Miłość & Seks

Jak się kochać bez granic?

Zakochałaś się w facecie, który nie jest z twojego kraju? I to coś więcej niż wakacyjny romans? Przeczytaj, co robić, by wasza miłość była... międzynarodowa

24czerwca2019
Jak się kochać bez granic? fot. istock.com

To się nie uda! – orzekła moja koleżanka Monika na wiadomość, że nasza wspólna znajoma spotyka się z Pakistańczykiem. Poznali się w jednym z warszawskich klubów. Przetańczyli całą noc. Umówili na randkę nr 2. A potem nr 3, nr 4... I wyglądało na to, że będzie kontynuacja. – Niemożliwe – Monika była uparta. – Ja ledwo dogaduję się z moim facetem po polsku, nie wyobrażam sobie, jak można mieć partnera, który ledwo rozumie angielski. Jednak polsko-pakistański romans rozkwitł, zamienił się w całkiem poważny związek, który trwa już ponad rok i Monika musiała zaakceptować, że Dżamal (ów Pakistańczyk) jest już stałym elementem naszego towarzyskiego krajobrazu. Nawiasem mówiąc: zapisał się na kurs polskiego, więc coraz częściej włącza się do konwersacji i może za jakieś dziesięć lat bariera językowa zniknie. Żartuję. A tak serio: coraz więcej kobiet zakochuje się w obcokrajowcach. Poznają seksownych facetów na studiach zagranicznych, w międzynarodowych korporacjach, na wakacjach... Niektóre z tych znajomości kończą się szybko, inne jednak trwają. Nie zawsze jest łatwo, bo – tak jak mówi Monika, czasem po polsku trudno jest się dogadać z mężczyzną, a co dopiero w obcym języku.

Chodzi zresztą nie tylko o język.

Także o kulturę. Kształtuje ona naszą osobowość, zachowania i sposób, w jaki odbieramy rzeczywistość. Kiedy zaczynasz związek z kimś z innego kraju, zostajesz zmuszona przyjrzeć się swoim zwyczajom i przekonaniom, i zastanowić, czy niektóre z nich nie są... hm... niepotrzebne. Na przykład obieranie ogórków, noszenie obrączki po ślubie, czekanie z umeblowaniem pokoju dziecięcego do porodu... Jeśli twój partner je zakwestionuje, możesz zareagować emocjonalnie i zacząć ich bronić, jakby od tego zależało twoje życie. Jeżeli ty zakwestionujesz jego zwyczaje – jemu również mogą puścić nerwy. I konflikt gotowy. Najwięcej takich kłótni może pojawić się w kwestiach dotyczących rodziny. W niektórych krajach celebruje się kontakty z bliskimi i dalszymi krewnymi, w innych – niekoniecznie. Dobrze, żebyście od razu na początku związku byli gotowi na kompromisy, bo przepychanki, który model jest lepszy do niczego dobrego nie doprowadzą...

TRUDNA MIŁOŚĆ

29-letnia Natalia ma za sobą kilka takich przepychanek. Jej teraz-już-mąż, 32-letni Hakan pochodzi z Turcji. – Kiedy zaczęliśmy się spotykać, moja mama panikowała, że wyjadę do Turcji na stałe i ona nigdy nie zobaczy swoich wnuków – opowiada Natalia. – Z kolei jego mama, tysiące kilometrów dalej, miała te same wątpliwości. W dodatku babcie i dziadkowie Hakana martwili się, że ani nie jestem muzułmanką, ani Turczynką, więc nie będę z nimi całymi dniami gotować dolmy. A moja babcia i dziadek pytali, dlaczego akurat Turek, skoro mam tylu fajnych miejscowych facetów... Natalia starała się tym nie denerwować. Rozumiała, że wszystkie te obawy są zrozumiałe, ale też, że wszyscy zainteresowani muszą się nauczyć z nimi żyć. Teraz, 18 miesięcy po ślubie, musi przyznać, że jakoś im się udało. – Jestem mile zaskoczona ciepłym przyjęciem ze strony rodziny Hakana – mówi. – Teściowie szczerze powie dzieli mi o swoich wątpliwościach, ale traktują mnie jak własną córkę. Co nie znaczy, że życie małżeńskie Natalii to bajka. Czasem bywa trudno. – Różnice kulturowe dość często dają o sobie znać – opowiada dziewczyna.

Reklama

fot. istock.com

ON NIE MUSI MALOWAĆ JAJEK NA WIELKANOC A TY PIEC INDYKA NA ŚWIĘTO DZIĘKCZYNIENIA. ALE MOŻESZ.

Turcy są dość konserwatywni. Moja przeszłość randkowa na przykład była dla Hakana pewnym problemem. Spotykałam się z wieloma facetami, ale nie byłam w wielu poważnych związkach. Mam więcej doświadczeń seksualnych niż on. Wyjaśniliśmy sobie jednak, że to nie oznacza, że teraz, gdy jesteśmy razem, też będę sypiać z kim popadnie... Gdy Natalia widzi, że coś razi jej męża – stara się zmienić swoje zachowanie. Nie żartuje już tak otwarcie z mężczyznami, ubiera się też trochę bardziej konserwatywnie niż kiedyś. – Przewartościowałam swoje życie i doszłam do wniosku, że szczęście mojego faceta jest dla mnie ważne – przyznaje. – Dlatego za każdym razem, gdy widzę, że coś go boli, rozmawiamy. Chcemy tworzyć team, a nie walczyć ze sobą. Nasz związek jest dla nas okazją do tego, by się rozwijać.

LEKCJA ŻYCIA

Lepiej jest skoncentrować się na tym, co może ci dać taki międzynarodowy związek niż za wszelką cenę „asymilować” partnera, wymagając od niego, by się zmienił i upodobnił do facetów, których znasz ze szkoły czy sąsiedztwa. Jasne, trochę się zmieni i tak, ale... nie we wszystkim. I jedynym sposobem uniknięcia frustracji jest przyznanie, że nie we wszystkim musicie się zgadzać. On nie musi malować z tobą jajek na Wielkanoc, a ty nie musisz faszerować z nim indyka na święto Dziękczynienia. Ty sobie popijaj herbatę z cytryną, a on niech swoją doprawia mlekiem i kardamonem. Natalia przyznaje, że gdy już ustaliła z Hakanem podstawowe kwestie (co trwało ładnych parę miesięcy) mogła spokojnie korzystać ze wszystkich zalet multikulturalnego związku. – Najlepsza rzecz w związku z obcokrajowcem to zanurzenie się w kulturze kompletnie różnej od twojej własnej – mówi. – Do czasu poznania mojego męża, żyłam w pewnego rodzaju bańce i nie zdawałam sobie sprawy, że inni mogą żyć inaczej. Z Hakanem spotkaliśmy się mniej więcej na tym samym etapie – młodzi, niezależni, wykształceni single w swojej pierwszej pracy – ale do tego jednego punktu doszliśmy różnymi drogami. Mieszkaliśmy w dwóch różnych światach, a teraz tworzymy trzeci. Jeszcze inny. Natalia cieszy się, że ich dzieci już nie będą „dziećmi z bańki”. Poznają co najmniej dwie kultury i dwa języki. No i będą dużo podróżować.

KULTURALNY KOMPROMIS

Jednym z najlepszych sposobów na to, by multikulturowy związek zamienił się w coś trwałego, to odwiedzić kraj partnera. Wtedy będziesz mogła dyskutować o jego kulturze, opierając się też na własnych doświadczeniach, nie tylko na ogólnych informacjach i stereotypach. To jest strategia, którą obrała 28-letnia Eliza, zaręczona z 30-letnim Gustafem, Szwedem, którego poznała... w Australii. Postanowiła pojechać do Sztokholmu i poznać rodziców Gustafa. Jego ojciec pracuje w stajni królewskiej w Sztokholmie, należy więc do dworu. Być może z tego powodu jest niesamowitym formalistą. Przy okazji rozmów o ślubie i weselu wyszło na przykład, że kluczowe dla niego jest, kto, kiedy i przez ile czasu będzie przemawiał... – Zdecydowaliśmy się podzielić imprezę na dwa etapy i dwa kraje, dzięki temu możemy ugościć obie rodziny, płacąc tylko za nasze bilety na samolot – śmieje się Eliza. I dodaje, że cieszy się, że zobaczyła miejsce, w którym Gustaf dorastał i chodził do szkoły. Poznała nie tylko jego rodzinę, ale też kumpli. Zobaczyła mieszkanie, w którym jej narzeczony spędził pierwsze dwadzieścia lat swojego życia i... trochę się zmartwiła, że on tak uwielbia miasto. Eliza wychowywała się na wsi, wśród zieleni i nie wyobraża sobie, że nie miałaby własnego trawnika. Okazało się, że mieli też z Gustafem kompletnie różne dzieciństwa. Jego mama wróciła do pracy praktycznie zaraz po porodzie. Chłopiec został z nianią, potem chodził do żłobka i przedszkola. Elizy mama całkowicie poświęciła się dzieciom. – To niby drobne rzeczy, ale rozmawiamy o nich, bo od tego zależy, gdzie my w przyszłości zamieszkamy i jak wychowywać nasze dzieci – mówi Eliza. Przyznaje też, że pewnym zaskoczeniem jest dla niej, że Gustaf jest... zagorzałym feministą. – W jego kraju to oczywiste, że kobiety i mężczyźni mają równe prawa – opowiada Eliza. – Dlatego jest oburzony, gdy któryś z moich znajomych opowie seksistowski dowcip. Natychmiast zaczyna bronić kobiet i przytacza milion argumentów, że nawet w żartach nie powinny być poniżane. Mówi o tym z taką pasją, że jestem wtedy z niego naprawdę dumna. Nawiasem mówiąc: wśród znajomych Elizy coraz więcej jest teraz międzynarodowych związków. Co ciekawe, to kobiety wiążą się z obcokrajowcami, nie mężczyźni. – Myślę że facet z innego kraju jest dla wielu moich koleżanek po prostu megaatrakcyjny – uważa. – To okazja to poznania innej kultury, kraju, języka, religii... Niesamowite doświadczenie, na które mężczyźni chyba nie są gotowi, bo z kolei moi polscy koledzy nie mają dziewczyn z innych krajów.

fot. istock.com

I ŻYLI DŁUGO, I SZCZĘŚLIWIE...

Przypuszczenia Natalii potwierdzają dane GUS. W Polsce około 4000 tysięcy ślubów rocznie to śluby międzynarodowe, a dodatkowo co 11 ślub Polki lub Polaka to ślub zagranicą, oczywiście też międzynarodowy. I faktycznie 74% tych multikulturalnych małżeństw to związki Polka + cudzoziemiec, a nie Polak+cudzoziemka. Jesteśmy więc chyba bardziej otwarte na relację z kimś z innego kraju niż nasi koledzy. Najchętniej wybieramy Brytyjczyków, Niemców i Włochów. Ale nie mamy też nic przeciwko małżeństwu z Nigeryjczykiem, Tunezyjczykiem i Egipcjaninem, a więc z kimś z innego kontynentu, o innej skórze, kompletnie innych upodobaniach kulinarnych i pewnie innej religii. Natomiast jeśli chodzi o polskich facetów... oni, jeśli już decydują się na międzynarodowy ślub to z Ukrainką. Czy jest jakiś przepis, żeby multikulturalne małżeństwo się udało? Na pewno trzeba przedyskutować ważne tematy jeszcze przed ślubem. Gdzie będziecie mieszkać? W jakiej kulturze/ religii wychowacie dzieci? W jakich kwestiach każde z was jest gotowe na kompromis, a które są dla was fundamentalne? Bądź szczera, mówiąc swoje zdanie, ale wysłuchaj też z uwagą partnera. I nawet jeśli któraś z jego opinii wyda ci się totalnie odjechana (obrzezanie?!), powstrzymaj się od złośliwości. Międzynarodowy związek (jak każdy inny) opiera się na kompromisach. I na komunikacji. Moja koleżanka Monika ma rację. Trzeba ze sobą rozmawiać. Na szczęście jednak są sytuacje, w których... wystarczy mowa ciała. I „kocham cię” w języku partnera. Na początek. Potem warto rozszerzać słownictwo.

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj