W twoim świecie

Cała prawda o mizoginii

Znasz mężczyznę, który nienawidzi kobiet? A może żyjesz z nim pod jednym dachem....

02marca2019
Cała prawda o mizoginii fot. istock.com

„Jeśli jesteś dziewczyną, musisz prowadzić grę. Możesz być ładna, słodka i seksowna, ale nie bądź zbyt mądra. Nie miej własnego zdania. A przynajmniej takiego, które narusza obecny stan rzeczy. No i nie starzej się. To grzech!” – mówi poruszona Madonna (Kobieta Roku magazynu Billboard), stojąc w rozkroku przed mikrofonem. Nie, jeśli feminizm polega na wypieraniu seksualności, ona nie będzie feministką. Chyba że jej inną, specjalną odmianą. Złą. No bo jak tu się nie wkurzyć „w obliczu jawnej mizoginii, seksizmu, ciągłego poniżania i nieustających obelg”?

Mam napisać o mizoginii. Nie dlatego, że Madonna. Nie dlatego, że Michał Żurawski, który w programie „Azja Express” przypomniał, że „kobiety są do rodzenia dzieci, stania w kuchni i bycia posłusznymi”. Dlatego, że jest XXI wiek. I że ona też wciąż tu jest. Mizoginia albo mizoginizm. W mailu do znajomej psycholożki pytam, czy zgłębiała kwestię. Nie, przyznaje, że nie znała terminu: „Sprawdziłam w internecie... przeszły mnie dreszcze. Imponujesz mi odwagą, że podejmujesz taki temat. Z niecierpliwością czekam na artykuł”. Odwaga? A niby czego tu się bać? Przecież to Oni się boją! Bo mizoginia to nienawiść, silne uprzedzenie wobec kobiet. Ale nietrudno się domyślić, że pod tą niechęcią skrywa się lęk. I to większy, niż mogłoby się wydawać.

NIC ZA DARMO

Wyobraź sobie, że twój mężczyzna ni stąd, ni zowąd zaczyna krytykować cię, ośmieszać, poniżać. Próbuje udowodnić, że jest lepszy. A już na pewno wie lepiej. Oskarża. Obwinia. Atakuje. Rywalizuje. Kontroluje. Manipuluje. Decyduje za ciebie, co wypijesz w kawiarni. A może „tylko” żartuje sobie z ciebie? Wzdycha i przewraca oczami, gdy o coś pytasz? Albo unika kontaktu wzrokowego, odpowiada półgębkiem... Kiedy pomaga ci przy samochodzie czy komputerze, daje do zrozumienia, że brakuje ci paru neuronów. Że nie poradziłabyś sobie bez niego. Na szczęście on jest blisko, gotów się poświęcić. W końcu całkiem urocze z ciebie stworzonko, choć o małym rozumku... Mizogin nie zawsze wytacza ciężkie działa: obelgi, napiętnowanie, rękoczyny. Bywa miły, usłużny, życzliwy. Tyle że jest w tym jakaś pobłażliwość, protekcjonalność. Coś, co na dłuższą metę mierzi. Zniesmacza. No dobrze, wyznanie. Sama miałam niedawno „ciekawe” doświadczenie. Chciałam wynająć mieszkanie na Sycylii i zwróciłam się o pomoc do znajomego Włocha. Okazał się bardzo skuteczny: w krótkim czasie znalazł duże lokum w dobrej cenie, z pełnym wyposażeniem. Zaoferował, że odbierze mnie z lotniska. Kupi wodę, owoce, ugotuje coś... Zaczęłam się zastanawiać, czy to aby nie za dużo. Zgłosiłam wątpliwości. Zostałam uspokojona: czyżbym zapomniała o gościnności południowców? Na miejscu gościnny kolega pomógł mi opanować kilka spraw techniczno- -logistycznych. Kapelusz do ziemi. W końcu jednak zakomunikowałam, że chcę być samodzielna, eksplorować miasto na własną rękę, zgubić się... Że dam radę. Wytknął mi, że mam problemy z przyjmowaniem. A przecież mężczyzna jest od tego, żeby dawać, kobieta – żeby przyjmować. Więc jeszcze kilka informacji, porad, sugestii, wskazówek, zaproszeń, zaleceń... Chciałam się odwdzięczyć, proponowałam różne rozwiązania, ale żadne go nie interesowało. Jakbym nie miała nic do zaoferowania... Wreszcie przyjął zaproszenie do restauracji. Ale nie pozwolił zapłacić. Nie dał mi szans, żebym wyrównała rachunki. Poczułam, że niewiele ma to wspólnego z dawaniem. Raczej z umniejszaniem, kontrolą. Któregoś dnia spotkaliśmy się w supermarkecie. Przy kasie zajrzał do mojej torby, skomentował zakupy (mrożona pizza, a fe!). Chętnie zamknęłabym tę znajomość, ale cóż, byłam wdzięczna... W końcu, niedługo przed moim wyjazdem, odsłonił karty. Powiedział, że mężczyzna (przynajmniej na południu) nie robi dla kobiety nic za darmo. Więc jeśli kobieta przyjmuje od niego wsparcie czy inne cenne dary, oznacza to, że gotowa jest odwzajemnić się w jedyny z możliwych sposobów. Przyjaźń z kobietą? Bzdura! Strata czasu. Mogę mu się odwdzięczyć tylko w łóżku. Pod koniec pobytu, żeby nie komplikować mu życia. Gniew. Oburzenie. Ale i współczucie. Bo jak bardzo trzeba nie lubić kobiet, jak bardzo trzeba się ich bać, żeby wciągać je w tak podstępną grę? Wiem – można by odnieść całą tę historię do Sycylii, zrzucić winę na miejscowe obyczaje, różnice kulturowe. Tylko że to nie był Sycylijczyk, a znajomi Sycylijczycy nie potwierdzili jego teorii. Ktoś zasugerował nawet, że powinien dostać „pizzę” (potocznie: w twarz). Ale i tak nie sięgnęłabym raczej po tę opowieść, gdyby nie to, że Polak, któremu zdałam relację z całego zajścia, podsumował: „A czego się spodziewałaś? Bezinteresownej przysługi? Jakie wy jesteście naiwne!”.

ZŁODZIEJKI FUJAREK

Czytam książkę „Mizoginia, czyli męska choroba”. Ważną. Napisaną przez mężczyznę (David D. Gilmore). Mówi wprost: większość mężczyzn, o ile są uczciwi wobec siebie, przyzna się do nieżyczliwych uczuć wobec kobiet. Podaje przykłady. Dużo przykładów. Z których wyłania się przerażający obraz walki płci. Przede wszystkim ciało kobiety – w wielu miejscach na świecie postrzegane jako źródło zagrożenia, zakażenia, ciemnych zakamarków i ciemnych mocy. Kobieta sprowadzająca na mężczyznę ciężkie choroby i kalectwo, wywołująca zarazy i epidemię, rozkład, gnicie i śmierć. Kobieta, przed którą trzeba barykadować się, chronić zasiewy, żywność i inne cenne przedmioty. Kobieta, z którą kontakt osłabia, niszczy (również z jej spódnicą czy sarongiem) i wymaga wypychania sobie nozdrzy liśćmi mięty (te plugawe wyziewy!). Kobieta z tym przerażającym, morderczym otworem między nogami, powodującym mdłości i – kto wie? – może uzbrojonym w zęby. Nazywanym bramą zła, wrotami diabła, paszczą krokodyla. Albo spluwaczką. Kobieta, po zbliżeniu z którą trzeba się długo oczyszczać. Aha, jej krew miesięczna to najsilniejsza trucizna na świecie! Kobieta-potwór. Demoniczna jak Lilith. Naiwna jak Ewa. Czy choćby Pandora. Wywołująca wojny jak Helena trojańska. Gilmore pisze też o jędzowatych żonach i heterowatych teściowych, o kłamliwych kochankach, pazernych matronach. O modliszkach, wampach i wampirzycach. Mity, stereotypy, ale też – wiadomo – religie. Demonizują cielesność kobiet. Oskarżają o sianie zła i zamętu (choćby obciążając winą za grzech pierworodny). Wytrząsają się nad niedoskonałościami „słabszej” płci, nakazują wstyd z samego faktu bycia kobietą i całkowite posłuszeństwo mężczyźnie. Czytam i włos mi się jeży. Ale pocieszam się, że to albo dawno, albo daleko. Te odległe miejsca to Nowa Gwinea, Amazonia, Półwysep Malajski, Birma, Indie, Iran... Aha, w Ghanie posądzone o czary kobiety są zabijane, okaleczane albo trafiają do tzw. obozów dla czarownic. No ale my tu przecież w cywilizowanym świecie. W którym co prawda czasem się komuś coś wymsknie, ale szybko zostaje zdementowane, odwołane, odkręcone: „Ja? Nie! Ja wcale tak nie myślę. Ani trochę!”. Potem wchodzę na forum. „Męskie” forum. I dopiero się zaczyna...

Reklama

JESTEŚCIE DNEM!

– Kobiety, ja was po prostu nienawidzę. Jestem nieśmiały i dlatego cały czas dostawałem kosza od każdej. Jestem mężczyzną i jestem z tego dumny. My tworzyliśmy cywilizację, naukę i technikę. Wy na mnie nie zasługujecie. – Uwielbiam po chamsku odezwać się do kobiety, nie przepuścić w drzwiach, obsztorcować o byle co. A najbardziej lubię to robić tym najładniejszym. – Strasznie nie cierpię tych ,,istot”. – Jesteście wypaczone. Nie macie wartości większej od kartofla na wpół zgnitego. – Słowo ,,fantastyczna” i ,,kobieta” to pojęcia wzajemnie sobie przeczące. – Dobrą kobietą, którą znam, to była tylko moja matka i też przebierała w chłopakach. – Większość kobiet to dno i zaraza. – Ja uważam, że większość kobiet to diabeł żyjący na ziemi. – Ja kobiet nienawidzę dlatego, że one mnie nienawidzą. Z wrogiem nie mogę iść na układ, pokój, zwłaszcza z mojej inicjatywy. Nie mogę z żadną odbyć stosunku seksualnego, bo to zhańbienie męskiej rasy. – Nikt nie skrzywdzi cię w życiu tak jak twoja matka. Syf, który wprowadzacie do świata, jest niewyobrażalny. Jesteście dnem. – Kiedyś całowałbym ziemię, po której chodziły. Teraz to nawet nie napiszę, bo admin by to ocenzurował. Było we mnie tyle miłości, pozostał lód w sercu i nienawiść. Poprawiam pisownię i gramatykę (nie wszędzie), cenzuruję, bo „admin” najwyraźniej nie czuł takiej potrzeby. Zaczynam rozumieć, dlaczego zaprzyjaźniona psycholożka wspominała o odwadze... Nie przyjmuję do wiadomości, że można w ten sposób myśleć. Aż tak, to nie! To patologia. Nie chcę więcej czytać. Chcę zachować szacunek i sympatię do mężczyzn. Chcę z kimś porozmawiać. Z kimś, kto powie mi, że to wszystko nieprawda. Może z jakąś koleżanką, na przykład mądrą Martą?

ROZPARTY I SKURCZONA

Marta chętnie podchwytuje temat. Poznała mężczyznę, który mówił o związku ze swoją „starą żoną”, że łączą ich już tylko podatki i wspólne mieszkanie. – Powiedział, że mogłabym się z tą „starą żoną” zamienić miejscami, udostępnić jej swoją kawalerkę. Na początku myślałam, że żartuje – nic między nami nie było. Był dużo starszy, nie podobała mi się ani jego fizjonomia, ani charakter, ani sposób bycia. Uznał, że gotów jest zaryzykować zmianę życia – nawet stracić na podatkach – bo mu się podobam. To znaczy nie do końca, jest pewien defekt, ale można temu zaradzić. Operacja plastyczna. Zaniemówiłam. Spuściłam wzrok. Eh, to dobre wychowanie – kończy. Ja też. – Kobieta musi być atrakcyjna – takie oczekiwania ma wobec niej mizogin. Taką wywiera presję – mówi Robert Palusiński, psychoterapeuta, specjalizujący się w pracy z parami. – Spotykam się z założeniem, że kobieta powinna być co najmniej „siódemką” w skali atrakcyjności, żeby zrównać się z mężczyzną, który w tej samej skali dostałby zaledwie trzy punkty. O atrakcyjnej kobiecie mówi się często „laska”. To mało wyszukany komplement, sprowadzający kobietę do roli gadżetu. Ale biada ci, jeśli tą laską nie jesteś! – A mężczyźni, którzy wieszają sobie kalendarze z tak zwanymi „gołymi babami”, nawet jeśli są w relacji partnerskiej? – dodaje Alicja Bednarska, trenerka rozwoju osobistego, prowadząca kobiece kręgi. – Czy to ma coś wspólnego z szacunkiem, uwielbieniem kobiecego ciała? I jak się ma do sporu na temat karmienia piersią w miejscach publicznych, bo niektórzy czują się tym widokiem zgorszeni? Objawy mizoginii mogą być różne. Ironiczne komentarze, niewybredne propozycje, dyskryminacja... Chęć dominacji. Albo nieśmiałość. – W pracy z parami takie rzeczy wychodzą dość szybko – przyznaje Robert Palusiński. – Widać, ile czasu zajmuje dana osoba swoją wypowiedzią, jaka jest siła głosu, argumentacji, jak siada. Widziałem taki filmik, nakręcony w metrze: mężczyzna siedzi rozparty, obok skurczona kobieta. Potem zamieniają się „rolami”, ona się rozpiera. Ludzie w wagonie reagują oburzeniem – to wykracza poza normę. Co jeszcze? Stawianie racjonalnego wnioskowania, dedukcji ponad emocjonalne wypowiedzi, którymi często posługują się kobiety. Protekcjonalny ton, określenia w rodzaju „lala”, „mała”, „głupia baba”, „durna pipa”, „histeryczka”... – Język odzwierciedla dyskryminację kobiet – zauważa Alicja Bednarska. – Brakuje w nim słów na określenie wielu kobiecych ról: „posłanka”, „ministra” wciąż brzmią nieco dziwnie... Ostatnio usłyszałam o braterstwie kobiet – dla mnie jest w tym zalążek lekceważenia, umniejszania. Przekonanie, że tylko męska przyjaźń jest ważna, a kobiety spotykają się w błahych sprawach, pewnie na plotki i intrygi. Nie bez powodu mówi się „stawiać sprawę po męsku”... „Siostrzeństwo” kojarzy się niektórym z siostrami zakonnymi albo lesbijkami. Czasem same się w tym gubimy. Mężczyzna mówi o nas „moja kobieta” i unosimy dumnie głowę, nie zastanawiając się, ile w tym zaborczości, potrzeby posiadania. Słyszymy „mój ty kochany głuptasku” i koncentrujemy się na tym, że kocha, przymykając oczy na resztę. Albo – co więcej – wzdychamy: „Och, jaka ja jestem głupia, niezaradna. Gdyby nie ty...”. – Bywa, że kobieta wpycha mężczyznę w pewne role, buduje podziały – twierdzi Robert Palusiński. – Mówi: „Ty jesteś od tego, żeby zarabiać, ja zajmę się całą resztą”. Żyjemy w fazie zmian, stary model się przeżył, nowy jeszcze nie wykształcił. Mężczyźni starają się utrzymać stare role, bo są dla nich korzystne, budują ich tożsamość. Kiedy pytam faceta, co znaczy dla niego być mężczyzną, odpowiada kim nie jest: „To, że nie jestem babą”. Tak, mizoginizm podtrzymuje tożsamość mężczyzn. To zresztą jedna z jego przyczyn.

ZA MAŁY, ZA KWAŚNA

Dobrze, trochę o przyczynach. Bo właściwie skąd ta nienawiść i strach, skoro kobiety uchodzą za słabsze? Wielu psychologów na pierwszym miejscu stawia kompleks Edypa i związany z nim lęk kastracyjny. Przypomnijmy: w wieku 4-6 lat chłopiec odczuwa pożądanie seksualne wobec matki i strach, że ojciec w odwecie pozbawi go penisa. Freudyści nie mają złudzeń: to główny powód niechęci do kobiet i niezdrowego zainteresowania ich anatomią. Dla chłopca wagina jest jak przerażająca rana... Pod tę teorię można podłączyć inne: że perfidna, edypalna matka budzi w chłopcu przekonanie o okrucieństwie kobiet. Albo że czuje się on pogardzany z powodu rozmiarów swojego członka – za małego dla matki – boi się zostać wessanym, pochłoniętym... Jest też teoria psychicznego uzależnienia, które pozostaje w świadomości chłopca z okresu niemowlęcego. Patriarchalne społeczeństwa podtrzymują to uzależnienie – mężczyznom nie wypada nawet gotować. Sęk w tym, że tak silna zależność powoduje poczucie zagrożenia, gniew... Aha, Gilmore przytacza jeszcze tzw. teorię kwaśnych winogron. Zakłada ona, że mężczyźni odczuwają potrzeby seksualne znacznie silniej niż kobiety. Pragną osiągnąć całkowite zaspokojenie, a jednocześnie – cóż – zdają sobie sprawę, że to niemożliwe. Więc złoszczą się na kobietę – że taka podniecająca. Że nie daje im, czego pragną. I szukają, co z nią nie tak... Potem dowiadujemy się na przykład, że ktoś gdzieś (dokładniej Anglik w Kalifornii) zabił sześcioro ludzi, a potem siebie. Ofiarami były znienawidzone kobiety, które nie chciały uprawiać z nim seksu i mężczyźni, którym udało się zaskarbić ich względy. Tak, jest w tym dużo ambiwalencji.

Kobieta-dziwka. Kobieta-święta. Anioł i diablica. Przekleństwo mężczyzny i jego zbawienie. Jest wrogość i uwielbienie. Miłość i nienawiść. Degradacja i idealizacja. Odraza, której towarzyszy silny pociąg. Dość powiedzieć, że w pewnych rejonach globu – właśnie tam, gdzie lęk przed kobiecością jest największy – mężczyźni odprawiają rytuały naśladujące miesiączkę, ciążę i poród (chcą doświadczyć tego, co czują za sprawą swojego ciała kobiety). I że (chyba wszędzie!) chętnie się za nie przebierają. David D. Gilmore uważa, że właśnie te skrajne uczucia i związane z nimi napięcie są głównym źródłem mizoginii. Że wszystko sprowadza się do wewnętrznych konfliktów. Wreszcie – że mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, nienawidzą przede wszystkim siebie. Swoich żeńskich cech. – To nawet nie chodzi o lęk przed wyrażeniem tych cech, bardziej o to, że jeśli zacznę je wyrażać, przestanę być męski, twardy. No i stanę się babą. Albo gejem – tłumaczy Robert Palusiński. – Jest to tak mocno zakorzenione w kulturze, że mężczyźni traktujący kobiety z wyższością często nie są świadomi tej postawy. To jak oddychanie powietrzem, którego nie widać. Rozwiązanie? Palusiński mówi o empatii. O tym, żeby pomóc mężczyźnie wczuć się w sytuację kobiety. Poprosić, by wyobraził sobie, jak to jest iść w nocy przez park w krótkiej spódnicy. Nie nawracać, nie pouczać – to budzi opór. – Mężczyznom niekoniecznie chodzi o wykorzystywanie swojej pozycji, tego, że kulturowo mają łatwiej. Oni po prostu pewnych rzeczy nie czują, nie zastanawiają się nad nimi – twierdzi psychoterapeuta. – Zamiast się oburzać, obrażać, dążyć do konfrontacji, kobieta może uświadomić mężczyźnie wiele spraw, wzbudzając w nim wrażliwość i empatię. Fakt, on się tych cech boi... Ale docelowo chodzi o to, żeby je zaakceptował. Alicja Bednarska też jest za dialogiem, uświadamianiem, ale uważa, że na pewnym etapie nie obędzie się bez walki o własne prawa. – Kobiety nie są stworzone do oddawania ciosów, do rywalizacji. Mają tworzyć siatkę połączeń, a nie rozpychać się łokciami. Tylko że dopóki nie powiedziały „basta”, nie upomniały się o swoje, nikt się nimi nie przejmował. Być może będą musiały jeszcze trochę pokrzyczeć i powygrażać pięścią. Dopiero później będzie możliwa współpraca. Przypomina mi się scena z „Notting Hill”: Julia Roberts słyszy seksistowskie obelgi pod swoim adresem, wygłaszane w restauracji przez grupę mężczyzn. Podchodzi do ich stolika i wyrzuca z siebie: „Nie mieliście złych myśli. Zwykłe pogaduszki. Macie fiuty jak fistaszki”. A potem karci samą siebie: „Nie powinnam była tego robić. Byłam porywcza i głupia”. To tak nieładnie reagować... Ale może rzeczywiście coś się zmienia? Przynajmniej w prawodawstwie. Nie u nas, w Nottinghamshire (Wielka Brytania), gdzie mizoginia uznana została za „przestępstwo z nienawiści”. Od lipca niewybredne zaloty czy zaczepki podlegają stosownym karom. Tymczasem David D. Gilmore ostrzega: nie łudźcie się. Mężczyźni zawsze pozostaną rozdwojeni, jeśli chodzi o ich odczucia wobec seksu i kobiet. Ważne, by te skrajne uczucia przyjąć, oswoić. Tak to już jest z najsilniejszymi emocjami – zwykle mają dwoisty charakter... – Na pewno musimy dążyć do wyrównania pozycji, mężczyźni będą musieli coś oddać. Jako cywilizacja nie mamy szans, jeśli nie będziemy szli w tym kierunku – podsumowuje Robert Palusiński. I przytakuje Gilmore’owi: – Naiwnością byłoby dążyć do idealnej proporcji, harmonii, świat oparty jest na grze przeciwieństw, one zawsze będą ścierać się ze sobą. Cała zabawa polega na umiejętności pracy z różnicami, z konfliktem. Jak powiedział Jung, nie chodzi o to, żeby zniknęły konflikty, tylko o to, jaki mamy do nich stosunek. Jak się w nich odnajdujemy.

Sygnały świadczące o tym, że on może być mizoginem i co ty możesz na to...

– Czasem traktuje cię z uwielbieniem, a czasem z pogardą. Pomóż mu to zauważyć. Spytaj, kim dla niego jesteś. O co mu chodzi.

– Mówi do ciebie per „wy” (np. „wy tak macie”). Zwróć mu uwagę, że chyba pomyliły mu się epoki. Przypomnij, że jesteś jedna, jedyna. Wyjątkowa. Inne mają prawo być inne.

– Rywalizuje z kobietami, robi im na złość. Spytaj, w co gra.

– Opiekuje się tobą w sposób, który sprawia, że czujesz się nieporadna, niezgrabna, niedouczona i w ogóle „nie taka”. Wybrakowana i deficytowa. Pamiętaj, że możesz przyjąć z godnością pomoc, ale możesz też podziękować i wybić się na niepodległość.

– Opowiada ciężkie żarty na temat kobiet. Powiedz mu wprost, że to nieśmieszne. – W pewnych sytuacjach wyraźnie lepiej obchodzi się z mężczyznami: dotrzymuje danych im obietnic, nigdy nie spóźnia się na spotkania z nimi. Co innego, kiedy ma do czynienia z kobietą. Zapytaj, czy to przypadek...

– Nie patrzy ci w oczy. Po prostu poproś, żeby to zrobił.

– Wygłasza „specjalistyczne” opinie na temat twojej fizjologii. Wie, jak działa PMS i menstruacja, co ci robią hormony, miesiączka. Niby troskliwy, a traktuje cię z góry. Podziękuj. Stanowczo.

– W łóżku dba tylko o siebie, ignoruje twoją potrzebę pieszczot, grę wstępną, chce być „obsługiwany”. Powiedz „teraz ja”, wyraź swoje życzenia. – Kończy znajomość SMS-em. A ty? Czujesz ulgę.

Artykuł premierowo ukazał się w numerze 02/2017 Cosmopolitan

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj