W twoim świecie

Jak zdobyć pracę swoich marzeń?

Nie narzekaj (za bardzo) na swoją pierwszą pracę. Ścieżka kariery bywa kręta. I bardzo dobrze. Po drodze się uczysz i zdobywasz doświadczenie. Tylko... jak masz przetrwać na szlaku?

Katarzyna Lemanowicz

19kwietnia2019
Jak zdobyć pracę swoich marzeń? fot. istock.com

Znasz to uczucie? Patrzysz na zegarek. Odwracasz wzrok i zajmujesz się czymś innym. Godzinę później znów patrzysz na zegarek. I okazuje się, że wskazówka przesunęła się zaledwie o kilka minut. Tak właśnie się dzieje, kiedy siedzisz w pracy, której nie lubisz. Czas wlecze się niemiłosiernie. Po czym jeszcze poznasz, że wcale nie miałaś szczęścia, wygrywając interview? Z radością witasz katar i stan podgorączkowy, bo oznacza, że możesz wziąć zwolnienie. Godzinami przeglądasz oferty hoteli, biur podróży i linii lotniczych, bo tylko myśl o urlopie trzyma cię przy życiu. Wymyślasz gry i zabawy, które mają ci umilić czas od 9.00 do 17.00 (czy ile tam trwa twoja zmiana). Na przykład składasz samolociki z papieru i celujesz nimi do kosza. Okropne prace są... tak, masz rację, okropne. Ale też kluczowe dla twojej kariery. Naprawdę. Dzięki nim zdobywasz doświadczenie, uczysz się, wskakujesz na kolejne poziomy wtajemniczenia i, tak, tak, to właśnie dzięki nim znajdziesz w końcu stanowisko, które pokochasz całym sercem.

Praca marzeń - czyli jaka?

To może być call center banku, albo BOK księgarni wysyłkowej, albo recepcja w hotelu – są duże szanse, że twoja pierwsza praca wiąże się z odpowiadaniem na pytania klientów. I niektórzy z tych klientów są, ups, mało uprzejmi albo niespecjalnie inteligentni albo mają kłopoty z komunikacją. Ty natomiast musisz wykazać się zarówno uprzejmością, jak i inteligencją. I, oczywiście, musisz być też komunikatywna. Żeby zarobić na prąd, latte i abonament za smartfona. – Kiedy zaczynasz sprzątać bałagan w pokoju, może się okazać, że pod warstwą śmieci znajdziesz coś interesującego – uważa Michele Woodward, strateg kariery i autorka książki „I Am Not Superwoman: Further Essays On Happier Living”. – To samo dotyczy pracy, której nie kochasz. Odgarnij śmieci, a znajdziesz coś cennego. To coś cennego w dziale obsługi klienta to może być okazja, by nauczyć się czegoś pożytecznego. Na przykład empatii i cierpliwości, które przydadzą ci się na kolejnych etapach kariery.

Reklama

Jednak praca z klientem może też być bardzo uciążliwa. Amerykańska socjolog Arlie Hochschild z University of California w Berkeley przeprowadziła badania wśród stewardes linii lotniczych Delta. Wywnioskowała z nich, że panowanie nad emocjami przez wiele godzin dziennie (i uśmiechanie się do pasażerów nawet podczas turbulencji) jest... bardzo wyczerpujące emocjonalnie. Jeśli też tak czujesz i nienawidzisz już wszystkich swoich klientów, to znak, że... powinnaś się ewakuować.

Przystanek: praca niewolnicza Osiem godzin dziennie ułatwiasz komuś życie: stoisz przy ksero, parzysz kawę, odbierasz telefony i biegasz do parkomatu, dorzucając drobne, żeby szefowa, broń Boże, nie dostała mandatu. Słowem: „Diabeł ubiera się u Prady”. W wersji soft, jeśli twoja przełożona jest OK, a godziny pracy znośne, czy w wersji hardcore, jak w filmie z Anne Hathaway. Ale zanim odejdziesz, rzucając papierami (do kserowania), zatrzymaj się na chwilę refleksji. – Ta praca nauczy cię, jaką szefową na pewno nie chcesz być – tłumaczy Michele Woodward. – Pozwoli ci też wyrobić sobie zdanie na temat pracy w zespole i zarządzania. Gdy na własnej skórze przekonasz się, jak to jest, gdy ma się masakrycznie dużo obowiązków, będziesz miała jasny pogląd na temat podziału zadań w firmie. Prawdopodobnie przekonasz się też, jak dużo obowiązków to za dużo. I które zadanie z kolei sprawia, że pracownik... rzuca papierami.

Awans w pracy

Przystanek: stanowisko, które dobrze wygląda na papierze. Przypomina trochę tego chłopaka, z którym zerwałaś. Był idealny. Teoretycznie. Przystojny, dowcipny i tak dalej. Nie było jednak między wami chemii. Z tym stanowiskiem jest tak samo – jest zgodne z twoim wykształceniem, za niezłe pieniądze i w nienajgorszej lokalizacji. Mimo to okropnie się nudzisz i nie czujesz się w firmie ani spełniona, ani zmotywowana. Za każdym razem jednak, gdy chcesz odejść, powstrzymuje cię poczucie winy, w gruncie rzeczy, nie masz do czego się przyczepić. Niepotrzebnie cię to poczucie winy powstrzymuje. Zacznij szukać lepszego miejsca dla siebie. A póki co... – Zajmij się życiem prywatnym – radzi Michele Woodward. – Skoro praca jest taka sobie, nie musisz jej poświęcać 10 godzin na dobę. Zapisz się na warsztaty malarskie, uprawiaj rano jogging. I sprawdź, czy w innych działach fi rmy nie jest mniej nudno. Jeśli wydaje ci się, że tak – zaproponuj, że charytatywnie pomożesz w projekcie, który cię kręci. Nauczysz się czegoś nowego, a potem może poprosisz o przeniesienie.

Przystanek: punkt przesiadkowy. Lubisz swoją pracę. I ludzi, z którymi spędzasz dzień. I szefa. Ale... przestałaś się rozwijać. I nie masz szans na awans. Jeśli chcesz zmienić poziom: musisz odejść z firmy. Co teraz? – Przyjrzyj się osobom, które zajmują wyśnione przez ciebie stanowisko – podpowiada Woodward. – Dowiedz się, jakie umiejętności musisz jeszcze podszlifować i jakie certyfikaty zdobyć. A potem sama sobie zadaj pytanie, czy chcesz to zrobić i czy jesteś gotowa na kolejny szczebel. Jeśli tak podejmij odpowiednie kroki.

Podejmowanie deyzji

Za każdym razem, gdy bierzesz udział w rekrutacji, trzymaj się jednej, generalnej zasady. – Zwróć uwagę na trzy rzeczy: ludzi, możliwość rozwoju i pieniądze – radzi Woodward. – Jeśli przyjmujesz propozycję, która nie do końca ci się podoba, niech przynajmniej jedna z tych rzeczy będzie satysfakcjonująca. Jeśli pensja jest mała, może zdobędziesz ważne dla twojej kariery umiejętności? Gdy już to zrobisz – odejdziesz. Odchodząc, nie pal jednak za sobą mostów. Postaraj się rozstać z klasą. Bo nigdy nie wiesz, kogo jeszcze spotkasz na ścieżce kariery. I jakie będzie zajmował stanowisko...

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj