Miłość & Seks

Testerzy wierności są coraz bardziej popularni

Mąż coraz później wraca z pracy, żona ukradkiem kasuje SMS-y... Gdy w związku pojawia się podejrzenie zdrady, najgorsze to tkwić w niepewności. Ale jak sprawdzić, czy partner rzeczywiście zdradza?

Beata Dżumaga

01marca2019
Testerzy wierności są coraz bardziej popularni fot. istock.com

Przygoda na jedną noc, przyprawianie rogów, skok w bok. Zdrada niejedno ma imię. Staje się coraz bardziej powszechna, a wręcz bagatelizowana – przynajmniej w popkulturze, bo to, co oglądamy w filmach, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

W komediach romantycznych zdrada często jest przedstawiana jako coś śmiesznego, ale realnie potrafi zniszczyć życie. Zdradzamy coraz częściej. Centrum Profilaktyki Społecznej od 2011 roku bada wierność małżeńską Polaków. Z ubiegłorocznego raportu pt. „Ryzykowne zachowania Polaków” wynika, że 39 proc. badanych dopuściło się zdrady. Czwarta edycja eksperymentu pokazała wciąż rosnący trend – jeszcze w 2011 roku do zdrady przyznawał się co piąty badany małżonek, a w 2014 – co trzeci. Dziś w grupie 5 osób statystycznie zdradzają 2 z nich. Niewierność jest jedną z głównych przyczyn rozwodów. Według raportu przygotowanego w 2016 roku przez demografów z Uniwersytetu Łódzkiego w zeszłym roku rozwiodło się 64 tys. par. Niemal co czwarta z nich – w wyniku zdrady.

„Znam całą zakulisową procedurę rozwodu oraz okoliczności mu towarzyszące i proszę mi wierzyć – będąc po raz kolejny świadkiem rozpadu małżeństwa, można stracić wiarę w ludzi, a na pewno w związki”, opowiada Gabriela. Sceny, które wielokrotnie oglądała na sali rozpraw, zainspirowały ją do tego, by zostać testerką wierności. Szef Gabrieli, detektyw Adam Husarski i właściciel firmy sprawdzwiernosc.pl wyjaśnia, że z jego usług w 95 proc. przypadków korzystają osoby, które mają konkretne podejrzenia, że partnerzy są im niewierni. „My jesteśmy ostatnim etapem w procesie weryfikowania zdrady. Naszym zadaniem jest potwierdzenie klientowi, czy jego przypuszczenia okazały się słuszne czy nie”, tłumaczy ekspert.

Lepiej przetestować niż potem żałować

Gabriela ma 36 lat, burzę płomiennych, rudych loków i zielone oczy – trudno nie zwrócić na nią uwagi. Na co dzień pracuje w kancelarii radcy prawnego zajmującej się prawem rodzinnym i spadkowym, co oznacza głównie sprawy rozwodowe. „Małżonkowie potrafią oszukiwać się w najperfidniejszy sposób, nie poczuwając się do żadnych zasad moralnych. Znając ten kontekst, testowanie wierności wydaje mi się naprawdę zasadne, to sprawdzian uczciwości, o którą niełatwo w dzisiejszych czasach”, przekonuje testerka. Gdy Gabriela trafiła na ogłoszenie o naborze do pracy w charakterze testerki, od razu wiedziała, że to coś dla niej. „Stwierdziłam, że chętnie pomogłabym w zapobieganiu podobnym sytuacjom. Rozwód to nie jest łatwy ani przyjemny proces – lepiej mu zapobiegać, niż przez niego przechodzić, a skalę wzajemnej uczciwości warto poznać wcześniej niż na sali sądowej”, przekonuje Gabriela. Poza tym w swojej nietypowej pracy widzi dodatkowe plusy.

„Testowanie wierności to spora dawka adrenaliny i miła odmiana po zgłębianiu artykułów i paragrafów kodeksu prawa cywilnego i rodzinnego. Dodaje też poczucia własnej wartości i atrakcyjności – ostatecznie trzeba mieć odpowiednie warunki, żeby wykonywać to zajęcie”, wyjaśnia testerka.

Podobne odczucia ma 28-letni Robert, wysoki i dobrze zbudowany brunet o czarnych oczach i lekkim zaroście. Na co dzień studiuje w Szkole Aktorskiej SPOT w Krakowie, ale od czasu do czasu wciela się w kogoś innego nie na potrzeby roli w spektaklu, tylko jako tester.

Reklama

„Ogłoszenie o pracy jako ciekawostkę pokazał mi kolega. Początkowo nie brałem pod uwagę, że sam mógłbym to robić, ale potem pomyślałem: czemu nie?”, wspomina. „Stwierdziłem, że byłoby to naprawdę interesujące doświadczenie i rodzaj sprawdzianu moich aktorskich umiejętności. Poza tym student zawsze potrzebuje pieniędzy, więc żal byłoby nie skorzystać”, dodaje tester.

Światła, kamera, akcja!

W rolach głównych: klient, detektyw, testerka, figurant. Testowanie wierności odbywa się według ściśle zaplanowanego scenariusza. Na początku klient dostarcza detektywowi niezbędnych informacji na temat figuranta, którego wierność będzie sprawdzana. Bazując na nich powstaje scenariusz akcji. Później zostaje już tylko wybór głównej aktorki bądź aktora – czyli testera wierności. Aby przeprowadzić akcję, testerka musi zapoznać się z jak największą ilością informacji o figurancie. „Muszę poznać jego zawód, rodzaj wykonywanej pracy, hobby, sposób spędzania wolnego czasu, nawet ulubiony gatunek muzyki. Wszystko, co pozwoli mi nawiązać konwersację i stworzyć płaszczyznę porozumienia, tak aby figurant maksymalnie się przede mną otworzył”, opowiada Gabriela o przygotowaniach do misji. „Zostaje mi też przedstawiony ogólny profil psychologiczny figuranta, muszę dostosować się do jego osobowości. I oczywiście zapoznaję się z warunkami potencjalnego spotkania, co oznacza obejrzenie wcześniej miejsca działania, zaplanowania dojazdu itp.”.

Robert ceni sobie swobodę działania – lubi eksperymentować i iść na żywioł. „Nie tworzę ścisłego scenariusza. Trzeba umieć dopasować się do sytuacji i to jest właśnie wyzwanie, które cenię”, wyjaśnia tester. Lubi jak najbardziej wcielać się w daną rolę i często korzysta z przebrania. „Takie skrzywienie w aktorskiej branży”, uśmiecha się Robert. Ale zaznacza, że nigdy nie podaje się za kogoś, kim nie jest: „Nie udaję księdza czy policjanta, zresztą podszywanie się pod funkcjonariusza publicznego jest karalne”. Gabriela nie korzysta z charakteryzacji czy przebrania, gdy wybiera się na akcję. W końcu, jak tłumaczy, testerki wierności są dobierane pod kątem danego zlecenia. „Więc wiem, że mój wygląd odpowiada aktualnym potrzebom. Chociaż patrząc na to z innej perspektywy, mój codzienny, służbowy wygląd jest bardzo ograniczony przez wymogi zawodu – zawsze jest to formalny, elegancki uniform, więc swobodniejszy strój i mocniejszy makijaż to dla mnie nieomal charakteryzacja i przebranie”, śmieje się Gabriela.

Dyskrecja przede wszystkim

Testerka nigdy nie działa w pojedynkę. Nad całą akcją czuwa detektyw. „Z każdym testerem podpisuję umowę – to warunek konieczny. Z doświadczenia wiem, że w tej pracy zdarzają się sytuacje niebezpieczne, dlatego zawsze działam gdzieś w kącie”, tłumaczy detektyw Husarski. To właśnie on, a nie testerzy, zbiera dowody niewierności figuranta, jednak takimi informacjami nie dzieli się żaden z profesjonalistów – przeczy to zasadzie zachowania dyskrecji. To samo dotyczy kwestii wynagrodzenia, które testerzy otrzymują za wykonane zlecenie. Ani Robert, ani Gabriela nie zdradzają szczegółów na temat wysokości swoich zarobków. „Powiem tylko, że stawka uzależniona jest od rodzaju zlecenia i mojego w nie wkładu, m.in. czasu, jaki muszę poświęcić, kwestii dojazdu na miejsce akcji itp. To nie jest praca w stałym wymiarze godzin. Dla mnie to rodzaj drugiego etatu, bo zlecenia nie zdarzają się często. Utrzymać się w ten sposób byłoby więc naprawdę ciężko”, tłumaczy testerka. Osoby, które chcą sprawdzić partnera, muszą przygotować się na spory wydatek. „Najtańsza usługa, czyli działania wirtualne, to cena rzędu 2 tys. zł. Sprawdzanie wierności w realu kosztuje od 3 tys. zł wzwyż. Cena zależy od sposobności dotarcia do tej osoby. Prowadzimy też sprawy na terenie Unii Europejskiej – wówczas koszt automatycznie jest wyższy, ponieważ musimy poświęcić więcej czasu i wysiłku na to, by dotrzeć do figuranta”, wyjaśnia detektyw Husarski.

Zastrzyk adrenaliny

Gabriela dostaje nowe zlecenie. Starannie wykonuje makijaż, zakłada ulubioną małą czarną i obowiązkowe szpilki. Długie włosy swobodnie opadają jej na plecy. Dziś wieczorem miejscem jej pracy będzie elegancki bar w centrum miasta, a atmosfera piątkowej nocy będzie sprzyjać zawieraniu nowych znajomości. Gabriela jest profesjonalistką i dobrze wie, jak skutecznie zwrócić na siebie uwagę figuranta – zresztą w większości przypadków nie musi się starać. Czasem wystarczy przytrzymać męskie spojrzenie o sekundę dłużej
– reszta dzieje się sama.

Figurantka, którą będzie sprawdzał Robert, swoje popołudnia spędza na siłowni. Tutaj też nie brakuje okazji do zagajenia rozmowy. Można wskoczyć na bieżnię obok, skomentować imponujący dystans, który wyświetla się na monitorze sąsiedniego urządzenia, albo przypadkiem upuścić butelkę wody. Potem wszystko zależy od tego, czy osoba testera wzbudziła w figurantce zainteresowanie i czy odbije przysłowiową piłeczkę. Jedno, na co testerzy wierności nie mogą liczyć w swojej pracy, to… nuda i brak emocji.

Robertowi przy każdej akcji towarzyszą uczucia podobne do tych, które aktor przeżywa z momentem wejścia na scenę: „Jest adrenalina i trochę tremy – jak to przed występem. Ale generalnie to fajne wyzwanie, można się sprawdzić w takiej, z aktorskiego punktu widzenia, ekstremalnej sytuacji – nie ma suflera, który podpowiedziałby kwestię i trzeba samemu umieć dobrze rozegrać sytuację”. Również dla Gabrieli to spora dawka adrenaliny: „Nawiązywaniu kontaktu z nieznajomą osobą zawsze towarzyszy pewne napięcie, a mając świadomość, jaki cel temu przyświeca – tym większe. Ale nie odczuwam tremy. Chociażby z racji wykonywanego zawodu jestem osobą dość śmiałą, łatwo przychodzi mi improwizować i umiem przeprowadzić działanie zgodnie z planem”.

Mimo wszystko niektóre sytuacje bywają problematyczne. „Raz wykazałam się minimum profesjonalizmu, bowiem… nie mogłam rozpoznać wyznaczonego figuranta. Miejscem spotkania był modny wśród młodych rekinów biznesu lokal, a ja wśród – na pierwszy rzut oka – identycznie ubranych i ostrzyżonych panów nie mogłam rozpoznać tego właściwego. Rozmawiałam bodaj z dwoma mężczyznami, zanim wypatrzyłam wreszcie „mojego” figuranta”, wspomina testerka. Z kolei Robert przekonał się o tym, że nie za każdą zdradą kryje się to, co można by przypuszczać. Najbardziej zapadła mu w pamięć sprawa figurantki, która miała zdradzać partnera z innym, a okazało się, że… zmieniła orientację seksualną i przestała interesować się mężczyznami. „Nie potrafiła przyznać się partnerowi do tego, że znalazła sobie dziewczynę i jest z nią od 6 miesięcy, bo obawiała się, że będzie to zbyt wielki cios dla niego. Dlatego spotykała się z tamtą panią potajemnie”, wyjaśnia Robert. „Jako tester starałem się zwrócić na siebie jej uwagę, a skończyło się na tym, że figurantka dostrzegła we mnie pokrewną duszę i zaczęła mi się zwierzać. Zresztą to okazała się być bardzo miła kobieta – w żaden sposób nie oceniam tej przemiany”, opowiada tester.

W masce aż do końca

W którym momencie wiadomo, że następuje koniec zlecenia? Czasami trudno to jednoznacznie określić, dlatego należy odpowiednio zinterpretować zachowanie osoby testowanej. „Jeśli widzę, że figurant chce kontynuować znajomość i padają propozycje wspólnego wyjścia, to dla mnie jasny sygnał do wycofania się, a zarazem potwierdzenie jego intencji. Oczywiście demaskowanie się przed figurantem po skończonej akcji jest zabronione. To nie jest teatr ani program z ukrytą kamerą – mam za zadanie zdobycie informacji, która jest potwierdzeniem uczciwości bądź nieuczciwości figuranta i po jej uzyskaniu kończę działanie”, wyjaśnia Gabriela. Robert dodaje: „Kiedy figurantka wyraźnie określi się co do swoich intencji – to koniec akcji. Wtedy muszę taktownie zakończyć spotkanie i zniknąć”.

Wbrew powszechnym wyobrażeniom testerzy nie wdają się w żadnego rodzaju intymne relacje z osobami, które stanowią obiekt zlecenia. To niepodważalna zasada ich pracy. „To zabronione, zresztą sam bym tego nie chciał. Wiadomo, że figurantkę trzeba trochę oczarować, ale tylko do momentu, kiedy przyzna, że ma kogoś albo powie otwarcie, że chce kontynuować znajomość. Wtedy wiadomo już wszystko”, podsumowuje Robert. „Nie wchodzę nigdy w żadnego typu fizyczny kontakt z figurantem. Ja po prostu rozpoznaję go i zaczynam rozmowę, a tworzenie fałszywych pozorów i prowokacyjne zachowanie są dla mnie etycznie niedopuszczalne. Poza tym jeśli zebrane informacje mają posłużyć podczas rozprawy, to uzyskane w taki sposób dowody sąd mógłby zakwestionować, a nawet obrócić na niekorzyść strony jako oparte na niskich pobudkach etycznych”, argumentuje Gabriela. Budowanie bliskiej relacji w romantycznej atmosferze – brzmi jak idealne warunki do tego, by… zakochać się naprawdę. Co jeśli pewnego dnia emocje wezmą górę nad profesjonalizmem? Testerzy nie biorą tego pod uwagę. „Zakochać się można wszędzie. Ale praca to praca, jak oryginalna by nie była, i nie ma w niej miejsca na takie sytuacje. Nie wyobrażam sobie, żeby coś takiego miało się zdarzyć”, mówi Robert. „Równie dobrze mogłabym usłyszeć pytanie o to, czy zakochałabym się w kliencie mojej kancelarii. To jest praca, a w pracy wiążą mnie stosunki służbowe, więc nie ma mowy o wykroczeniu poza relację wykonawczyni zlecenia-figurant”, kwituje Gabriela.

Kto tu jest niemoralny?

Detektywowi Husarskiemu nie podoba się sposób, w jaki działalność testerów wierności jest przedstawiona w komediach i serialach paradokumentalnych. Dodaje, że wiele osób ma powierzchowną opinię na temat ich pracy i uważa, że jest nieetyczna. „Ludzie odbierają testowanie jako głupią prowokację, ale to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Gdyby ktoś testował czyjąś wierność dla zabawy, wtedy owszem – byłoby to nieetyczne. Ale
w swojej karierze spotkałem się z różnymi sprawami i wiem, że takie działanie jest uzasadnione – nie ma nic gorszego niż niepewność. Nie znając charakteru danej sprawy, nikt nie powinien oceniać, czy to etyczne, czy nie”, przekonuje detektyw.

Czy testowanie wierności jest moralne według samych testerów? Robert odpowiada pytaniem: „A zdrada jest moralna? Nie uważam, żebym robił coś złego, nie nakłaniam nikogo do zdrady, nie prowokuję. Wszystko zależy od tej drugiej strony. To figurantka może zrobić coś niewłaściwego, nie ja. Ja po prostu jestem gościem, którego spotyka w knajpie czy w innym miejscu”. Na to samo pytanie Gabriela odpowiada bez wahania: „Zdecydowanie”, i ponownie przytacza argumenty z rozpraw rozwodowych. „Poza tym prawda jest taka, że polskie prawo cywilne i karne pozostawia spory margines na własną interpretację, co często powoduje sytuacje niesprawiedliwe wobec którejś ze stron sporu. Mam na myśli wykorzystywanie fizyczne, psychiczne czy materialne. Dzięki pomocy detektywa i zdobytym dowodom można taką sprawę wygrać w sądzie. Nigdy nie podjęłabym się takiego zajęcia, gdyby wiązało się z moralnymi dylematami. To nie ja jestem stroną, która może się okazać nie w porządku – jeśli figurant jest osobą uczciwą, to po prostu nie nawiązuje ze mną żadnej relacji. A jeśli nie jest uczciwy… wtedy na pewno nie moja w tym wina”.

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj