Cosmoweekend

Najpiękniejszy film sezonu to „Green Book” [COSMOrecenzja]

„Już dawno się tak nie śmiałam, a przecież film opowiada o trudnej historii w ciężkich czasach...”

Joanna Mroczkowska

01lutego2019
Najpiękniejszy film sezonu to „Green Book” [COSMOrecenzja] fot. www.instagram.com/greenbookmovie/

„Green Book” – najpiękniejszy film sezonu

Peter Farrelly po raz pierwszy pokazał się w roli twórcy poważnego obrazu i od razu zgarnął najważniejsze wyróżnienia. Reżyser „Green Booka” możliwe, że czeka na swoją pierwszą statuetkę Oscara (nominacje w dwóch kategoriach, w tym za najlepszy film i scenariusz). 

Scenariusz do filmu został już nagrodzony Złotym Globem i nominacją do nagrody BAFTA. Nikogo to nie dziwi, bo film jest po prostu świetny. Zaskakujące jest natomiast to, że stworzył go filmowiec, który jako scenarzysta, reżyser czy producent pracował przy takich filmach jak „Sposób na Blondynkę” i „Głupi i Głupszy”. Tym razem stworzył może nie dzieło, które wpisze się do kanonu klasyków, ale film, który naprawdę warto zobaczyć.

Błyskotliwy – to określenie, które często powtarza się w recenzjach filmowych, a które w tym przypadku pasuje jak ulał. Film jest zabawny, mądry i mimo podejmowanej, jakże trudnej tematyki, lekki i przyjemny.

Reklama

Oglądając trailer w kinie pomyślałam, że z chęcią obejrzę ten film. Tematyka segregacji rasowej w Stanach Zjednoczonych, przemian politycznych i społecznych w latach 60., a także międzyrasowa przyjaźń to tematy podejmowane przez Hollywood od dekad.

Film jak jeden z wielu?

Okazuje się, że tak! Ale w za to w jakim stylu! Muszę przyznać, że zdetronizował on w moich oczach np. „Nietykalnych” z doskonałym, francuskim duetem – Omara Sy i François Cluzet. Zdobywca Oscara Mahershala Ali i trzykrotnie nominowany do nagrody akademii Viggo Mortensen to para doskonała. Obaj również nominowani są za role w „Green Book”. Z przyjemnością będę patrzyć, jak odbierają swoje statuetki.

Po Oscara!

Viggo Mortensen to aktor, który większości z nas znany jest z „Władcy Pierścieni”. Od tamtego czasu bardzo wiele się zmieniło. Mimo, że ten amerykański aktor ma korzenie duńsko-kanadyjskie, to jego włoskiego sznytu nie powstydziłby się Pacino czy DeNiro. Jego Tony Lip z „Green Booka” to postać zagrana bezbłędnie. Jest obleśna, prostacka i niezwykle zabawna. Już dawno Hollywood nie stworzyło (i nie odegrało roli) nowojorskiego imigranta z Włoch w tak pięknym stylu. Do tego Mahershala Ali! Wspaniały pod każdym względem. Za rolę dra Dona Shirleya dostał swoją drugą w życiu nominację do Oscara za rolę drugoplanową i statuetkę Złotego Globu. To w jaki sposób poradził sobie z tak złożoną rolą wzbudza wielki podziw. Wprawiony miłośnik kina dopatrzy się w jego grze niewielkich niuansów, sposobu poruszania się, poruszania głową, dłońmi... uśmiech. Rola zasługuje na największe uznanie.

O czym jest „Green Book”?

Napisałam już wiele o twórcach i odtwórcach. A o co chodzi w samej fabule? O relację rasisty z czarnoskórą osobą. O relacji między dorosłymi mężczyznami, którzy pochodzą z całkowicie dwóch różnych światów. Dają sobie nawzajem naprawdę wiele. Historia może wydać się rzewna lub banalna, ale dawno w kinie nie było takiego filmu. Takiego! Bez zbędnego upudrowania, rasowania efektami czy całkowicie niepotrzebnych zwrotów akcji.

„Green Book” ogląda się niezwykle przyjemnie. Już nie pamiętam kiedy tak śmiałam się w kinie nawet na potencjalnej komedii... Do tego piękne zdjęcia, chwytliwe żarty (również te sytuacyjne), świetna muzyka i fakt, że postacie wykreowane zostały na podstawie prawdziwych zdarzeń. Do tego znajdziecie też chwilę na uronienie łzy lub dwóch.

Uważam, że film ten powinni obejrzeć wszyscy, którzy mają rozterki światopoglądowe. Ci, którzy nauczyli się „nienawidzić”, bo tak się aktualnie u nas w Polsce dzieje. Ci, którzy oceniają ludzi bezpodstawnie i rzucają krzywdzące oskarżenia wobec innych. Film o historii z początku lat 60. XX wieku w USA, jest bardzo aktualny w Polsce w drugiej dekadzie XXI wieku.

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj