W twoim świecie

Mój mąż wymiękł po naszym ślubie, czyli jak może się zmienić życie po... ŚLUBIE!

Bo okazało się, że poza imprezą weselną, sprytnymi hashtagami i podróżą poślubną, jest coś jeszcze. I to „coś jeszcze” nie zawsze spełnia nasze oczekiwania.

17grudnia2018
Mój mąż wymiękł po naszym ślubie, czyli jak może się zmienić życie po... ŚLUBIE! fot. istock.com

Wróciliśmy z miesiąca miodowego i zaczęło się... „No i jak życie małżeńskie?” – pytali bliżsi i dalsi znajomi. Przed ślubem mieszkaliśmy ze sobą rok, a trzy lata w sumie byliśmy parą. Gdy ludzie pytali: „Jak to teraz jest?”, odpowiadałam z entuzjazmem, że wspaniale, ale mój mąż nie wydawał się zachwycony. „Jest tak samo” odpowiadał sucho. Tak jakby ślub był nieważnym detalem w jego życiu, o którym zamierzał szybko zapomnieć. Na początku uważałam, że jego reakcja jest nawet zabawna. Jednak pewnego wieczoru, dwa miesiące po ślubie, zorientowałam się, że coś jest nie tak. Bardzo nie tak. Poszliśmy na drinka z przyjaciółmi i usłyszałam, jak mój małżonek mówi do swojego kumpla: „Trochę za wcześnie się ustatkowałem po ostatnim rozstaniu”.

Zaraz, zaraz, chciał przez to powiedzieć, że za szybko podjęliśmy decyzję? Że nasz ślub był błędem?

Reklama

W głębi duszy wiedziałam, że coś się między nami zmieniło i to nie w sposób, w jaki chciałam, żeby się zmieniło. Mój mąż zrobił się lekko wycofany, mniej czuły i mało komunikatywny. Gdyby nie to, że byliśmy małżeństwem, pomyślałabym, że myśli o rozstaniu. Ale mój mąż to nie był jakiś koleś, z którym dopiero co zaczęłam randkować. W obecności 300 osób składał mi przysięgę małżeńską! Zanim dotarliśmy do domu, byłam już na granicy płaczu. Ledwo weszliśmy przez drzwi, zażądałam wyjaśnień.

Czy żałował tego, że się pobraliśmy?

Spojrzał na mnie zmieszany. – Powiedziałeś, że za wcześnie się ustatkowałeś – przypomniałam mu. – A kiedy ludzie pytają, jak ci się podoba życie małżeńskie, odpowiadasz „jest tak samo”, tak jakbyś był tym rozczarowany. Łzy popłynęły i panika ścisnęła moją klatkę piersiową. Dopóki trzymałam swoje wątpliwości w tajemnicy, mogłam je ignorować. Ale teraz wypowiedziałam je na głos. – Ale przecież nic się nie zmieniło – bronił się mój mąż. – Podjąłeś największe zobowiązanie swojego życia – to była moja odpowiedź. – Jak możesz być tak zblazowany? Chciałam wiedzieć, dlaczego się wycofał i traktuje mnie na dystans. Przecież świeżo poślubieni nie tak się zachowują! Nawet jeśli zamieszczanie wspólnych selfie na Insta nie jest w jego stylu, mógł się przynajmniej uśmiechać, gdy ktoś pytał o miesiąc miodowy. Ale kiedy tak zaczęliśmy rozmawiać, zdałam sobie sprawę, że on zapewnia wszystkich, że nic się nie zmieniło, bo okropnie boi się zmian. – Byłem intelektualnie przygotowany do tej decyzji – przyznał. – Ale emocjonalnie nie miałem pojęcia, co oznacza dla mnie przysięga, dopóki jej nie wypowiedziałem na głos przy tylu świadkach. Zakręciło mi się w głowie. Jak to możliwe, że ja wiedziałam dokładnie, w co się pakuję, a on nie miał pojęcia? Byłam zszokowana i zła mniej więcej w tym samym stopniu. – Wcześniej wszystko było odwoływalne – kontynuował mój ślubny. – Teraz jest ostateczne i to bardzo intensywne dla mnie doświadczenie.

Ale decyzja o małżeństwie powinna przecież być ostateczna, prawda?

Zaczęłam zastanawiać się, dlaczego myśl „na zawsze” specjalnie mnie nie rusza. Nadal myślałam o swoim życiu, jak o swoim życiu. Po ślubie ja to ciągle byłam ja, tylko że teraz miałam męża. Zauważyłam jednak, że on trzymał się mnie bardziej kurczowo niż wcześniej. Kiedy chcę wyjść z imprezy czy spotkania z przyjaciółmi, on się ubiera i idzie ze mną. Wcześniej, gdyby tylko miał ochotę, imprezowałby dalej. Tak jakby sam narzucił sobie nowy reżim, zgodny z tym jak, jego zdaniem, powinno się funkcjonować w małżeństwie. Ja całe lata myślałam o tym, jak w przyszłości mogłoby wyglądać moje małżeńskie życie. On, jak większość facetów, nie poświęcił temu ani chwili. – Wiesz, bo ja nie chcę męża, który nie ma własnego życia towarzyskiego – tłumaczyłam. I zobaczyłam ulgę na jego twarzy. – Wychodź z chłopakami, jeśli masz ochotę, i siedź sobie z nimi aż do zamknięcia baru – jeśli tylko chcesz. I zaczął tak robić. Wciąż dużo czasu spędzaliśmy razem, ale co kilka tygodni on planował coś ze swoimi kumplami. W tym czasie ja spotykałam się z przyjaciółkami albo zamawiałam jedzenie i oglądałam seriale. I wtedy coś się zaczęło zmieniać między nami. Przede wszystkim, wróciło to samo poczucie bliskości, które mieliśmy przed ślubem. Im więcej czasu mój mąż spędzał z przyjaciółmi, tym szczęśliwszy był jako mąż.

Życie randkowe, z całą swoją nieprzewidywalnością i melodramatami, może i jest ekscytujące, ale też stresujące.

Więc choć mój mąż cenił sobie wolność, był też gotów na coś innego. A poza tym, jak sam zauważył, mógł chodzić na randki ze mną. Kiedy myślę o jego poślubnym kryzysie, przyznaję mu trochę racji: nigdy nie wiesz, jak będzie wyglądało twoje małżeństwo, dopóki się w nim nie znajdziesz. A nawet jak już się w nim znajdziesz, nie wiesz, jak będzie za rok, za 5 lat, za 50. To jak wyprawa w Himalaje. Roztacza się przed tobą coś ogromnego, ale nie wiesz co, dopóki nie ruszysz na trekking. To trochę przerażające, ale też intrygujące. Po 4 latach małżeństwa wiem, że jeszcze coś nas czeka. Nasz synek ma teraz 5 miesięcy. Obserwując, jak mój mąż staje się ojcem, odkrywam w nim nowe aspekty jego osobowości. To przyjemne, choć nasze życie bywa teraz dość wyczerpujące. Raz na jakiś czas przejmuję dyżur w zmienianiu pieluch, żeby mój facet mógł wyjść z kumplami. I wiem, że on niedługo zrobi to samo dla mnie.

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj