyzna zazdrosny, impulsywny i mściwy – mówi psychoterapeutka Anna Golan (annagolan.pl). – Zależy mu na wizerunku, zewnętrznych oznakach statusu. Odejście partnerki traktuje jako policzek, dlatego musi ją poniżyć, chce zniszczyć osobę, która w jego mniemaniu go nie doceniła. Taki mężczyzna myśli: „Nie mogę jej mieć? To będzie ją miał każdy w internecie!”. Portal IsAnyoneUp.com w szybkim czasie zyskał 30 mln użytkowników miesięcznie, a w sieci zaczęły mnożyć się podobne strony, które wprost ziały nienawiścią i mizoginistycznym nastawieniem w stosunku do kobiet, nazywanych obraźliwie „gnargoyles”, zasługującymi na to, by zostać wyśmiane i poniżone.

Cyberprzemoc - czy może zrujnować życie?

Upublicznianie bez zgody byłej partnerki intymnych zdjęć i nagrań jest formą gwałtu na jej publicznym wizerunku – mówi Anna Golan. – Kobiety, które doświadczyły tej formy przemocy, przeżywają ją tak jak gwałt na sobie. Jest to forma agresji, upokorzenia osoby, do której jeszcze tak niedawno mówiło się: „Kocham cię”... Przemoc w internecie bywa bardziej dotkliwa niż w realu, bo ofiarom cyberprzemocy wydaje się, że ich koszmar nigdy się nie skończy, że wszyscy zobaczą kompromitujące ich materiały, że nie ma miejsca, gdzie można poczuć się bezpiecznie... – Dzięki „uprzejmości” kolegów Andrzeja film wylądował na innych stronach internetowych. Byłam załamana – opowiada Kasia. – Zamknęłam się w domu, godzinami surfowałam w sieci, szukając stron ze „swoim” filmem, wysyłając maile do właścicieli portali z prośbą o jego usunięcie. Panicznie bałam się, że ten fi lm może obejrzeć jeden z moich profesorów z uczelni. Wstydziłam się wyjść do sklepu na osiedlu... Ofi ary porno-zemsty przechodzą przez piekło. Wiele z nich nie tylko zostało zawstydzonych i „obnażonych” przed przyjaciółmi, rodziną i znajomymi, ale także straciło pracę, stypendium czy status studentki. Zdarzało się także, że niektórym kobietom odbierano prawa do opieki nad dziećmi. A jak wykazują badania amerykańskiej organizacji Cyber Civil Rights Initiative, ok. 47% ofiar porno-zemsty myśli nawet o samobójstwie! Na świecie odnotowano już co najmniej kilkanaście takich przypadków.

„Najsłynniejszą” ofiarą była młodziutka Amerykanka Amanda Todd, która padła ofiarą cyberzemsty pewnego anonimowego internetowego prześladowcy. Po rozpowszechnieniu przez niego zdjęcia jej nagich piersi, 15-latka stała się ofiarą niewybrednych komentarzy internetowych trolli, była prześladowana w szkole. W końcu nie wytrzymała, wpadła w depresję, sięgnęła po narkotyki. W 2012 r. popełniła samobójstwo. W Polsce pewnie każdy pamięta sprawę 14-letniej Ani z Gdańska, która powiesiła się w 2006 r., kiedy jej koledzy z klasy rozpowszechnili film nagrany telefonem, na którym udają, że uprawiają z nią seks. Tak zemścił się na Ani jeden z nich, którego względy odrzuciła wcześniej. – Ja też myślałam, żeby z tym wszystkim skończyć – przyznaje Marlena* (imię zostało zmienione, przyp. red.), 28-letnia, atrakcyjna farmaceutka. – Planowałam, jakie tabletki połknę i ile. Nie miałam siły, żeby wstać rano z łóżka. Ludzie w moim miasteczku nie dawali mi żyć... Po studiach w Krakowie Marlena wróciła do rodzinnej miejscowości, żeby prowadzić tam aptekę. Ledwie zdążyła rozpakować walizki, zakochała się w bracie koleżanki. Jarek był kilka lat starszy od niej, charyzmatyczny, wygadany, świetny w łóżku. – Kiedy zaproponował, żebyśmy nagrali sekstaśmę, uznałam to za ekscytujący pomysł – mówi Marlena. – Teraz wiem, że to był największy błąd mojego życia... Gdy szalona namiętność lekko przygasła, Marlena spojrzała na swój związek nieco bardziej trzeźwo. Jarek poza sukcesami w sypialni nie mógł pochwalić się żadnymi innymi życiowymi osiągnięciami. Bez skrupułów żył na jej koszt, coraz bezczelniej ją wykorzystywał, więc w końcu postanowiła powiedzieć mu „Adieu”. – Wpadł w szał – opowiada Marlena. – Awanturował się. Nie chciał się wyprowadzić, więc wymieniłam zamki i spakowałam jego rzeczy... Tego Jarek nie mógł przeżyć. Kilka dni później, idąc do pracy, przeżyła szok. Cała ulica, przy której stała jej apteka, była oblepiona jej nagimi zdjęciami przedstawiającymi ją podczas miłosnego aktu. Twarz mężczyzny była zamazana, ale oczywiście od razu wiedziała, że to Jarek. Potem dowiedziała się, że jej fotkami zasypano także skrzynki mailowe jej przyjaciół i rodziny. Marlena doznała takiego wstrząsu emocjonalnego, że wylądowała w szpitalu. Była roztrzęsiona, musiała pójść na terapię.

Cyberprzemoc - dane statystyczne

Choć w Polsce pornozemsta od 2010 r. podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat, to jednak niewielka liczba kobiet decyduje się na wszczęcie oficjalnego postępowania. Wstydzą się, boją się publicznego „napiętnowania”, bo często czują się winne, że zgodziły się rozebrać przed kamerą. To błąd, bo nawet jeśli sama wysłałaś komuś pikantne zdjęcia, to nie wyraziłaś przecież zgody na ich rozpowszechnianie. A to przestępstwo! – Należy zgłaszać takie przypadki na policję – namawia rzecznik prasowy Mariusz Sokołowski. – Od razu zabezpieczamy dowody, czyli zamykamy stronę ze zdjęciem czy filmem. Podczas wywiadu z ofi arą ustalamy sprawcę albo sprawdzamy IP komputera, z którego zostały wysłane kompromitujące materiały. Często wystarczy tylko przesłuchanie sprawcy na policji, żeby zostały one wycofane z sieci, potem sprawa ma dalszy ciąg w sądzie... Kasia nie zgłosiła sprawy na policję, licząc, że w końcu wszystko ucichnie. – Wstydziłam się, w końcu sama dobrowolnie nakręciłam z Andrzejem ten film, pozowałam do zdjęć. Paradoksalnie czułam się winna... Po 2 latach przestała się już ukrywać, powoli odżywa. Ale każdy uśmieszek na ulicy rzucany w jej stronę wydaje jej się podejrzany... Wtedy pochyla głowę, kuli ramiona. Zastanawia się: czy ten facet widział moje piersi i pupę? Ale Marlena poszła w końcu na policję. – Jarek zniszczył życie nie tylko mnie, ale także mojej rodzinie – mówi. – Moja matka ciężko to przeżyła. Plotki, oszczerstwa pod moim adresem. Niektórzy pluli za mną na ulicy! Sąsiedzi, którzy znali mnie od dziecka, nagle przestali odpowiadać „dzień dobry”. Ignorowano mnie w sklepie. Odwrócili się ode mnie znajomi... Tylko Jarka nikt nie oczerniał. To on był w ich oczach „pokrzywdzony”, a ona ta zła, bo z nim zerwała... Po kilku miesiącach gehenny Marlena przeprowadziła się do Krakowa. Znalazła pracę, nową miłość. Nie ogląda się za siebie...

 

Cyberprzemoc - czyja wina?

Nie chcemy jednak, żebyś po przeczytaniu tego artykułu skasowała wszystkie swoje sexy fotki, a w odpowiedzi na pytanie twojego chłopaka, czy chcesz nakręcić z nim sekstaśmę, pokazała mu... środkowy palec ;-) Powinnyśmy zdawać sobie sprawę, czym grozi porno-zemsta, ale to nie powinno nas odstraszyć od nagrywania domowych sekscesów i pozowania w stroju Ewy dla ukochanego Adama. W końcu erotyczne selfie i sekstaśmy zostały ochrzczone mianem „miłosnych listów XXI wieku”. Kobiety nie mogą być potępiane za wyrażanie swojej seksualności. Nie słuchaj ludzi, którzy mówią, że jeśli zdecydowałaś się na roznegliżowane zdjęcia, to sama jesteś sobie winna, kiedy wylądują w internecie. Pamiętaj – to nie jest twoja wina, tylko sprawcy porno-zemsty i... Huntera Moore’a.

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj