W twoim świecie

List od Czytelniczki: "Jako singielka byłam uzależniona od planowania własnego ślubu!"

COSMOgirls, pomożecie?

13kwietnia2018
List od Czytelniczki: "Jako singielka byłam uzależniona od planowania własnego ślubu!" fot. pixabay

Dziewczyny, Redakcjo,

 

Zdecydowałam się napisać ten list, ponieważ uważam, że to jedyny sposób, aby pokazać innym kobietom, borykającym się z podobnymi  problemami, że nie są w swoich bolączkach osamotnione. Niektórym moja obsesja wyda się niezdrowa, i owszem - w pewien sposób taka jest. Jest jednak również częścią mnie, a ja nie jestem złym człowiekiem. Jestem po prostu człowiekiem, który przez wiele lat uciekał przed światem, niczym małe dziecko, w krainę fantazji..

 

Wszystko zaczęło się, gdy skończyłam szkołę prawniczą. Miałam wtedy 30 lat i po raz pierwszy pomyślałam, że chyba powinnam zacząć myśleć o ślubie. Wcześniej liczyły się tylko dla mnie prawo kanoniczne i karne. Miałam wtedy chłopaka, którego bardzo lubiłam, ale nie kochałam. Spędzaliśmy dużo czasu oddzielnie. To właśnie któregoś samotnego wieczoru weszłam na stronę poświęconą przygotowaniom do ślubu. Patrzyłam na sukienki, listę rzeczy do zrobienia, potencjalne menu, suknie dla druhen. Tak mnie to wciągnęło, że zaczęłam robić to niemalże codziennie. Związek z tamtym facetem się rozpadł, a ja zamiast płakać, szukałam sukienek, które pasowałaby do typu sylwetek wszystkich moich druhen.

 

Wtedy zaczęłam spotykać się z Antkiem*. Ten związek był poważniejszy - rozmawialiśmy nawet o ślubie. To sprawiło, że w swoim planowaniu ślubu poszłam jeszcze o krok dalej i zaczęłam ściągać kolejne aplikacje dla przyszłych panien młodych, zakładać na nich konta, rozmawiać z innymi kobietami na forach i szukać coraz więcej inspiracji. Nikomu nie mówiłam o tym, co robię. Tłumaczyłam sobie, że przecież każda kobieta marzy o ślubie... Nie ma więc przecież nic dziwnego w tym, że chcę się wcześniej przygotować, na wszelki wypadek?

 

Do ślubu jednak nie doszło. Rozstaliśmy się z Antkiem, a ja wracałam codziennie do domu i miesiącami planowałam ślub, wyobrażając sobie, że będę żyła w szczęśliwym małżeństwie, z mężczyzną, który będzie mnie bardzo kochał. Doszłam już wtedy do etapu, w którym znałam ceny najlepszych sal, DJ-ów, a nawet zastawy. Miałam rozpisane statystyki porównawcze. Wiedziałam wszystko. Oprócz tego, że być może robię coś niezdrowego. 

 

Miałam już wtedy 35 lat. Znów weszłam w relację z Antkiem, która jednak znacznie różniła się od tej poprzedniej. Właściwie, mieliśmy tylko kontakt internetowy, a spotykaliśmy się, gdy on miał ochotę na seks. Mi to jednak wystarczało - a przynajmniej tak sądziłam. Chodziło tylko o to, aby kogoś mieć.

 

Któregoś dnia wybrałam się do sklepu z biżuterią. Wmawiałam sobie, że chcę tam kupić prezent urodzinowy Antka. Rzecz jasna od razu podeszłam do pierścionków zaręczynowych. Miałam już dość oglądania zdjęć w Internecie, chciałam go poczuć na palcu. Ekspedientce wyjaśniłam, że najpierw chciałabym sama obejrzeć pierścionki, a dopiero później przyjść z przyszłym narzeczonym. Zostawiła mnie samą. Włożyłam pierścionek i patrzyłam, jak pięknie się błyszczy. Rozejrzałam się po sklepie, obok mnie ludzie w parach wybierali biżuterię. Patrzyli na siebie zakochani, gotowi spędzić ze sobą życie. W tym czasie ja trzymałam na palcu pierścionek zaręczynowy warty kilkanaście tysięcy złotych, którego nikt nie miał zamiaru mi podarować. Wtedy, po raz pierwszy, uderzyło mnie to. Pomyślałam, że to zabrnęło za daleko i uciekłam ze sklepu. 

 

To był moment zero. A równocześnie moment, w którym miałam już wybrane sukienki, DJ-a, makijażystkę, pierwszą piosenką, a nawet datę ślubu. A tak naprawdę byłam w związku, który najtrafniej można by określić jako "sypianie po kumpelsku". Otrzeźwiałam, poszłam na terapię i zaczęłam się leczyć.

 

Z pomocą terapeutki zaczęłam wracać do rzeczywistości. Wytłumaczono mi, że moje fantazje były formą ucieczki od negatywnych emocji i szarej rzeczywistości. Wiele wynikało z problemów, które miałam w dzieciństwie. Zaczęłam to przerabiać w sobie i powoli wychodzić na prostą.

 

Dalej się leczę, ale nie mam już żadnych aplikacji do planowania wesel. Spotykam się z kimś i staram się z nim być na tym etapie, na którym jesteśmy. Nie wybiegam w przyszłość. Żyję tu i teraz i staram się żyć pełnią życia.

 

Jedyne, co zostawiłam, to ślubna playlista. A nóż, kiedyś się przyda.

 

 

Anonim

 

*Imię zostało zmienione

 

 

 

 

Reklama

Polecane wideo

Zobacz galerię - 13 zdjęć

Polecamy również

Skomentuj