Uroda

Czy joga pomaga na cellulit?

A jeśli nie joga, to co? Albo kto?

Agnieszka Gortatowicz

31maja2014
Czy joga pomaga na cellulit?
Reklama

Takie pytanie zadała mi Monika. Właśnie skończyłyśmy zajęcia jogi. Monika, szczuplutka blondynka o figurze Kasi Struss, ma cellulit. Na udach. Widziałam, bo ćwiczyła w krótkich spodenkach. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam wykład.
a) Joga jak każda inna forma ruchu obniża poziom cukru we krwi.
b) Joga wzmacnia siłę woli, więc dzięki niej łatwiej się oprzeć junk foodom.
c) Joga uczy specjalnego oddechu, który stymuluje metabolizm.
d)... urwałam swój wykład.
– Nie wiem – powiedziałam. – Ja mam.
– No właśnie – kontynuowała Monika. – To miało być kolejne pytanie: Czy nauczycielki jogi mają cellulit.
No... mają. Pewnie nie wszystkie, ale niektóre mają. Tak samo, jak joginki. Te lekkie jak wafelek i te trochę bardziej przy kości. Te, które dopiero co świętowały osiemnastkę i te po pięćdziesiątce. Weganki i fanki McDonalda. Palące i niepalące. Aktywne i leniwe. Z długim stażem i początkujące. I nawet te, które poza tym, że chodzą na jogę (i uczą jogi), pracują też w Cosmo, więc mają dostęp do najnowszych kosmetyków i nutrikosmetyków. To ostatnie to o mnie.
Teoretycznie, cellulit nie powinien być dla mnie problemem. BMI w dolnych granicach normy. Nie palę, nie piję alkoholu, nie jem mięsa. Na gluten i cukier pozwalam sobie może kilka razy w roku. Zaczynam dzień od szklanki wody z cytryną i nie jest to moja ostatnia szklanka wody. Ćwiczę co najmniej 10 godzin w tygodniu (w tym ashtangę, która detoksyfikuje i bikram w 41 stopniach, która działa jak ćwiczenie w saunie).
To na co dzień. Od lat. A od święta, zdarzało mi się podjąć bardziej aktywną walkę. Była więc grana i bańka chińska, i magiczny różowy proszek znanej firmy, i zielony krem innej znanej firmy. Kąpałam się w wodzie z solą, robiłam masaż kawą i piłam wywar z pietruszki (znasz ten sposób? 6 korzeni na 2 litry wody, gotować 20 minut i pić codziennie przez dwa tygodnie... albo przez sześć, już nie pamiętam).
Efekt? Mikroskopijny. Zmieniłam więc taktykę. Postanowiłam, że cellulit nie jest już moim stalkerem. Nie sięgam po broń, gdy go zobaczę.
Gdy jestem w dobrym humorze nazywam go Lou. I  częstuję go rano kawą. Taką do picia, nie do wcierania. Nadal robię to, co lubię, czyli ćwiczę jogę. I nie robię tego, czego nie lubię, czyli nie palę.
Ponoć 95% kobiet ma cellulit. Jakoś przeżyję fakt, że nie nie należę do pięcioprocentowej elity, która nie ma tej przypadłości.
Mam wrażenie, że od kiedy się z tym pogodziłam, Lou złagodniał. Jak przestałam przed nim uciekać, przestał mnie gonić. Gdy nie wypatruję go na moich udach, jakby mniej go widzę. To samo poradziłam Monice, która – tak przeczuwam – ma lepsze pomysły na życie gotowanie pietruszki. A jeśli chodzi o jogę – tak, chyba pomaga na cellulit. Pomaga zrozumieć, że nie wszystko w swoim życiu możemy kontrolować. I że to nie szkodzi.

 

fot. Thinkstock

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj