W twoim świecie

Zazdrość może umocnić związek!

Tylko trzeba nauczyć się ją menedżerować – a wtedy czeka cię nowa energia w relacji.

02grudnia2018
Zazdrość może umocnić związek! fot. istock.com

Dwie godziny temu jeszcze wszystko było w porządku. Jasne, że on może iść sam na służbową imprezę. Nie, nie szkodzi, że będzie też jego atrakcyjna koleżanka z pracy. Ale potem włączyło się kino w głowie: jej dłoń na jego ramieniu, alkohol, który pozbawia zahamowań... Umysł karmiony zazdrością jest bardzo kreatywny. Wymyśla scenariusze jak z najgorszych horrorów. A potem przychodzi olśnienie: to tylko film! W realu jest wszystko OK.

I wtedy zaczynamy się wstydzić swoich neurotycznych zachowań. Powinnyśmy? Wyniki badań z uniwersytetu Delaware pokazały, że zazdrość potrafi nieźle namieszać w naszej głowie. Szybkość reakcji znacznie się pogarsza, gdy jesteśmy pod wpływem tego bolesnego uczucia. Chyba żadna z nas go nie lubi. Sygnalizuje, że równowaga w związku została zachwiana. Ale... jak się okazuje, zazdrość ma też zalety. Jeśli generalnie ufasz partnerowi, odrobina niepewności ożywia związek.

 

WIĘCEJ OGNIA

No bo nie ma co ukrywać: mężczyznę, który już ci się trochę opatrzył, widzisz nagle w nowej odsłonie. W domu być może denerwuje cię jego bałaganiarstwo i fałszowanie pod prysznicem, ale kiedy na imprezie zainteresuje się nim sama Miss Supersexy, znów dostrzegasz w nim tego atrakcyjnego faceta, w którym się zakochałaś. Kiedy pojawia się strach, że możesz go stracić – zaczynasz pragnąć go bardziej. To intensyfikuje emocje w waszej relacji. Efekt uboczny: masz większą ochotę na seks, bo chciałabyś wzmocnić więź i poczucie bliskości z partnerem tak, żeby nie miał ochoty odchodzić. Harald Oberbauer, który zajmuje się tematem zazdrości na uniwersytecie w Innsbrucku, podkreśla jeszcze jeden aspekt: – Wiele osób czuje wręcz dumę, że ich partner budzi zainteresowanie, bo dzięki temu podnosi się ich własna wartość – zauważa psychiatra. – Między innymi z tego powodu ludzie w stałych, długoletnich związkach interesują się klubami swingersów.

DOWODY UCZUĆ

Niektórzy terapeuci uważają, że zdrowa, silna miłość (do siebie i partnera) wyklucza zazdrość, która jest sygnałem niskiej samooceny. Ale z drugiej strony… gdy boimy się, że rywalka odbije nam ukochanego, świadczy to chyba o tym, że ten ukochany jest... ukochany. Według badań Haralda Oberbauera, zazdrość zna 98% z nas. – Podejrzany jest dla mnie raczej ktoś, kto głosi, że to uczucie jest mu obce – wyznaje psychiatra. – Prawdopodobnie taka osoba nie jest zdolna wejść głęboko w związek.

Jego zdaniem zazdrość jest znacznie bardziej wiarygodnym dowodem miłości niż deklaracje „Kocham cię” przez WhatsApp czy kwiaty na walentynki. Bo pojawia się nie wtedy, gdy planujemy powiedzieć komplement ukochanej osobie, ale zupełnie spontanicznie. I komunikuje: nie chcę cię stracić. – Wysyła sygnał, że nam bardzo zależy na partnerze, że jest dla nas ważny – dodaje psychoterapeuta Justyna Rokicka, współzałożycielka portalu szukamterapeuty.pl. – Zazdrość może więc być motywacją do rozwoju otwartej komunikacji i budowania bezpiecznej więzi.

KONKURENCJA MOBILIZUJE

Jak w biznesie: rywalizacja na rynku sprawia, że pracujemy lepiej. Pobudza nas do ulepszania produktu (w tym wypadku: siebie samych). Bo w relacji, w której nie czujemy zazdrości, trochę się rozleniwiamy. I zamiast zaplanować kreatywnie wieczór, znów spędzamy go na kanapie przed telewizorem. Na początku związku pokazujemy się z najlepszej strony, ale mniej więcej po trzech latach już nie mamy takiej potrzeby. Wymagamy od partnera, by zaakceptował nasze wady, skoro my akceptujemy jego. Zazdrość sprawia, że znów nam się chce postarać. Coś ugotować, założyć szpilki czy nawet odłożyć smartfona i uważnie wysłuchać, jak partnerowi minął dzień. Zachować się tak, jak zachowałaby się „ta inna”, gdyby chciała uwieść nam faceta. Takie wyzwanie może być nawet przyjemne…

UPS, MAMY PROBLEM

Zazdrość pełni jeszcze dwie ważne role w związku. Po pierwsze, pokazuje granicę, której partnerowi nie wolno przekroczyć, po drugie – działa jak system ostrzegawczy. Sygnalizuje, że w związku coś przestało działać. Jeśli się pojawia, można sobie zadać pytania dodatkowe: czy przypadkiem relacja w ostatnich czasach nie spadła w dół na waszej liście priorytetów? Pojawiły się kłótnie? Byliśmy za bardzo skoncentrowani na pracy i życiu codziennym? – Zazdrość to sygnał, że mamy trudności z komunikacją i że jest zachwiane nasze poczucie bezpieczeństwa – tłumaczy Justyna Rokicka. Jeśli zauważyłaś, że tak się stało w twoim związku, zadbaj o to, co Harald Oberbauer nazywa „wyspą miłości”. Chodzi o drobne gesty, którymi partnerzy okazują sobie uczucie: trzymanie się za ręce podczas spaceru, mówienie sobie miłych rzeczy, spędzanie co rano kilku minut razem. Słowem – budowanie wspólnego terytorium, które jest bezpieczne przed atakami z zewnątrz. Wtedy zazdrość powinna zniknąć, a przynajmniej się zmniejszyć. To ważne, bo w zbyt dużej dawce – szkodzi. – Może zrujnować nasze życie i nasz związek – mówi Justyna Rokicka. – Nadmierna zazdrość niszczy łączącą dwie osoby więź. Oddala od siebie partnerów. Ciągłe naciskanie powoduje reakcję obronną, czyli wycofywanie się, unikanie kontaktu, a nawet ukrywanie przed nami informacji, by nie narażać się na dalsze ciosy z naszej strony. Powoduje to wzrost naszej podejrzliwości, ból i coraz większą złość. Jest to błędne koło komunikacji, które niszczy związek.

REALNE ZAGROŻENIA

Zazdrość powoduje też, że przyklejamy się do partnera, bo chcemy go mieć na oku. Ale taka kontrola prowadzi do frustracji, a gdy nie mamy własnego kręgu przyjaciół ani własnych zainteresowań – przestajemy się rozwijać i przestajemy być interesujący dla siebie nawzajem. I tracimy okazję, by za sobą zatęsknić. Miłość potrzebuje przestrzeni. Żeby stworzyć taką przestrzeń – wyjdź gdzieś czasem ze swoimi znajomymi i pozwól na to samo partnerowi. Nie przejmuj się, że on na bizneslunchu spotka atrakcyjną koleżankę, a na imprezie karnawałowej będzie jego eks. Jeśli będzie i zaczną ze sobą flirtować, po prostu podejdź do partnera, weź go za rękę i oddalcie się ze strefy zagrożenia. Nie rób z tego problemu. Oczywiście, czasami zazdrość jest uzasadniona. Jeśli on o tej byłej często mówi – i to wszystko jedno, czy dobrze, czy źle – być może ich miłość jeszcze nie dobiegła końca. Zwróć mu uwagę, że powinien zamknąć ten rozdział w swoim życiu miłosnym, jeśli chce rozpocząć nowy z tobą. Koleżanka z biura też jest potencjalnym zagrożeniem (według badań więcej romansów nawiązuje się w pracy niż online). Jeśli wydaje ci się, że twój partner spędza z nią za dużo czasu – zbadaj temat. Przede wszystkim – poznaj rywalkę osobiście i zobacz, jak się zachowuje wobec twojego faceta (i on wobec niej). Zbytnia poufałość, dotykanie się, patrzenie sobie w oczy, ale również nerwowość czy wyraźny, jakby celowy dystans mogą sygnalizować, że łączy ich coś więcej niż biznes. Kilka pytań warto sobie zadać także wtedy, gdy potencjalnej konkurentki nie ma w pobliżu. Czy twój partner sprawia wrażenie nieobecnego duchem? Spędza dużo czasu ze swoim smartfonem? Całuje cię mniej czule niż zwykle? A gdy dostaje SMS-a, nie może ukryć uśmiechu? Jeśli zauważysz takie znaki, nie wściekaj się, ale spytaj go, co nie gra w waszym związku. Wcale nie musi spełnić się najczarniejszy scenariusz. Dopóki w związku jest dobra komunikacja, można podjąć wysiłek, by znów zbliżyć się do siebie. No i jeśli generalnie jesteś szczęśliwa w relacji i twój partner również wygląda na zadowolonego – nie ma potrzeby w środku nocy sięgać po telefon i pytać się: „Kochanie, gdzie jesteś?”. Jeśli wróci później, niż się spodziewałaś, następnego wieczora ty go gdzieś wyciągnij. I powiedz mu, jak się czułaś, gdy tak długo byłaś bez niego. – Nie atakuj partnera – radzi Justyna Rokicka. – Ujawnij głębsze uczucia, zaczynając rozmowę od komunikatu „ja”, np: „Ja czuję się niepewnie, gdy ty...”, „Boli mnie to, gdy nie wiem, co robisz, z kim jesteś...”, „Boję się, że nie jestem dla ciebie najważniejsza...”. Partner, słysząc szczere słowa, może zareagować większą uważnością, gotowością, by otwarcie o naszych obawach porozmawiać i zapewnić o swoich uczuciach. I może się okazać, że twoja zazdrość właściwie wyszła wam na dobre, bo doprowadziła do ważnej i intymnej rozmowy, po której będziecie się kochać jeszcze bardziej. Miłego wieczoru.

MASZ TĘ MOC!

Zazdrość często jest wynikiem tego, że brak ci wiary w siebie – mówi nasza ekspertka, Justyna Rokicka. I podpowiada, jak podnieść niebezpiecznie niską samoocenę.

Zidentyfikuj i zatrzymaj automatyczne, krytyczne myśli.

Gdy pojawia się w twojej głowie strach, że partner cię zdradza… co wtedy myślisz? I czy to, co myślisz, jest adekwatne do rzeczywistości czy raczej bezpodstawne? Dysfunkcyjne przekonania czy automatyczne krytyczne myśli napędzają lęk, niepewność i zatruwają naszą głowę. Pierwszym krokiem jest ich rozpoznanie, potem trzeba powiedzieć im „stop”.

Bądź dla siebie przyjaciółką

Przyjrzyj się sobie z dystansu, jakbyś patrzyła na osobę, której dobrze życzysz. Zauważ swoją wyjątkowość, mocne strony, atuty, umiejętności. Nazwij je i zapisz na kartce. Przeczytaj na głos – to są twoje zasoby, o których warto głośno mówić i pamiętać o nich każdego dnia. Dzięki takiej uważności na siebie, możesz zacząć traktować się z większym szacunkiem, troską, współczuciem i uwierzyć, że twój partner również to w tobie dostrzega i docenia!

Nie porównuj się

Jeżeli uzależnisz akceptację własnej osoby od opinii innych, sukcesów czy wyglądu, ciężko ci będzie poczuć trwałą, bezwarunkową radość ze swojego życia i tego, kim jesteś. Będziesz poszukiwać kolejnych testów i wyzwań, które pozwolą ci dobrze o sobie myśleć i wierzyć, że partner też tak myśli. Problem polega na tym, że ta pogoń nigdy się nie skończy... Przecież zawsze znajdzie się ktoś wyższy, szczuplejszy, mądrzejszy, zaradniejszy, bardziej dowcipny itd. Zawsze będzie można zrobić na kimś większe wrażenie czy udowodnić światu swoją wartość. Tylko po co? Nie da się być zawsze najlepszym w każdej dziedzinie.

Unikaj osób krytycznych. Naucz się mówić NIE i TAK

Jeśli w twoim otoczeniu są osoby, które ci źle życzą, podkopują twoją pewność siebie, podważają twoje kompetencje i czujesz się w ich towarzystwie „mniej ważna” – unikaj ich. Nie masz obowiązku bycia miłą i usłużną dla wszystkich. Świat się nie zawali, jeśli czasem tupniesz nogą i powiesz: „nie mam ochoty na…” albo: „proszę, nie mów do mnie w ten sposób, bo źle się wtedy czuję”. Równie istotna jest umiejętność mówienia „tak”, wyrażanie oczekiwań, potrzeb, pragnień. Na przykład: „Bardzo zależy mi na tym, abyś...”, „Czuję się dobrze, jak ty...”, „Oczekuję, że...”, „Sprawia mi radość, gdy...”.

Bądź w kontakcie ze swoimi uczuciami

Wszystkie emocje są w ciele. Zacznij zauważać, gdy: coś cię dusi w gardle, serce bije jak szalone, dłonie się zaciskają, masz kamień w żołądku. Dzięki uważności możesz rozszyfrowywać emocje, nazwać je i korzystać z nich, jak z dobrych drogowskazów do tego, co ci służy, sprawia radość, a co cię niszczy, blokuje. Nie ma złych emocji. Złość popchnie cię do działania, a smutek otworzy na radość.

Weź odpowiedzialność za swoje życie

Skończ z myśleniem typu: „mój partner jest podły... to wszystko wina tej kobiety... gdybym wreszcie schudła…”. Myśląc w ten sposób, stawiasz siebie w roli bezbronnej ofiary, która nie ma wpływu na swoje życie. Zmiana tu i teraz w dużym stopniu zależy od ciebie – poczuj się odpowiedzialna za swoje myśli, decyzje, jakie podejmujesz, lub uniki, jakie robisz (brak reakcji jest także reakcją). Przemyśl sobie, jaki ty sama masz wpływ na swoje otoczenie, swoje życie, zachowania i uczucia partnera. Zobacz swoją rolę w tym wszystkim i możliwości wprowadzenia zasady: chcę inaczej! Czy to, co robisz/ mówisz wzmacnia wasz związek czy niszczy go?

Jeśli te kroki są zbyt trudne lub nie przynoszą trwałych rezultatów, warto rozważyć psychoterapię. Specjalista pomoże ci zidentyfikować korzenie problemu i najczęstsze pułapki, w jakie wpadasz oraz... omijać te pułapki.

Dwie godziny temu jeszcze wszystko było w porządku. Jasne, że on może iść sam na służbową imprezę. Nie, nie szkodzi, że będzie też jego atrakcyjna koleżanka z pracy. Ale potem włączyło się kino w głowie: jej dłoń na jego ramieniu, alkohol, który pozbawia zahamowań... Umysł karmiony zazdrością jest bardzo kreatywny. Wymyśla scenariusze jak z najgorszych horrorów. A potem przychodzi olśnienie: to tylko film! W realu jest wszystko OK. I wtedy zaczynamy się wstydzić swoich neurotycznych zachowań. Powinnyśmy? Wyniki badań z uniwersytetu Delaware pokazały, że zazdrość potrafi nieźle namieszać w naszej głowie. Szybkość reakcji znacznie się pogarsza, gdy jesteśmy pod wpływem tego bolesnego uczucia. Chyba żadna z nas go nie lubi. Sygnalizuje, że równowaga w związku została zachwiana. Ale... jak się okazuje, zazdrość ma też zalety. Jeśli generalnie ufasz partnerowi, odrobina niepewności ożywia związek. Więcej ognia No bo nie ma co ukrywać: mężczyznę, który już ci się trochę opatrzył, widzisz nagle w nowej odsłonie. W domu być może denerwuje cię jego bałaganiarstwo i fałszowanie pod prysznicem, ale kiedy na imprezie zainteresuje się nim sama Miss Supersexy, znów dostrzegasz w nim tego atrakcyjnego faceta, w którym się zakochałaś. Kiedy pojawia się strach, że możesz go stracić – zaczynasz pragnąć go bardziej. To intensyfikuje emocje w waszej relacji. Efekt uboczny: masz większą ochotę na seks, bo chciałabyś wzmocnić więź i poczucie bliskości z partnerem tak, żeby nie miał ochoty odchodzić. Harald Oberbauer, który zajmuje się tematem zazdrości na uniwersytecie w Innsbrucku, podkreśla jeszcze jeden aspekt: – Wiele osób czuje wręcz dumę, że ich partner budzi zainteresowanie, bo dzięki temu podnosi się ich własna wartość – zauważa psychiatra. – Między innymi z tego powodu ludzie w stałych, długoletnich związkach interesują się klubami swingersów. Dowody uczuć Niektórzy terapeuci uważają, że zdrowa, silna miłość (do siebie i partnera) wyklucza zazdrość, która jest sygnałem niskiej samooceny. Ale z drugiej strony… gdy boimy się, że rywalka odbije nam ukochanego, świadczy to chyba o tym, że ten ukochany jest... ukochany. Według badań Haralda Oberbauera, zazdrość zna 98% z nas. – Podejrzany jest dla mnie raczej ktoś, kto głosi, że to uczucie jest mu obce – wyznaje psychiatra. – Prawdopodobnie taka osoba nie jest zdolna wejść głęboko w związek.

Jego zdaniem zazdrość jest znacznie bardziej wiarygodnym dowodem miłości niż deklaracje „Kocham cię” przez WhatsApp czy kwiaty na walentynki. Bo pojawia się nie wtedy, gdy planujemy powiedzieć komplement ukochanej osobie, ale zupełnie spontanicznie. I komunikuje: nie chcę cię stracić. – Wysyła sygnał, że nam bardzo zależy na partnerze, że jest dla nas ważny – dodaje psychoterapeuta Justyna Rokicka, współzałożycielka portalu szukamterapeuty.pl. – Zazdrość może więc być motywacją do rozwoju otwartej komunikacji i budowania bezpiecznej więzi. Konkurencja mobilizuje Jak w biznesie: rywalizacja na rynku sprawia, że pracujemy lepiej. Pobudza nas do ulepszania produktu (w tym wypadku: siebie samych). Bo w relacji, w której nie czujemy zazdrości, trochę się rozleniwiamy. I zamiast zaplanować kreatywnie wieczór, znów spędzamy go na kanapie przed telewizorem. Na początku związku pokazujemy się z najlepszej strony, ale mniej więcej po trzech latach już nie mamy takiej potrzeby. Wymagamy od partnera, by zaakceptował nasze wady, skoro my akceptujemy jego. Zazdrość sprawia, że znów nam się chce postarać. Coś ugotować, założyć szpilki czy nawet odłożyć smartfona i uważnie wysłuchać, jak partnerowi minął dzień. Zachować się tak, jak zachowałaby się „ta inna”, gdyby chciała uwieść nam faceta. Takie wyzwanie może być nawet przyjemne…

Ups, mamy problem Zazdrość pełni jeszcze dwie ważne role w związku. Po pierwsze, pokazuje granicę, której partnerowi nie wolno przekroczyć, po drugie – działa jak system ostrzegawczy. Sygnalizuje, że w związku coś przestało działać. Jeśli się pojawia, można sobie zadać pytania dodatkowe: czy przypadkiem relacja w ostatnich czasach nie spadła w dół na waszej liście priorytetów? Pojawiły się kłótnie? Byliśmy za bardzo skoncentrowani na pracy i życiu codziennym? – Zazdrość to sygnał, że mamy trudności z komunikacją i że jest zachwiane nasze poczucie bezpieczeństwa – tłumaczy Justyna Rokicka. Jeśli zauważyłaś, że tak się stało w twoim związku, zadbaj o to, co Harald Oberbauer nazywa „wyspą miłości”. Chodzi o drobne gesty, którymi partnerzy okazują sobie uczucie: trzymanie się za ręce podczas spaceru, mówienie sobie miłych rzeczy, spędzanie co rano kilku minut razem. Słowem – budowanie wspólnego terytorium, które jest bezpieczne przed atakami z zewnątrz. Wtedy zazdrość powinna zniknąć, a przynajmniej się zmniejszyć. To ważne, bo w zbyt dużej dawce – szkodzi. – Może zrujnować nasze życie i nasz związek – mówi Justyna Rokicka. – Nadmierna zazdrość niszczy łączącą dwie osoby więź. Oddala od siebie partnerów. Ciągłe naciskanie powoduje reakcję obronną, czyli wycofywanie się, unikanie kontaktu, a nawet ukrywanie przed nami informacji, by nie narażać się na dalsze ciosy z naszej strony. Powoduje to wzrost naszej podejrzliwości, ból i coraz większą złość. Jest to błędne koło komunikacji, które niszczy związek. Realne zagrożenia Zazdrość powoduje też, że przyklejamy się do partnera, bo chcemy go mieć na oku. Ale taka kontrola prowadzi do frustracji, a gdy nie mamy własnego kręgu przyjaciół ani własnych zainteresowań – przestajemy się rozwijać i przestajemy być interesujący dla siebie nawzajem. I tracimy okazję, by za sobą zatęsknić. Miłość potrzebuje przestrzeni. Żeby stworzyć taką przestrzeń – wyjdź gdzieś czasem ze swoimi znajomymi i pozwól na to samo partnerowi. Nie przejmuj się, że on na bizneslunchu spotka atrakcyjną koleżankę, a na imprezie karnawałowej będzie jego eks. Jeśli będzie i zaczną ze sobą flirtować, po prostu podejdź do partnera, weź go za rękę i oddalcie się ze strefy zagrożenia. Nie rób z tego problemu. Oczywiście, czasami zazdrość jest uzasadniona. Jeśli on o tej byłej często mówi – i to wszystko jedno, czy dobrze, czy źle – być może ich miłość jeszcze nie dobiegła końca. Zwróć mu uwagę, że powinien zamknąć ten rozdział w swoim życiu miłosnym, jeśli chce rozpocząć nowy z tobą. Koleżanka z biura też jest potencjalnym zagrożeniem (według badań więcej romansów nawiązuje się w pracy niż online). Jeśli wydaje ci się, że twój partner spędza z nią za dużo czasu – zbadaj temat. Przede wszystkim – poznaj rywalkę osobiście i zobacz, jak się zachowuje wobec twojego faceta (i on wobec niej). Zbytnia poufałość, dotykanie się, patrzenie sobie w oczy, ale również nerwowość czy wyraźny, jakby celowy dystans mogą sygnalizować, że łączy ich coś więcej niż biznes. Kilka pytań warto sobie zadać także wtedy, gdy potencjalnej konkurentki nie ma w pobliżu. Czy twój partner sprawia wrażenie nieobecnego duchem? Spędza dużo czasu ze swoim smartfonem? Całuje cię mniej czule niż zwykle? A gdy dostaje SMS-a, nie może ukryć uśmiechu? Jeśli zauważysz takie znaki, nie wściekaj się, ale spytaj go, co nie gra w waszym związku. Wcale nie musi spełnić się najczarniejszy scenariusz. Dopóki w związku jest dobra komunikacja, można podjąć wysiłek, by znów zbliżyć się do siebie. No i jeśli generalnie jesteś szczęśliwa w relacji i twój partner również wygląda na zadowolonego – nie ma potrzeby w środku nocy sięgać po telefon i pytać się: „Kochanie, gdzie jesteś?”. Jeśli wróci później, niż się spodziewałaś, następnego wieczora ty go gdzieś wyciągnij. I powiedz mu, jak się czułaś, gdy tak długo byłaś bez niego. – Nie atakuj partnera – radzi Justyna Rokicka. – Ujawnij głębsze uczucia, zaczynając rozmowę od komunikatu „ja”, np: „Ja czuję się niepewnie, gdy ty...”, „Boli mnie to, gdy nie wiem, co robisz, z kim jesteś...”, „Boję się, że nie jestem dla ciebie najważniejsza...”. Partner, słysząc szczere słowa, może zareagować większą uważnością, gotowością, by otwarcie o naszych obawach porozmawiać i zapewnić o swoich uczuciach. I może się okazać, że twoja zazdrość właściwie wyszła wam na dobre, bo doprowadziła do ważnej i intymnej rozmowy, po której będziecie się kochać jeszcze bardziej. Miłego wieczoru.

Masz tę Moc! – Zazdrość często jest wynikiem tego, że brak ci wiary w siebie – mówi nasza ekspertka. I podpowiada, jak podnieść niebezpiecznie niską samoocenę: Zidentyfikuj i zatrzymaj automatyczne, krytyczne myśli. Gdy pojawia się w twojej głowie strach, że partner cię zdradza… co wtedy myślisz? I czy to, co myślisz, jest adekwatne do rzeczywistości czy raczej bezpodstawne? Dysfunkcyjne przekonania czy automatyczne krytyczne myśli napędzają lęk, niepewność i zatruwają naszą głowę. Pierwszym krokiem jest ich rozpoznanie, potem trzeba powiedzieć im „stop”. Bądź dla siebie przyjaciółką Przyjrzyj się sobie z dystansu, jakbyś patrzyła na osobę, której dobrze życzysz. Zauważ swoją wyjątkowość, mocne strony, atuty, umiejętności. Nazwij je i zapisz na kartce. Przeczytaj na głos – to są twoje zasoby, o których warto głośno mówić i pamiętać o nich każdego dnia. Dzięki takiej uważności na siebie, możesz zacząć traktować się z większym szacunkiem, troską, współczuciem i uwierzyć, że twój partner również to w tobie dostrzega i docenia! Nie porównuj się Jeżeli uzależnisz akceptację własnej osoby od opinii innych, sukcesów czy wyglądu, ciężko ci będzie poczuć trwałą, bezwarunkową radość ze swojego życia i tego, kim jesteś. Będziesz poszukiwać kolejnych testów i wyzwań, które pozwolą ci dobrze o sobie myśleć i wierzyć, że partner też tak myśli. Problem polega na tym, że ta pogoń nigdy się nie skończy... Przecież zawsze znajdzie się ktoś wyższy, szczuplejszy, mądrzejszy, zaradniejszy, bardziej dowcipny itd. Zawsze będzie można zrobić na kimś większe wrażenie czy udowodnić światu swoją wartość. Tylko po co? Nie da się być zawsze najlepszym w każdej dziedzinie. Unikaj osób krytycznych. Naucz się mówić NIE i TAK Jeśli w twoim otoczeniu są osoby, które ci źle życzą, podkopują twoją pewność siebie, podważają twoje kompetencje i czujesz się w ich towarzystwie „mniej ważna” – unikaj ich. Nie masz obowiązku bycia miłą i usłużną dla wszystkich. Świat się nie zawali, jeśli czasem tupniesz nogą i powiesz: „nie mam ochoty na…” albo: „proszę, nie mów do mnie w ten sposób, bo źle się wtedy czuję”. Równie istotna jest umiejętność mówienia „tak”, wyrażanie oczekiwań, potrzeb, pragnień. Na przykład: „Bardzo zależy mi na tym, abyś...”, „Czuję się dobrze, jak ty...”, „Oczekuję, że...”, „Sprawia mi radość, gdy...”. Bądź w kontakcie ze swoimi uczuciami. Wszystkie emocje są w ciele. Zacznij zauważać, gdy: coś cię dusi w gardle, serce bije jak szalone, dłonie się zaciskają, masz kamień w żołądku. Dzięki uważności możesz rozszyfrowywać emocje, nazwać je i korzystać z nich, jak z dobrych drogowskazów do tego, co ci służy, sprawia radość, a co cię niszczy, blokuje. Nie ma złych emocji. Złość popchnie cię do działania, a smutek otworzy na radość. Weź odpowiedzialność za swoje życie. Skończ z myśleniem typu: „mój partner jest podły... to wszystko wina tej kobiety... gdybym wreszcie schudła…”. Myśląc w ten sposób, stawiasz siebie w roli bezbronnej ofiary, która nie ma wpływu na swoje życie. Zmiana tu i teraz w dużym stopniu zależy od ciebie – poczuj się odpowiedzialna za swoje myśli, decyzje, jakie podejmujesz, lub uniki, jakie robisz (brak reakcji jest także reakcją). Przemyśl sobie, jaki ty sama masz wpływ na swoje otoczenie, swoje życie, zachowania i uczucia partnera. Zobacz swoją rolę w tym wszystkim i możliwości wprowadzenia zasady: chcę inaczej! Czy to, co robisz/ mówisz wzmacnia wasz związek czy niszczy go? Jeśli te kroki są zbyt trudne lub nie przynoszą trwałych rezultatów, warto rozważyć psychoterapię. Specjalista pomoże ci zidentyfikować korzenie problemu i najczęstsze pułapki, w jakie wpadasz oraz... omijać te pułapki.

 

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj