Miłość & Seks

Czy twój seks jest w stylu… COPY&PASTE?

Podpowiadamy, jak uwolnić się od rutyny.

09maja2019
Czy twój seks jest w stylu… COPY&PASTE? fot. istock.com

To jedna z najcudowniejszych chwil w związku: kiedy w łóżku z nowym mężczyzną nareszcie robi „klik”. Jeszcze niedawno prawie się nie znaliście, a teraz wasze ciała rozumieją się bez słów. Potrafisz doprowadzić ukochanego do szaleństwa jednym pociągnięciem języka, a on doskonale wie, jak sprawić, żebyś krzyczała z rozkoszy. Życie jest piękne! Tak piękne, że chciałabyś kolejnej nocy „copy&paste” wszystkie pieszczoty, jakie doprowadziły was do orgazmu. I kolejnej nocy. I kolejnej. I może tak się zdarzyć (a raczej – zdarzy się na pewno), że wydepczecie sobie swoją własną drogę do rozkoszy. Owszem, prostą i wygodną, która zawsze doprowadzi was do celu, ale o tak głębokich koleinach, że tylko helikopter mógłby cię z niej wyciągnąć. Pod warunkiem, że chciałabyś, żeby cię wyciągnął. A pewnie nie chcesz, bo co się stanie z waszym związkiem, jeśli nagle wyruszycie w nieznane? Jeżeli ta myśl napawa cię lękiem, to znaczy, że wpadłaś w seksualną rutynę. To niedobrze, bo nawet jeśli teraz nie czujesz jeszcze nudy i frustracji, wkrótce tak się stanie. Na szczęście, od rutyny można się uwolnić.

Reklama

Jak zmienić zwyczaje?

Internet pełen jest dobrych rad, jak podkręcić swoje życie miłosne. Tak jakby rozwiązaniem wszystkich problemów w łóżku był modny seksgadżet i zmysłowa bielizna. Ale wizyta w love-storze nie jest receptą na wszystkie erotyczne kłopoty. To nie jest tak, że brakuje nam kreatywności. Pomysłów na sekstriki mamy dość. Brakuje nam natomiast pewności siebie, inspiracji i motywacji, żeby te triki wprowadzić w życie. A rady w stylu: włóż koronkowy stanik i zawiąż partnerowi oczy pończochą, sprawiają, że czujemy się jak idiotki. Jeżeli rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki, dlaczego z niego nie korzystamy? No właśnie w tym kłopot. Gdybyśmy mogły, skorzystałybyśmy. Ale nie możemy, bo wpadłyśmy w koleinę. Na początku ignorujemy problem. Zamykamy oczy, zatykamy uszy i wierzymy, że możemy uniknąć katastrofy, udając, że jest OK. Znajdujemy wymówki: stres w pracy, brak czasu, zmęczenie, kłopoty finansowe i takie tam. Ale OK nie jest i coś zrobić jednak musimy. Na początku związku namiętność wzmacnia więź. Więc czujemy się nieswojo, gdy to coś, co wzmacniało więź, tak jakby... słabiej działa. Coraz słabiej. Tracimy wtedy pewność siebie, a może nawet wkrada się lęk do serca. Czy już się sobie znudziliśmy? Miesiąc miodowy minął? Czy to wszystko, na co go stać? Spokojnie. Rutyna to tylko lampka awaryjna. Daje nam sygnał, że czas na przegląd. W naturze nie ma miejsca na bezczynność. Wszystko stale się zmienia, ewoluuje i albo rozkwita, albo… więdnie. Jeśli chcemy, by nasze życie erotyczne było długie i szczęśliwe, musimy poświęcić mu trochę uwagi. Dotyczy to także singielek. Jeśli jesteś solo i tylko od czasu do czasu umawiasz się na randki, pewnie wyrobiłaś sobie określone nawyki myśląc o seksie i miłości, które przeszkadzają ci wejść w udaną relację. Na przykład, jeśli kilka razy pod rząd zdarzyło ci się wylądować w łóżku z nieznajomym, tylko po to, by odkryć, że nie jest wam razem miło – możesz dojść do wniosku, że nie warto się wysilać, skoro i tak zawsze kończy się tak samo. I stosujesz copy&paste seks z każdym nowym mężczyzną. Nawet podczas seksu solo wpadamy w rutynę. Używamy zawsze tego samego wibratora w kształcie delfina, fantazjując zawsze o tym samym celebrycie, i za każdym kolejnym razem jest trochę mniej fajnie. Nie robimy tego intencjonalnie. Nawyki to coś, co kreujemy instynktownie. Tworzymy sobie rytuały w każdej dziedzinie życia. Od momentu, w którym się budzimy i zmierzamy do łazienki, jesteśmy na autopilocie: prysznic, kawa, autobus, praca. A potem obiad, telewizja, łóżko. Rutyna sprawia, że jesteśmy bardziej efektywne, jest więc praktyczna i wygodna, jeśli chodzi o codzienne życie. Natomiast zdecydowanie nie jest seksowna.

Podejmij ryzyko

Jest taki moment w relacji, w którym widok naszego partnera nago już nas tak bardzo nie kręci, a do łóżka wkrada się rutyna. Przeczuwamy, że coś należałoby z tym zrobić, nie chcemy jednak ryzykować. Na początku związku wyciągnęłyśmy z szafy naszą niedzielną wersję superkochanki. Uprawiając seks, robiłyśmy wszystko, żeby oczarować i zaspokoić mężczyznę, ale za bardzo się nie odsłonić. Bo pokazywanie partnerowi, czego naprawdę pragniemy, to jednak delikatna sprawa. Dlatego nie ujawniamy swoich najskrytszych fantazji, żeby nie wystraszyć faceta. Na razie. Potem powiemy mu, czego naprawdę pragniemy. „Potem” oznacza: „kiedy będę czuła się bezpieczniej w związku”. Jednak strach przed odrzuceniem jest wprost proporcjonalny do tego, ile zainwestowałyśmy w relację. Im mocniej kochamy, tym więcej mamy do stracenia. Strach przed wzbudzeniem fali na spokojnym zwykle morzu sprawia, że zastanawiamy się, czy nasze potrzeby seksualne rzeczywiście są aż takie ważne. Odpowiedź, oczywiście, brzmi „tak!”. Kiedy odmawiasz sobie prawa do satysfakcji w łóżku, czujesz żal i frustrację, a nic tak skutecznie nie zabija pasji. I miłości. To trochę tak jak z rzęsą wodną, która porasta staw. Jeśli pozwolisz jej rosnąć, przykryje całą powierzchnię stawu, a ryby i inne żyjące istoty po prostu się uduszą. Brzmi strasznie? No bo jest straszne.

Frustracja zatruwa ci życie stopniowo.

Najpierw szepcze: „Zrezygnowałaś z tego, bo go kochasz”, a potem krzyczy „Halo, zrezygnowałaś z tego dla niego”. Dostrzegasz różnicę? Im częściej rezygnujesz ze swoich potrzeb dla partnera, tym więcej w tobie złości i rozżalenia. I nagle okazuje się, że wkurzają cię też inne rzeczy. Mokry ręcznik, który on zostawił na podłodze w łazience. Brudny kubek, który od przedwczoraj czeka w szafce nocnej i sam nie chce się odnieść do zmywarki. A gdy kolejny raz twój mężczyzna nie wyniesie śmieci (choć obiecał), może to być dla ciebie powód do rozstania. Brzmi absurdalnie, ale tak to działa: frustracja może się objawić w najmniej spodziewanym momencie. Tym bardziej, że brak satysfakcji seksualnej sprawia, że generalnie jesteś mniej odporna na stres i wkurzają cię nawet drobiazgi. Oczywiście, rutyna to nie to samo co słaby seks. Ten w stylu copy&paste jest tak dobry, że chcesz go powtarzać, a ten słaby jest po prostu słaby. Ten drugi w zawrotnym tempie może zniszczyć zarówno twoją relację, jak i poczucie własnej wartości. Ten pierwszy – działa wolniej, ale również dość skutecznie. „Ale zaraz, zaraz” – możesz powiedzieć. „Codziennie przebieram się w strój pielęgnarki i kochamy się w czternastu różnych pozycjach, więc rutyna mnie chyba nie dotyczy...”. Chyba. Bo seks w stylu copy&paste to nie jest nudny seks. To czasem jest bardzo ekstrawagancki seks, który wam się znudził. Nawet stosując wszystkie scenariusze z „Pięćdziesięciu twarzy Greya” można wpaść w koleiny i ziewać w drodze po orgazm. Jeśli tak się dzieje w waszym wypadku – nie czekaj dłużej na helikopter ratunkowy, weź głęboki wdech i... wciśnij „delete”. Czas na nowy folder…

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj