Miłość & Seks

Co zrobić, żeby rozstanie mniej bolało?

Czy jeśli on wyjawiłby ci powód swojego odejścia, łatwiej przełknęłabyś gorycz zerwania?

Anna Majcher

12marca2019
Co zrobić, żeby rozstanie mniej bolało? fot. istock.com

A czy ty dajesz mu kosza bez zadawania zbędnego cierpienia?

W IDEALNYM ŚWIECIE wystarczyłoby wysłać wiadomość do partnera: „Stary, czas się pożegnać” i po bólu. Albo on przedstawiłby jeden, jasny i prawdziwy powód swojego odejścia i to w sposób godny dżentelmena. W realu, no cóż... Wiemy, jak jest. Niektóre relacje nie mają nawet oficjalnego statusu, jak więc można je formalnie zakończyć? Oficjalny czy nieoficjalny, wiadomo, każde rozstanie boli jak krwawiąca rana (badania pokazują, że uczucie porzucenia aktywuje te same części mózgu, które odpowiadają za tworzenie fizycznego bólu w ciele). Nie wspominając nawet o poczuciu własnej wartości, które w takim momencie szybuje w dół z prędkością światła i z hukiem rozbija się o podłogę. Nic dziwnego, i są na to kolejne wyniki badań, że połowa młodych ludzi, postanawia wracać do swoich byłych! Ale mam dla ciebie dobrą wiadomość: prawdziwa miłość przychodzi po dwóch bolesnych rozstaniach – tak mówią jeszcze inne badania. Widzisz, od razu lepiej. A kiedy zrozumiesz, że masz pełną kontrolę nad tym, jak przebrniesz przez ten trudny okres, będzie ci jeszcze łatwiej. Mam nadzieję, że ten miniprzewodnik po rozstaniach ukoi twoje smutki.

Najszybszy sposób na rekonwalescencję po rozstaniu

Biegnij na siłownię

Szukasz ukojenia w używkach (alkoholu, tabletkach lub śmieciowym jedzeniu)? Uwaga! Zapętlasz się w spirali smutku. Idź lepiej na jogę, która pomoże ci ukoić nerwy.

Należy ci się medal!

Reklama

Brawo! Naprawdę, znosisz wszystko po mistrzowsku. Masz zdrowe podejście do rozstania. Zafunduj sobie jakąś miłą nagrodę. Należy ci się!

Napisz wiadomość, której nigdy nie wyślesz

Chcesz z nim skończyć, ale coś cię powstrzymuje? Oczyść głowę spisując wszystkie myśli w notesie. Wyrzuć go, gdy zapomnisz o facecie.

Wyjdź z koleżankami

Siedzenie na kanapie w pustym domu jest dość depresyjne. Wybierz się ze swoją paczką przyjaciółek do klubu! W tej chwili przyda się ich wsparcie.

DLACZEGO LUDZIE ZNIKAJĄ BEZ SŁOWA?

To jeden z najbardziej tchórzliwych, leniwych i okrutnych sposobów odprawienia kogoś z kwitkiem. Bo gdy facet rozpływa się w powietrzu bez słowa wyjaśnienia, czujesz się tak, jakby ktoś znienacka pacnął cię patelnią w głowę. Dlaczego ludzie to robią? Według ekspertów „ulatniacze” nie chcą pobrudzić sobie rąk ciężką pracą, jaką jest konieczność wyjaśnienia przyczyn rozstania. „W ten sposób można ominąć etap autorefleksji i konieczności przyznania się do winy”, wyjaśnia psycholog kliniczny Kim Chronister. Jeśli stałaś się ofiarą takiego aktu wandalizmu na twojej osobie, po pierwsze przyjmij do wiadomości, że ktoś odstawił cię na boczny tor. „Zamiast pisać: „Hej, jesteś tam?”, wyślij mu: „Jak minął ci weekend”, radzi Laurie Davis Edwards, założycielka eFlirt i autorka książki „Love @ First Click”. „Nie szukaj powodów jego milczenia. Po pierwsze – może wcale nie zniknął, a po drugie, natarczywością odsuniesz go od siebie jeszcze bardziej”. Jeśli jednak nadal milczy jak zaklęty, pozwól sobie na jeszcze jedną wiadomość, w której wyłóż swoje położenie. Dodaj, że życzysz mu dobrze i pożegnaj się grzecznie. „W większości sytuacji, ulatnianie się nie ma nic wspólnego z tą drugą osobą”, mówi Edwards.

ZOSTAĆ CZY ODEJŚĆ? OTO JEST PYTANIE…

Sytuacja 1: Przeciąganie struny

Nierozłączni. Tak opisywali nas ludzie. Faktycznie byliśmy z Jankiem jak papużki nierozłączki, jeszcze od czasów liceum. Gdy zaczęliśmy studia, wciąż trzymaliśmy się razem. Chodziliśmy na obiady, imprezy, jeździliśmy na wakacje. Ale pod koniec roku, ta relacja zaczęła mnie dusić. Zapragnęłam przestrzeni, nowych przyjaciół. Postanowiłam, że musimy od siebie odpocząć. Ale Janek nalegał, więc wróciliśmy do siebie. Zawsze mówiono mi, że nad związkiem trzeba pracować. Dlatego czekałam z nadzieją, że moje nastawienie się zmieni. Czekałam i czekałam, aż on po trzech latach mnie zostawił. „Nie można cię uszczęśliwić”, powiedział. Chciał umawiać się z innymi. Musiałam sobie z tym poradzić. Zapisałam się na zajęcia z kreatywnego pisania, dołączyłam do zespołu rockowego i... kocham moje nowe życie. Ale długo byłam zła. Nie na Janka. Na siebie. Gdybym posłuchała siebie wcześniej, odnalazłabym szczęście trzy lata temu. Zamiast tego unieszczęśliwiłam naszą dwójkę. Nauczyłam się, że dużo gorsze od zerwania jest bycie ze sobą na siłę. Zamiast traktować rozstanie jak porażkę, lepiej spojrzeć na nie inaczej – że to mądry wybór. Jasne, trudno jest pożegnać zażyłość, do jakiej doszliśmy w związku na rzecz niestabilności i samotności życia singielki, ale ja odkryłam w niej iskrę nadziei na szczęście. I obiecałam sobie już nigdy więcej nie obniżać wartości życia w pojedynkę. Tak też jest fajnie.

Sytuacja 2 Razem możemy więcej

W miłości zawsze byłam typem dziewczyny, która ucina i ucieka. Jednego faceta nawet spakowałam i wystawiłam jego rzeczy na klatkę schodową. Do czasu. Poznałam Darka. Z nim wszystko wyglądało inaczej. Gdy próbowałam urządzić awanturę, on brał mnie z uśmiechem na ustach do sypialni i rozbrajał w minutę. Między nami układało się wyjątkowo dobrze. Byliśmy parą już dobrych kilka lat, gdy dostałam fajną, ale bardzo stresującą pracę. Nasze rozmowy z Darkiem kręciły się tylko wokół niej. Pojawiły się wyrzuty, że spędzamy ze sobą za mało czasu, że nie pozmywałam naczyń, że nie kochamy się już tak często, że on nie rozumie, co dla mnie znaczy moja kariera. Po takich kłótniach usypialiśmy odwróceni do siebie plecami. W pewnym momencie ja zostawałam na sofie, a on przenosił się do łóżka w sypialni. Czułam, że nasz związek się rozpada. I nie potrafi łam tego procesu zatrzymać. „Nie możemy tego tak ciągnąć”, któregoś dnia powiedział Darek. Słysząc te słowa w pierwszej chwili chciałam uciekać, tak jak to robiłam wcześniej. Ale to nie było w jego stylu. On nastawił się na długodystansową podróż i tego samego oczekiwał ode mnie. „Chcę być z tobą”, powiedział. „A ty? Chcesz być ze mną?”, zapytał. Potwierdziłam. „Więc musimy znów postawić siebie na pierwszym miejscu”, dodał. Po tej rozmowie, zmieniłam podejście do pracy. Zamiast traktować każdy e-mail jak sprawę życia i śmierci, wyłączałam telefon po przekroczeniu progu mieszkania i skupiałam się tylko na nim. Kłótnie ustały. Nasza relacja wkroczyła na kolejny poziom. Gdybym wtedy odeszła, nie wzięlibyśmy ślubu półtora roku później. Nie siedziałabym teraz w naszym domu, czekając na niego z jego ulubioną rybą po grecku.

NAJBARDZIEJ TYPOWE STYLE ROZSTANIA

Aż do grobowej deski. Na fali dramatycznej kłótni, rzucasz go w połowie zdania. Kilka tygodni później wracacie do siebie skruszeni i stęsknieni, i udajecie, że nic się nie stało (jak książę William i Kate).

Jak grom z jasnego nieba. Nie widzisz nadciągającego sztormu, a gdy nadejdzie, nie możesz pozbierać się po tej burzy.

Niekończąca się opowieść. Przypomina to trochę lekcję matematyki o nieskończoności. Wracacie do siebie na okrągło. Choć właściwie tylko po to, by ustalić kto/ kiedy/gdzie i dlaczego.

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj