Miłość & Seks

Sekretne życie CAMGIRL, czyli wirtualnych striptizerek

Być może robi to twoja sąsiadka, znajoma czy kuzynka.

Martyna Zagórska

23marca2019
Sekretne życie CAMGIRL, czyli wirtualnych striptizerek fot. istock.com

Za zamkniętymi drzwiami własnego mieszkania, w zaciszu wygodnej sypialni wabi klientów przed kamerę internetową. Odgrywa erotyczne sceny i obserwuje, jak w lewym górnym rogu monitora rośnie jej stan konta. Kim jest camgirl?

Mówią o sobie: wideomodelki, modelki erotyczne, a najczęściej – camgirls. Zazwyczaj pracują w domu, we własnym łóżku. Zakładają zmysłową bieliznę, malują się, czeszą i logują na czat dla dorosłych. Tam próbują realizować seksualne, niekiedy bardzo odważne, fantazje mężczyzn siedzących przed komputerem setki, a nawet tysiące kilometrów od nich. Erotyczne wideoczaty to kluby ze striptizem XXI wieku. Z tą różnicą, że tutaj gość nie potrzebuje eleganckiego ubrania, by przejść selekcję na wejściu, ani kolejek drogiego alkoholu, żeby jak najdłużej siedzieć na wysłużonej kanapie i obserwować rozbierające się panie. Tu niezbędny jest jedynie sprawny komputer, szybkie łącze i konto bankowe. Po drugiej stronie ekranu czekają one – atrakcyjne, młode i ponętne. Porozmawiają, zatańczą, zdejmą bluzkę. Mogą też znacznie więcej – wszystko zależy od hojności klienta.

KIM ONA JEST?

Agata została camgirl rok temu i nie żałuje ani chwili spędzonej przed kamerą. „Skłamałabym, gdybym powiedziała, że mam jakieś wyrzuty sumienia”, mówi w rozmowie z Cosmo. Asia ma 21 lat, trzyletni staż w branży oraz świadomość, że w tym wieku nigdzie w Polsce nie zarobi więcej. „Znalazłam w internecie ogłoszenie pod tytułem ‘praca biurowa’, więc wysłałam swoje CV. Po chwili dostałam maila zwrotnego z linkiem do strony, na której było wyjaśnione, o co tak naprawdę chodzi. Na początku byłam zmieszana, ale poszłam na rozmowę i zaczęłam pracować”, opowiada. Marta to z kolei 19-latka z pozytywnym nastawieniem do życia i brakiem innego pomysłu na siebie: „Jestem w tym biznesie od paru miesięcy. Przyjaciółka pracuje tak od paru lat i jest zadowolona, więc i ja postanowiłam spróbować. Nie wiążę z tym jednak swojej przyszłości.”

KAMERA: ON

Portale, na których pracują dziewczyny, obiecują im anonimowość – nie mogą ich oglądać polscy użytkownicy. Oprócz Polek, często możemy tu spotkać Rosjanki, Czeszki, Ukrainki i Rumunki. Dziewczyny same określają, w jakich godzinach pracują. Jako że ich działalność ma charakter wideoczatu, poza kwestią wizualną liczy się też rozmowa z klientami. Są to zazwyczaj mężczyźni z krajów Europy Zachodniej oraz USA. Dlatego cenioną umiejętnością jest tu znajomość języków obcych, chociażby w podstawowym stopniu. Jeśli camgirl nie może porozumieć się z klientem, do gry wkracza moderator, który odpisuje na wiadomości, podszywając się pod nią. Tymczasem mężczyzna korzystający z czatu jest przekonany, że rozmawia z dziewczyną, którą widzi na ekranie. Zazwyczaj tego typu czaty dzielą się na publiczne i prywatne. Camgirls kuszą publicznie, żeby zachęcić mężczyzn do przejścia na opcję sam na sam – na prywatnym czacie zarabiają najwięcej. W tym celu zdarza im się zrobić częściowy lub całkowity striptiz na tzw. free czacie, gdzie dostają napiwki. Praca we własnym domu daje komfort i poczucie bezpieczeństwa, ale żeby móc rozkręcić biznes w swojej sypialni, trzeba spełnić określone warunki. Przede wszystkim niezbędny jest dobry sprzęt i odpowiednia scenografia. Asia przeznaczyła do tego celu niewielki pokój w swoim mieszkaniu. „Siedzę na kanapie, mam mały stolik, na nim monitor, na wprost mnie jest kamera plus specjalne lampy po bokach”. Agata pracuje w sypialni: „Mam wygodne dwuosobowe łóżko, przed nim biurko. Do tego sporej wielkości ekran i naprawdę dobrą kamerę internetową”, mówi. Marta korzysta z rozkładanej sofy i pożyczonego sprzętu, bo nie chce inwestować w coś, co – jak podkreśla – jest chwilowe.

Reklama

ŻYŁA ZŁOTA?

Dziewczyny na pytanie, o czym myślą podczas swojego „show”, zgodnie odpowiadają: „o tym, żeby jak najwięcej zarobić”. Krążą plotki, że camgirls dostają niebotyczne wynagrodzenia. Maksymalny zysk przy minimum pracy. Agata zaprzecza: „To bzdura, że zarabiamy kokosy za nic. Muszę naprawdę długo pracować, żeby dostać sensowny przelew. Poza tym, sama praca to jedno, a przygotowania do niej, to drugie. Przecież nie budzę się w gotowym makijażu. Muszę mieć też zadbane ciało i ładne włosy. Generalnie staram się o siebie dbać. Łóżko też powinno wyglądać zachęcająco – przykrywam je narzutą z futerkiem, układam poduszki. Pod łóżkiem trzymam pudełko, w którym są różne potrzebne rzeczy – mam 4 różne wibratory i parę innych gadżetów. Jak jestem w odpowiednim nastroju, używam tych odważniejszych, ale nic na siłę”. Wśród camgirls panuje ogromna konkurencja. Co prawda nie ma żadnych oficjalnych statystyk na temat tego, ile osób para się tym zawodem, ale wystarczy wpisać w wyszukiwarkę internetową hasło „camgirls w Polsce”, by przekonać się, jak popularne stało się to zajęcie. Internet oferuje nam całe spektrum możliwości zdobycia wiedzy na ten temat – od wywiadów, poprzez fora internetowe, aż po blogi, których autorkami są same zainteresowane.

Dziewczyny zaznaczają, że jedną z najważniejszych rzeczy w tej branży jest samodyscyplina. Co jeszcze gwarantuje większe zarobki? „Najlepiej dużo się uśmiechać, kokietować, seksownie poruszać. Trzeba starać się, żeby klient został jak najdłużej i jeszcze kiedyś wrócił”, zdradza Asia. „Przeszkadzają za to takie cechy jak nieśmiałość, nerwowość i niecierpliwość”, dodaje. Marta jest nowa w tym biznesie i czuje się rozczarowana wysokością zarobków: „Wciągnęła mnie w to przyjaciółka. Ona nie narzeka, ja póki co nie odczułam na koncie rewolucji. Równie dobrze mogłabym siedzieć na kasie w spożywczaku”. Agata przyznaje, że stara się jak najwięcej odkładać: „Owszem, zdarzają się naprawdę dobre dni, ale nie biegnę wtedy uradowana do sklepu. Nie robię zakupów, tylko przelew na konto oszczędnościowe, bo prawda jest taka, że żadna z nas nie wie, ile zarobi w ciągu miesiąca. To wielkie niewiadoma”.

PRACA JAK KAŻDA INNA?

Dziewczyny między zdaniami powtarzają, że camming to „praca jak każda inna”. Jednak dr Daniel Cysarz, psychoterapeuta i seksuolog kliniczny, przestrzega przed takim podejściem: „Wielu osobom praca w tym zawodzie przynosi znaczący dochód. Często jest nawet głównym źródłem utrzymania. Jednak koszty emocjonalne, np. wstyd, poczucie winy, lęk przed oceną, dla wielu osób stanowi znaczące obciążenie. Jednym ze sposobów na poradzenie sobie z napięciem emocjonalnym związanym z wykonywaniem takiej pracy jest racjonalizacja, czyli szukanie racjonalnych powodów, które mają potwierdzać nasz wybór. Hasła „to praca jak każda inna” albo „nawet to lubię” mogą być rodzajem takiej racjonalizacji”, wyjaśnia psycholog. Jeśli rodzi się wstyd czy lęk przed oceną, po co to robić? „Właśnie potrzeba akceptacji, uwagi i podziwu wydają się być tutaj cechami, które mogą predysponować do wyboru takiej pracy”, mówi Cysarz.

KLIENT (NIE) ZAWSZE MA RACJĘ

Kto siedzi po drugiej stronie monitora? Wszyscy. Z opowieści dziewczyn wynika, że klientami są mężczyźni w każdym wieku, z każdej branży i o każdym możliwym statusie społecznym. Niektórzy z nich starają się utrzymywać ze swoją ulubioną camgirl kontakt poza czatem, najczęściej poprzez maila. Okazuje się, że wielu zależy przede wszystkim na rozmowie. Dziewczyny często wyznaczają sobie granicę, której nie przekraczają. „Nigdy nie używałam zabawek i nigdy nie będę”, deklaruje Asia. „Nagość to moje maksimum, chyba nie potrafiłabym spełniać tych bardziej odważnych próśb. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Może kiedyś zaszaleję, ale na pewno nie na trzeźwo!”, śmieje się Marta. Klienci mają najróżniejsze oczekiwania. „Jest dużo fetyszystów stóp”, przyznaje z uśmiechem Asia. „Często pytają, czy mogę coś dla nich ubrać – szpilki, pończochy, bikini... Pytają też, czy jestem dominą i przejmę dowodzenie w naszej sesji. A ja nawet na taką nie wyglądam i źle się czuję, kiedy chcą, żebym ich poniżała, śmiała się z nich itd.”. Marta największy szok przeżyła za pierwszym razem, kiedy zamiast twarzy mężczyzny, zobaczyła... jego penisa. Od razu, bez słowa wstępu. „Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się, co to. Jak się zorientowałam, rzuciłam na monitor koc i uciekłam do łazienki”. Dziś na Marcie nie zrobiłoby to już większego wrażenia. „Początki bywają trudne. Teraz to dla mnie mało zaskakujący widok”.

LEGALNE, NIELEGALNE?

Tego typu zajęcie jest w Polsce legalne. Praca camgirls nie jest w żaden sposób prawnie uregulowana. W internecie możemy napotkać firmy, które kuszą dziewczyny pracą w tzw. studiu kamerkowym, czyli specjalnie zaaranżowanym i dostosowanym do potrzeb camgirl wnętrzu z profesjonalnym sprzętem. Jednak sporo dziewczyn podchodzi do takich ofert sceptycznie. W niektórych miejscach tego typu camgirls są zmuszane do podpisania dokumentów, które zakazują pracy w konkurencyjnych firmach. Asia ma za sobą pracę w studiu i dodaje, że jej minusem jest to, że zazwyczaj trzeba się dzielić z właścicielami pół na pół. Wytrzymała na takich zasadach zaledwie trzy miesiące.

KAMERA: OFF

Kiedy komputer jest wyłączony, camgirls zamieniają satynowe koszulki nocne na coś wygodniejszego i robią to, co wszystkie inne młode dziewczyny – rozwijają swoje zainteresowania, spotykają się ze znajomymi, imprezują. Zatrzymajmy się na chwilę przy wspomnianych znajomych – czy oni WIEDZĄ? „Ci co mają wiedzieć – wiedzą. Inni nie muszą. To, co robię ze swoim czasem i ciałem, to wyłącznie moja sprawa. Najbliżsi doskonale mnie znają i nigdy nie skrzywdziliby mnie swoją oceną” – opowiada Agata.

U Asi ta kwestia wygląda podobnie: „O tym, jak pracuję, wie tylko wąska grupa osób, raczej się tym nie chwalę”. To, że ktoś mógłby rozpoznać Martę, jest jej największą obawą. „Wie tylko moja przyjaciółka. Rodzice by mnie zabili. Poza tym, nie widzę sensu, żeby kogoś więcej wtajemniczać, to tymczasowe zajęcie”. Nie trudno się domyślić, że tak specyficzna praca musi być też prawdziwym wyzwaniem dla potencjalnego partnera camgirl. Dr Daniel Cysarz uważa, że „może ona z czasem przeszkadzać w spontanicznym i satysfakcjonującym życiu seksualnym. Dużą sztuką może okazać się rozdzielenie wirtualnego seksu z klientami od seksu z partnerem. Mogą też przeszkadzać negatywne myśli na swój temat, wynikające na przykład z faktu, że tego typu praca nie jest powszechnie akceptowana i poważana społecznie”. Agata na tę chwilę nie ma stałego partnera: „Spotykam się z kimś od miesiąca. Na razie ciężko mi powiedzieć, czy będzie z tego coś poważnego. On nie wie, czym się zajmuję, za wcześnie na taką rozmowę. Nie boję się jego reakcji, po prostu za mało się znamy i nie wiem, czy jest sens poruszać ten temat w tym momencie. Ale to w żadnym wypadku nie jest tak, że rzeczywistość miesza mi się z pracą. To, co robię, nie ma wpływu na moje życie prywatne. Oddzielam to grubą kreską”, przekonuje. Jednak tutaj również istnieje pewien haczyk – mimo pozornego oddzielania życia zawodowego od prywatnego, praca może w znacznym stopniu wpłynąć na intymne relacje dziewczyn z ich partnerami. „Istnieje realne ryzyko, że seksualność, nagość i intymność zaczną kojarzyć im się z powinnością i pracą, a to może blokować spontaniczność w inicjowaniu seksu i cieszeniu się nim. Do mojego gabinetu trafiały również już camgirls, które zgłaszały brak ochoty na seks i brak możliwości osiągania satysfakcji seksualnej ze stałym partnerem”, przestrzega seksuolog. Singielką pozostaje także Marta. „Jestem sama, ale jeśli bym się zakochała, rzuciłabym tę robotę. Nie wyobrażam sobie momentu, w którym miałabym powiedzieć swojemu facetowi, że rozbieram się dla innych”, mówi.

E-RZECZYWISTOŚĆ

Nagość, odgrywanie scen na życzenie klienta, czerpanie z tego zysków – czym tak naprawdę jest camming? Niewinną erotyczną grą czy może nową wersją „najstarszego zawodu świata” dostosowaną do naszych pełnych wirtualnej rzeczywistości czasów? Dr Cysarz przyznaje, że: „Oprócz kontaktu fizycznego, tego rodzaju aktywność seksualna wydaje się zawierać wszystkie pozostałe cechy prostytucji. Dla niektórych osób wykonujących tę pracę, może ona wiązać się z podobnymi obciążeniami, np. poczuciem nadużycia, przekroczenia granic, upokorzenia. Dlatego praca ta nie powinna być traktowana jako ‘niewinna zabawa’ lub sposób na dorobienie, bo czasem straty emocjonalne mogą przekroczyć zyski materialne”. Marta nie jest dumna z tego, co robi. Jednak wygoda i szybki zysk na ten moment mocno do niej przemawiają. Nadchodzi wieczór – czas zrobić makijaż, wybrać strój i przygotować łóżko do pracy. „To chwilowe. Mam swój honor i wiem, ile jestem warta”, powtarza, włączając kamerę w koronkowej bieliźnie.

Artykuł premierowo ukazał się w 05/2017 Cosmopolitan

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj